Danse macabre

„Gra w kości” trwa nadal w Polsce mimo protestów autorytetów i braku społecznego poparcia. Tylko 10 proc. Polaków uważa bowiem, że należy przeprowadzić ekshumację wszystkich ofiar, które zginęły w Smoleńsku, choć w zamach wierzy nieco więcej, bo 27 proc. ankietowanych. W tych grupach największy wskaźnik stanowią wyborcy PiS.

W minionym tygodniu dokonano kolejnych kilku ekshumacji. Między innymi w nocy na cmentarzu na Ursynowie rozkopano grób Tomasza Merty byłego wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego. Jego żona twierdzi, że dzięki ekshumacji dowie się, czy w grobie leżą rzeczywiście szczątki jej męża. Inni krewni ofiar liczą na to, że będą mogli wystąpić o kolejne odszkodowania.

Mają prawo przerzucać kości swoich najbliższych ci, którzy wyrażają na to zgodę, jeżeli ich to bawi lub chcą na tym zarobić. Wara natomiast od zmarłych tych rodzin, którzy sobie tego nie życzą. Niestety z ich zdaniem nikt się nie liczy. Mnie natomiast nurtuje pytanie, czego te ekshumacje mają dowieść? Może tego, że część ofiar zginęła w katastrofie, a reszta w zamachu?

„Gazeta Polska Codziennie” komentując wyniki pierwszej ekshumacji i sekcji zwłok dowodzi, że mają one rzekomo świadczyć o tym, że samolot zetknął się z ziemią kołami, a nie plecami (jak wynika z raportów obu komisji. – Anodiny i Millera).

Gimnastykuję swoją wyobraźnię i nijak nie rozumiem, jak z sekcji zwłok przeprowadzonej po 6 latach można było odczytać coś takiego. No ale w Polsce teraz wszystko jest możliwe

*

„Gra w kości” nowych elit zdaje się nie mieć końca. Macierewicz niedawno sprowadził do Polski prochy wybitnych piłsudczyków płk. Ignacego Matuszewskiego i mjr. Henryka Floyar-Rajchmana. Uczynił to bez wiedzy i zgody rodzin zmarłych. Bratanica pułkownika Maria Mostowskiej napisała list, w którym żali się, że „sprawa ta wywołuje we mnie silne emocje: z jednej strony cieszy mnie, że postać mego stryja i jego zasługi dla Polski staną się znane Polakom, z drugiej jednak strony czuję się dotknięta, że nie zawiadomiono ani mnie, ani pozostałych członków naszej rodziny o planowanych działaniach; że dowiadujemy się o nich z mediów. Polityka historyczna obecnego rządu tworzy panteon bohaterów według wątpliwego klucza. Nie chciałabym, żeby postać mego stryja Ignacego Matuszewskiego stawiana była w jednym rzędzie z takimi osobami jak major „Łupaszka” i jemu podobni”.

*

Mimo braku akceptacji dla „danse macabre”, słupki poparcia dla rządzącej partii nawet nie drgnęły. Ostatnie badanie CBOS wskazuło, że poparcie Polaków dla PiS nie zmieniło się i nadal wynosi 35 procent. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak daleko odbiegająca od polskiej i katolickiej tradycji profanacja zwłok nie zniechęca ludzi do rządzących?

Odpowiedź jest zasmucająca. „Ciemny lud” kupuje propagandę rządową, bo w Polsce Ferdynandów Kiepskich jest (jak w każdej populacji) zdecydowana większość. Oni wyjdą na ulice i będą protestować tylko wtedy, gdy decyzje władzy uderzą ich po kieszeni. Ferdynanda Kiepskiego „danse macabre” nie interesuje. Ten sam problem mają „wykształciuchy”, którzy – umizgując się do rządzących – szukają dla siebie możliwości „przyssania się do koryta”. Zdecydowaną większość Polaków obchodzi jedynie to, czy władza daje, czy karze.

Jeśli daje, a na razie daje, to niech sobie potańczy. Nawet z kościotrupami.

