Wyjaśnienie

W miniony piątek serwer, na którym umieszczony jest mój blog, został zawirusowany. Podczas jego naprawy nie udało się uratować dwóch ostatnich felietonów wraz z dyskusją ich dotyczącą. Felietony wprowadziłem z archiwum, ale wpisy moich gości przepadły. Choć to nie moja wina – przepraszam
Zbigniew Noska

Post-prawda

To najważniejsze słowo roku. Opisuje świat, w którym „fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej, niż odwołania do emocji i osobistych przekonań”. Potwierdziło to kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego, które wyrażenie to wybrało jako słowo 2016 roku.

Post-prawda stała się podstawowym narzędziem polskich polityków, którzy zamiast rywalizować ze sobą w diagnozowaniu realnie istniejących problemów i przedstawiać ich rozwiązania, dążą do tego, by jak najsilniej zmobilizować wokół siebie emocje i uprzedzenia grup wyborców, posługując się hasłami pozbawionymi związku z rzeczywistością.

Oto kilka przykładów (z ostatnich kilkunastu dni) zastosowania post-prawdy w polskiej polityce.

*

W Internecie pojawiła się (chętnie udostępniana przez zwolenników PiS) informacja wzbogacona zdjęciami o tym, że „pijana Sandra S. rozbiła luksusowego Lexusa w centrum Warszawy. Bardzo szybko okazało się, że to córka posła PO, Michała Szczerby”. Problem tylko w tym, że 39-letni polityk nie ma córki. Chociaż łatwo sprawdzić, że informacja jest najzwyklejszą brednią, wielu internautów dało się na nią nabrać. A sądząc po tempie, z jakim rozeszła się to po Internecie, można mieć podejrzenia, że była zorganizowaną akcją mającą „przykryć” wypadek z udziałem Beaty Szydło.

*

Antoni Macierewicz przyznał, że „jest niedopuszczalne, żeby oficerowie Wojska Polskiego meldowali się komukolwiek poza ustalonymi prawnie osobami. – Taki wypadek miał miejsce raz, blisko rok temu i nigdy więcej się nie powtórzył – zapewniał minister. Tymczasem „Newsweek” opublikował zdjęcie z ubiegłorocznej wizyty Misiewicza w 9. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Braniewie. Widać na niej, jak jeden z oficerów pręży się przed 27-latkiem i składa mu meldunek. W kilka dni potem TVN udostępnił film z uroczystości „podhalańczyków”, podczas której Misiewicz po raz kolejny wystąpił w roli ministra. Mimo to jego szef (przy akceptacji swego elektoratu) zapowiedział złożenie wniosku do służb i prokuratury w sprawie „ustalenia inicjatorów dezinformacji wymierzonej w Misiewicza”.

*

Wypadek samochodu Beaty Szydło przez cały miniony tydzień epatował opinię publiczną. I to głównie za sprawą informacji szerzonych przez oficjalną propagandę. „Wiadomości” TVP tuż po wydarzeniu poświęciły mu aż trzy materiały. Zaprezentowały też animowaną symulację, pokazującą przebieg wypadku, której twórcy zamienili podwójną ciągłą,(na której wyprzedzała kolumna rządowych pojazdów), na pojedynczą przerywaną, co ma istotny wpływ na ustalenie winy. „Wiadomości” już w pierwszym materiale przesądziły o winie kierowcy seicento. W kolejnym nazwano ostatnie wypadki z udziałem najważniejszych osób w państwie „podejrzanymi” i obszernie cytowano Mariusza Błaszczaka, który oskarżał poprzedni rząd o zaniedbania w BOR, a media – o tuszowanie wpadek Biura za rządów koalicji PO-PSL. Z kolei w trzecim materiale „Wiadomości” oskarżały opozycję i nieprzychylnych rządowi dziennikarzy o „falę chamstwa i nienawiści”. Znalazło się w nim miejsce nawet na „wyśmiewanie obrońców krzyża” po katastrofie smoleńskiej czy protesty 16 grudnia pod sejmem.