Zbigniew Noska

W gołębniku głupoty

W popularnym serialu czechosłowackim, pt. „Szpital na peryferiach” jeden z bohaterów, dosadny dr Štrosmajer, powiedział do pewnej niezbyt lotnej intelektualnie pielęgniarki: „Gdyby głupota umiała fruwać, to unosiłaby się pani jak gołębica”. Zdanie to przypomniałem sobie, gdy na portalu wPolityce czytałem o posłance Beacie Mateusiak – Pielucha, która zaproponowała, żeby niektórzy obywatele RP podpisywali oświadczenia dotyczące wyznawanych wartości i przestrzegania konstytucji: „Powinniśmy wymagać od ateistów, prawosławnych czy muzułmanów oświadczeń, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską konstytucję i wartości uznawane w Polsce za ważne. Nie spełnianie tych wymogów powinno być jednoznacznym powodem do deportacji”.

Pomysł posłanki – jeśli go poważnie potraktować – budzi nie tylko wątpliwości prawne (jest sprzeczny z konstytucją), ale także techniczne. Skoro ateiści, prawosławni i muzułmanie zostaliby (po odmowie podpisania lojalki) deportowani, warto zastanowić się, dokąd. Jeżeli mowa o osobach, które do Polski przyjechały, to łatwe: mogą być odesłani do kraju pochodzenia. Ale co zrobić z rodzimymi innowiercami i ateistami? I wreszcie, jak oddzielić tych, którzy powinni oświadczenie podpisać, od tych, którzy nie muszą – innymi słowy, jak rozpoznać katolika? Za pomocą deklaracji? Metryki chrztu? Ścisłego przestrzegania katolickich wartości? Gdyby potraktować je rygorystycznie, Polsce groziłoby wyludnienie.

*

Świętowanie rocznicy rządu Beaty Szydło upłynęło w cieniu fatalnego raportu GUS, który ujawnił zahamowanie trendów rozwojowych polskiej gospodarki. Informacja ta ukazała się w najgorszym z możliwych momentów, stąd podejrzenie, że ktoś… celowo rządzącym wywinął taki numer. „Tam (w GUS) aż się roi od ludzi mentalnie powiązanych z PO i minioną władzą. Oni zrobią wszystko, by nam zaszkodzić i kto wie, czy te wszystkie wskaźniki i wyniki raz jeszcze nie trzeba dokładnie sprawdzić, bo tam celowe błędy mogą być” – podejrzewa jeden z prominentnych działaczy partii.

Podobnie na spowolnienie gospodarcze zareagował Jarosław Kaczyński, który winą za kiepską kondycję gospodarki obarczył przedsiębiorców i stosowane rzekomo przez nich „bardzo dziwne blokady”. W TVP Info powiedział: „Na przykład są na pewne cele pieniądze, a przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi nie chcą podejmować różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych, zyskownych dla nich, bo uważają, że lepiej zaczekać aż wrócą dawne czasy. Ale zapewniam, że nie wrócą”.

Kaczyńskiemu wtórował (bo jakże inaczej) Jacek Sasin: „Są przedsiębiorcy, którzy za poprzedniego rządu cieszyli się szczególnymi względami władzy. Dzisiaj stracili wygodne warunki do inwestowania”. I dalej dodał: „Jeśli chodzi o wzrost PKB startowaliśmy z pewnej nienaturalnej górki” (PKB za IV kwartał ubiegłego roku wynosił ponad 4 procent, dziś 2,5). Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczył… poprzednią ekipę.

*

Do gołębnika głupoty dodać należy jeszcze jeden okaz. – Autostrady wschód-zachód odpowiadały interesom naszych sąsiadów, a nie Polski – mówił w minionym tygodniu w sejmie wiceminister infrastruktury Jerzy Szmit. Chodzi przede wszystkim o A2 i A4, które, jak można było wywnioskować ze słów wiceministra, są polskim kierowcom niepotrzebne.

Swoją wypowiedzią wiceminister wywołał złośliwe komentarze. Pojawiły się żarty, że wiceminister Szmit obawia się, że po tych drogach „rosyjskie czołgi będą poruszać się szybciej niż niemieckie w 1939 r.”

Mnie do takich żartów daleko, albowiem: „Głupota jest jak trąd, nie działa żaden lek. Nie musisz mówić nic, sam o tym dobrze wiem. Kiedy nasz rozum śpi, demony budzą się. Kiedy rozum zaśnie, kiedy pójdzie spać, to jest pora właśnie, by się bać”. Te słowa znanego przeboju Budki Suflera brzmią dziś jak groźne memento.

Zbigniew Noska

Poświąteczny katzenjammer

Święto Niepodległości wykoleja się. Partia rządząca obchodziła wigilię święta, bo w przeddzień jest miesięcznica smoleńska. Coraz liczniejsi narodowcy powinni być od święta odsunięci, bo są zagrożeniem dla niepodległości. Tylko KOD się radował, bo tym jest każde święto. Andrzej Duda zaś klęczał.

*

W Wilanowie z udziałem prezydenta została otwarta najdroższa świątynia w kraju, symbol związków państwa z kościołem. Kard. Kazimierz Nycz przypomniał o zobowiązaniu, które zostało zrealizowane po 225 latach. Sejm Wielki w 1791 roku podjął uchwałę o budowie świątyni jako wotum dziękczynne za przyjęcie Konstytucji 3 Maja. Nie dodał, że hierarchowie KK wkrótce potem znaleźli się w gronie targowiczan, za co niektórzy z nich podczas insurekcji kościuszkowskiej zostali powieszeni. Świątynia Opatrzności Bożej kosztowała 200 mln zł, tyle ile wieżowiec na Manhattanie. Tych pieniędzy z portfeli nie wysupłał kler.

*

Padło tysiące słów o wolności, niepodległości i solidarności, o jednoczeniu się wokół wspólnych celów i zadań, a w ich cieniu kilka dni przed 11 listopada rozgrywały się gorszące sceny i przepychanki. Poszło o apel smoleński. Władza postanowiła, że 11 listopada on musi być i koniec! Organizatorami uroczystości uczyniono wojewodów, więc miasta w tej sprawie nie miały nic do gadania. – Tragedia ta nie łączy się z niepodległością” – protestował Rafał Dutkiewicz prezydent Wrocławia. W Poznaniu rządowi urzędnicy postanowili obrazić prezydenta miasta i na uroczystość rocznicy go nie zaprosić. Zanosiło się na skandal, w końcu ustąpili. Za to w Częstochowie ratusz powiedział bardzo głośne „nie”. Miasto zrezygnowało z asysty wojskowej. Zamiast salwy honorowej zaplanowano wystrzał z działa.

„To jest Święto Niepodległości, a nie Macierewicza!” – transparent z takim napisem pojawił się w Bydgoszczy.

*

„Polska bastionem Europy” – takie hasło prezentowali narodowcy podczas swojego Marszu Niepodległości. – Chcemy wyrazić nadzieję, by Polska była rzeczywiście bastionem cywilizacji łacińskiej, zachodniej, chrześcijańskiej – tłumaczył jego sens jeden z organizatorów. Strzelił kulą w płot.

Europa zawsze była wielokulturowa i wieloreligijna. Próby jej ujednolicenia prowadziły do wojen. Zawsze też okresy tolerancji znaczyły najlepsze lata w jej historii. Dotyczy to również Polski, której złoty wiek przypadał na czas, kiedy król nie chciał być władcą sumień Polaków. To więc, co w Dniu Niepodległości prezentowali narodowcy, było nieprawdziwym przypisywaniem Polsce tradycji nietolerancji i obskurantyzmu.

Rządząca prawica jest coraz bardziej bezradna wobec poczynań narodowców. Wycofała się ze swymi obchodami do Krakowa. Milczy wobec poczynań i ambicji ekstremistów. Nie chcą, ale muszą ich znosić.

*

W Krakowie Prezes powiedział: „Nie mogę powiedzieć, że dziś nasza wolność, suwerenność, prawo do podejmowania decyzji odnoszących się do naszego kraju, naszych interesów, nie jest przez nikogo podważane. Są i tacy, którzy podważają nawet nasze prawo do kontynuowania tego, co nazywa się naszą polską kulturą. Nawet i to bywa dziś kwestionowane.”

Nigdy nie słyszałem, aby ktokolwiek podważał polską kulturę. Wręcz przeciwnie. Kultura polska jest w przeciwieństwie do elit politycznych w poważaniu, jest doceniana, o czym świadczą liczne międzynarodowe sukcesy naszych artystów. Ale Prezes mówił do tych, co nie czytają, do teatrów nie chodzą, ani na koncerty. Jak zresztą on sam.

*

TVP zerwała współpracę z Krzysztofem Skibą. Tuż przed podaniem tej informacji muzyk z zespołem Big Cyc grał na demonstracji KOD. Niedawno opowiedział na antenie anegdotę o skłóconej rodzinie. Kiedy ojciec przyprowadził nagle do domu „śmierdzącą kozę”, wtedy wszyscy się przeciwko niej zjednoczyli. Według muzyka ojciec – to prezes, koza – „dobra zmiana”, a sprzeciw to KOD.