*

Przytoczone wyżej przykłady dowodzą, że w erze „post-prawdy” demaskacja kłamstwa często jest po prostu bezskuteczna. Odbiorcy post-prawdy szukają bowiem potwierdzenia własnych emocji i uprzedzeń, a nie prawdy. Proces konfrontacji własnych przekonań, uprzedzeń i lęków z prawdą zawsze jest trudny, dokonywany przy dużym wysiłku i niejako „wbrew sobie”. Potwierdzają to ostatnie badania opinii publicznej, które pokazały wzrost poparcia dla PiS. Dla wielu – zbyt wielu moich rodaków kłamstwa, jakie podsuwa im władza, są ulgą wobec prawdy, której się obawiają.

Bo prawda boli.

Zbigniew Noska

Casus Misiewicza

Ludzie bez charakteru mają twarze bez charakteru. Wystarczy popatrzeć na celebrytów politycznych i religijnych. Spojrzeć w oczy Bartłomieja Misiewicza człowieka, który stał się symbolem polityki kadrowej „dobrej zmiany”.

Jak to możliwe bowiem, żeby młodzieniec bez studiów i jakiegokolwiek doświadczenia mógł być szefem gabinetu politycznego ministra, rzecznikiem prasowym i człowiekiem do zadań specjalnych, takich jak nocna wyprawa do placówki powiązanej z NATO? To raczej postać do kabaretu niż do szanującego się ministerstwa. Żeby oficer trzymał nad nim parasol? Żeby wysokiej rangi wojskowi salutowali mu, a żołnierskie kompanie defilowały przed nim? To się w głowie nie mieści. Nawet pisowskiej.

Nic dziwnego więc, że aptekarzem z Łomianek zajmowały się ostatnio najważniejsze osoby w obozie władzy. Pani premier ważyła każde słowo, gdy mówiła o rozmowie ze swoim ministrem o Misiewiczu. Prezes Kaczyński stwierdził, że Misiewicz szkodzi wizerunkowi PiS. Marszałek senatu Stanisław Karczewski dodał, że „limit przypadków Misiewicza został wyczerpany”.

Tymczasem minister Macierewicz ociąga się z odesłaniem swego pupilka do szkoły albo – jak sugeruje generał Skrzypczak – do kuchni. Więcej, broni go niezłomnie. Po medialnych doniesieniach, że rzecznik resortu stracił tę funkcję, Macierewicz nie tylko temu zaprzeczył, ale również pogroził, że „dezinformacja w tej sprawie jest bardzo poważnym przestępstwem” i zawiadomił prokuraturę o działaniach na szkodę MON.

Taka postawa ministra wywołała falę domysłów i spekulacji na temat stosunków łączących obu panów. Niektóre media sugerują, że „Misio” jest „bezczelnie smaczny a nawet .., tylko smaczny inaczej”.

*

Ludzie, jakimi otacza się Jarosław Kaczyński, to głównie tradycjonaliści endecko-populistyczni oraz wszelakiej maści „misiewicze” – twardy elektorat miernych ale wiernych.
Trzon jego partii stanowi endecko-populistyczna grupa wyznająca światopogląd, który opiera się na nieufności, podejrzliwości i historycznych resentymentach. Hasła typu „Bóg, Honor, Ojczyzna wyprute ze starych sztandarów i traktowane jako coś uświęconego mitologizują obraz Polaków jako narodu o szczególnych związkach ze swą ojczyzną. Dewiza PiS – Polska wstająca z kolan – łączy się z szowinistycznym przekazem o innych nacjach i państwach takich jak: chytry Angol, sprytny żabojad, tchórzliwy Włoch. Niemiec dla nich to Heil Hitler i SS, Rusek to ruki w wierch i do Katynia, Żyd nadaje się tylko do gazu, a „ciapatego” i „banana” najlepiej najpierw pobić, a potem wyrzucić z kraju.