Nie jest to zapewne dowcip z najwyższej półki, ale kpina bywa w takich jak dziś ponurych czasach swoistym rodzajem autoterapii psychicznej dla wielu Polaków. Antidotum na poświątecznego kaca.

Zbigniew Noska

W żywe oczy

„Każdy obywatel ma obowiązek umrzeć za ojczyznę, nikt nie ma obowiązku kłamać dla niej” napisał Monteskiusz w „Moich myślach”. Nasi politycy nie cenią tego wybitnego francuskiego myśliciela XVIII wieku choćby dlatego, że sformułował zasadę trójpodziału władzy jako warunku istnienia państwa demokratycznego. I być może dlatego bez żenady posługują się kłamstwem.

Dla polityka kłamstwo jest chlebem powszednim. Gdyby polityk nie kłamał, nie byłby politykiem. Ale nawet kłamać trzeba umieć. Polityk tak musi nauczyć się manipulować słowem, żeby nigdy, ale to nigdy nie być posądzonym o kłamstwo.

Tymczasem ostatnie dni dowodzą, że nasi politycy nawet tego nie potrafią. Były prokurator w PRL, a obecnie poseł Stanisław Piotrowicz w wywiadzie dla portalu wPolityce. stwierdził, że Trybunał Konstytucyjny ma „niepatriotyczne” korzenie: Dowiódł to mówiąc:

- Był tam ( mowa o spotkaniu w Gdańsku z okazji jubileuszu TK) obecny pierwszy prezes TK. Był pułkownikiem SB. TK u zarania miał być listkiem figowym dla władz PRL-owskich i miał czuwać, by w razie jakichkolwiek przemian pilnować interesu rządzących wówczas komunistów.”

Piotrowicz kłamał w żywe oczy. I to po trzykroć. Pierwszym prezesem TK był prof. Alfons Klafkowski, specjalizujący się w prawie międzynarodowym wybitny prawnik z Poznania. (był „moim” rektorem na UAM) Nie należał do PZPR. Był członkiem Stowarzyszenia PAX. Nikt dotąd nie znalazł żadnej informacji o tym, jakoby współpracował z SB, nie mówiąc już o tym, by miał stopień pułkownika.

Powołanie Trybunału Konstytucyjnego było jednym z postulatów „Solidarności” w latach 1980-1981 r., która chciała stworzenia niezależnej instytucji kontrolnej dla działań władzy. Trybunał rzeczywiście powołano decyzją władz w marcu 1982 r., a więc w czasie stanu wojennego, ale zaczął funkcjonować dopiero od 1 stycznia 1986 r. Już w maju tego roku uznał jeden z wprowadzonych przez władze przepisów za niezgodny z konstytucją PRL. I na koniec najbardziej absurdalne kłamstwo Piotrowicza. Prof. Klafkowski nie mógł być na obchodach 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego w Gdańsku, ponieważ zmarł w 1992 r.

Niekiedy kłamstwa polityków przyjmują formę wręcz groteskową jak te związane z wykształceniem Bartłomieja Misiewicza faworyta ministra Macierewicza. Tenże Misiewicz, kandydując w ubiegłym roku do Sejmu, napisał o swoim wykształceniu, że jest „administratywistą”. Tytuł taki przysługuje absolwentom co najmniej studiów pierwszego stopnia na kierunku administracji, ewentualnie prawa i administracji. Tymczasem Misiewicz studiów nie ukończył. Indagowany przez dziennikarzy oświadczył, że studiuje na Uniwersytecie Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, ale w wykazie studentów ani obecnych ani byłych jego nazwisko nie figuruje. Minister Macierewicz podczas inauguracji roku akademickiego oświadczył, że jego pupil „wrócił na studia politologiczno-prawnicze” i niebawem je skończy, bo jest już na trzecim roku. Sęk w tym, że toruńska uczelnia takiej specjalizacji nie ma.

Psychologowie dzielą kłamstwa na mimowolne, altruistyczne, żartobliwe, egotystyczne, manipulacyjne i destrukcyjne. Ostatnio pojawiła się w politycznej praktyce kolejna ich kategoria – kłamstwo w żywe oczy.