Taki światopogląd utrzymuje się dzięki intelektualnej mizerii oraz nieufności do świata i jest świadomie podgrzewany przez Prezesa, bo napędza mu zwolenników. Nic łatwiejszego jak powiedzieć: cierpieliśmy kiedyś, inni chcą, byśmy cierpieli teraz, ale my się nie damy oszukać, nie będziemy ich słuchać ani żadnych innych, tylko siebie, nie będziemy wierzyć innym tylko sobie, nie będziemy współpracować z innymi, bo nas oszukają, samy sobie damy radę, bo mamy dobrą zmianę, itd.

Te kompleksy budują przywództwo Prezesa i kształtują ego jego zwolenników. Ego tak zwanego prawdziwego Polaka, który chciałby mieć tylko przyjaciół, ale nie chciałby podpisywać traktatów, chciałby mieć Unię Europejską, która daje kasę, lecz nie oferuje w zamian żadnej gotowości do solidarności z cierpiącymi narodami, chciałby żyć w państwie prawa i opieki społecznej, a jednocześnie wyklucza wszelkich tych rodaków, którzy mają odmienne od niego poglądy. Stąd „drugi sort”, „komuniści i złodzieje”, „lemingi” i „lewactwo”. Cała opozycja, jak to powiedział pewien biskup, „nadaje się tylko do występów w więziennym kabarecie”.

*

Bezczelność, cynizm i brak osobowości to cechy wielu rządzących dziś polityków. „Misiewicze” to – zdaniem politologów – zjawisko cyklicznie pojawiające się w okresie schyłkowym.

I to jest jedyna dobra wiadomość, jaką mam dziś do przekazania Moim Czytelnikom.

Zbigniew Noska

Wszyscy jesteśmy Żydami?

Wydarzenia minionego roku pokazały, że oto nadszedł schyłek porządku świata, jaki panował przez ostatnie 20 lat. Kończy się dotychczasowy system myślenia, kończy się zaufanie do polityki i mediów, kończy się system finansowy i …. cierpliwość społeczeństwa. Trzeba więc postawić sobie trudne pytania o rolę państwa w obecnym świecie, w którym rodzą się zupełnie nowe pomysły na modele biznesowe, o nowe systemy prawne, o nowy kształt społeczeństwa obywatelskiego i miejsce w nim jednostki.

Nie wszyscy sobie radzą z tą sytuacją. Zagubieni w skomplikowanych uwikłaniach społecznych i gospodarczych szukają prostych odpowiedzi – formułek, które pozwolą im zrozumieć świat. Najchętniej sięgają wtedy po wszelkiego rodzaju teorie spiskowe lub … propagandowe recepty serwowane przez ośrodki pijarowskie partii politycznych. Pomagają one obarczyć odpowiedzialnością za własną nieporadność intelektualną lub materialną na przykład „lewactwo, które opanowało Europę”, „banksterów, którzy okradają szarego człowieka”, masonów i Żydów, którzy stworzyli ogólnoświatowy tajny rząd, czy wreszcie ….. ufoludków pilnujących cywilizacyjnego rozwoju naszej planety.

Takich bzdurnych teorii żyje wiele. W Polsce najpopularniejszym (choć z tak zwanych względów poprawnościowych skrzętnie ukrywanym) jest przekonanie, że krajem rządzą Żydzi, którzy ukrywają swe pochodzenie i są sterowani z jakiejś mitycznej centrali.

Kilka dni temu rozmawiałem przez telefon ze znajomym, którego dotąd szanowałem za zawodowe kompetencje i intelektualną sprawność, a który (dziś już na emeryturze) przekonywał mnie, że „w Polsce będzie dobrze dopiero wtedy, gdy będą rządzić w niej Polacy. Trzeba więc – dowodził – wyrugować obywateli polskich żydowskiego pochodzenia z polityki i mediów”.

Zagotowało się we mnie i być może dlatego w zażartej z nim dyskusji popełniłem błąd podnosząc argument pozornie logiczny. Jak Żydzi – spytałem go – mogą rządzić Polską, skoro nawet według optymistycznych szacunków Centrum Mojżesza Schorra jest ich w Polsce góra 100 tysięcy? Z czego może 40 tys. utożsamia się z żydowskością, a raptem 12 tys. wyznaje judaizm?