*

Polski obywatel patrząc na tę naszą polityczną elitę, coraz częściej widzi cynizm i obłudę, a coraz rzadziej prawość. Trudno w takiej sytuacji wymagać od niego zaufania do polityków i polityki, a to przenosi się dalej – na brak zaufania do państwa. W ten sposób nie da się budować nowoczesnej Polski. I jest to wina elit, a nie społeczeństwa.

Polski katolik widzi jak politycy, mimo że kłamią, są mile widziani w Radiu Maryja. Biskupi biorą ich w obronę, a oni sami w sejmie „walczą o wartości chrześcijańskie”.

„To się nazywa hipokryzja albo zwyczajne świństwo – napisał jeden z Internautów – Do budy wy skundlone kłamczuchy”.

Rozumiem jego gniew.

Zbigniew Noska

Ekshumacja i pieniądze

Polacy mają szczególny stosunek do mogił swych najbliższych. Otaczają je czcią i szacunkiem niespotykanym u innych nacji. Pierwszego listopada gremialnie odwiedzają cmentarze, aby ozdobić groby kwiatami, zapalić znicze i pomodlić się w intencji swoich zmarłych.

Na kilka dni przed Świętem Zmarłych rodziny, których bliscy zginęli w katastrofie smoleńskiej, odwiedziła Żandarmeria Wojskowa wręczając im dokumenty z informacją o ekshumacji.

Rodziny, które nie zgadzają się na taką profanację zwłok swych najbliższych, w dramatycznym apelu poprosiły o pomoc „ludzi dobrej woli”. Podpisało go 240 krewnych 17 ofiar katastrofy. Równocześnie zwróciły się one do polskich biskupów z prośbą o „obronę grobów przed zbezczeszczeniem”.

Liczono, że Episkopat postąpi w tej sprawie tak, jak Cerkiew prawosławna, która sprzeciwiła się ekshumacji abp. Mirona Chodakowskiego. Jednak biskupi milczą i milczeć będą. Odezwał się jedynie kardynał Kazimierz Nycz, który zaznaczył w RMF FM, że nie wypowiada się w tej sprawie w imieniu Episkopatu, bo „nie ma do tego prawa”.

- Wypowiadam się w swoim imieniu: duchowo i empatycznie jestem absolutnie po stronie rodzin, które mają pytania, wątpliwości, jest im przykro, że będą musieć traumę sprzed 6 lat przeżywać w pewnym sensie raz jeszcze. Rozumiem ich (…) Natomiast nie spodziewałbym się oficjalnej wypowiedzi Kościoła, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się, komentując działania prokuratury.

Ujmując to dosadniej: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.

*

Rodziny smoleńskie są w sprawie ekshumacji podzielone. Na temat jednej ze zwolenniczek poszukiwania prawdy o katastrofie smoleńskiej w grobach ofiar dotarła ostatnio do opinii publicznej szokująca wiadomość. Jak ustalił portal OKO.press, wdowa po wicepremierze Przemysławie Gosiewskim, Beata Gosiewska zabiega w MON o wypłatę kolejnych odszkodowań. Domaga się po 1,25 mln zł dla siebie i dwójki dzieci, a także po 400 tys. zł odszkodowania. To jeszcze nie wszystko. Wdowa chce również 72 tys. zł tytułem wyrównania renty oraz renty dodatkowej w wysokości 2 tys. zł miesięcznie. Łącznie blisko 5 milionów złotych.

Warto dodać, że Gosiewska z rodziną już wcześniej dostała państwowe odszkodowanie, a każde z dzieci otrzymuje rentę (łącznie 700 tys. złotych). Uzasadniając swe kolejne roszczenia, Gosiewska pisze, że przed katastrofą „całe jej życie podporządkowane było działalności męża”, zaś jego śmierć „zniweczyła wysiłki wielu lat wspólnej pracy i wyrzeczeń całej rodziny związanych z (jego) działalnością polityczną”. Wspomina także o planach kupna domu pod Warszawą, których nie udało się zrealizować przez śmierć męża. Wdowa skarży się też, że wraz z synem i córką muszą mieszkać w zaledwie 48-metrowym mieszkaniu, które jest własnością matki zmarłego.

Jako posłanka do europarlamentu, Beata Gosiewska musiała ujawnić swój majątek. Z jej oświadczenia wynika, że w 2015 r. zarobiła ok. 400 tys. zł. Na koncie posiada 1,4 mln zł.

Czy pozostałe rodzinny smoleńskie wezmą z niej przykład? Nie wiem i nie chcę tego komentować.

Zbigniew Noska