Jednak mojemu rozmówcy nie chodziło o tych Żydów. Jego zdaniem jest w Polsce tak naprawdę 5-6 milionów Żydów – którzy się „ukrywają”, mają zmienione nazwiska na „polskie” i nie głoszą swego żydostwa wszem i wobec.

W moim przekonaniu teza, że pewna ukryta grupa etniczna prowadzi tajny antypolski spisek, kwalifikuje się do symptomów schizofrenii paranoidalnej – ale, paradoksalnie, jak każdy absurd nie wzięła się z powietrza. Wszystko wskazuje na to, że osób pochodzenia żydowskiego istotnie może być w Polsce kilka milionów. A nawet więcej. Tyle, że wcale się nie ukrywają. Po prostu nie wiedzą, że są Żydami.

Żydzi w większej liczbie pojawili się w Polsce głównie za panowania Kazimierza Wielkiego Nie żyli oni przez te 800 lat obok Polaków, ale i z Polakami. Nie mieli więc zamkniętej drogi do społecznego awansu. Tak rozpoczynał się ich proces polonizacji – poprzez zmianę wiary, nazwiska i obyczajów. W ten sposób urodził się „Żyd ukryty” – zmora ludzi pokroju mojego rozmówcy, którzy zakładają, jak hiszpańska Święta Inkwizycja, że przemiana Żyda jest pozorna, że nadal pozostaje on Żydem – i służy, jako „dywersant”, interesom żydowskim.

Trudno dziś określić ilościowo żydowsko-polskich neofitów w ciągu 800 lat wspólnej historii. W średniowieczu ksiąg parafialnych nie prowadzono, późniejsze zachowały się niekompletne. Prawda jest chyba taka, że jakąś domieszkę „żydowskiej krwi” mają miliony Polaków. Żydowską krew specjaliści od jej poszukiwania znaleźli u Mickiewicza, Słowackiego, Chopina a nawet króla Stanisława Augusta. Tak więc teza postawiona przeze mnie w tytule nie jest wcale taka absurdalna. Wszyscy jesteśmy… Żydami.

*

Mój telefoniczny spór ze znajomym zakończył się dość niespodziewanie, gdy zadałem mu pytanie: Jak praktycznie wyobrażasz sobie odsunięcie obywateli ukrywających swe żydowskie korzenie od działalności politycznej i medialnej? Wtedy zmienił temat rozmowy. Czy to znaczy, że zrozumiał, iż lewituje w oparach absurdu? Tego nie jestem pewien.

Zbigniew Noska

www.noska.pl

Bal

Żona pojechała do Kaczor, by tam w klasie najmłodszego naszego wnuka poczytać dzieciom bajki Tuwima i przeprowadzić konkurs plastyczny. Ja pozostałem w domu sam z obowiązkiem napisania cotygodniowego felietonu oraz z … włączonym telewizorem, w którym od kilku dni „piłują” drogowe perypetie ministra Macierewicza.

Sięgnąłem więc po tom wierszy Tuwima. Obecna władza negatywnie go zdekomunizowała, choć zawdzięcza mu (zapewnie nieświadomie) nazwę swej partii. Pisał bowiem poeta:

„Lecz nade wszystko – słowom naszym

Zmienionym chytrze przez krętaczy

Jedyność przywróć i prawdziwość:

Niech prawo zawsze prawo znaczy,

A sprawiedliwość – sprawiedliwość.”

Poza „Kwiatami polskimi”, z których pochodzi cytowany wyżej fragment, szczególnie interesujący w kontekście minionego tygodnia wydał mi się „Bal w operze”. Przeczytałem go na nowo i …stąd ten felieton.

*

Gdy za oknami mróz i zamiecie, gdy opozycja liże rany po „nieudanym puczu”, gdy dobra zmiana wraz z reformą oświatową dotarła do samorządowych kas, a minister Ziobro szykuje ustawę, która ma spacyfikować krnąbrnych sędziów, Pani Premier uroczyście podsumowała pierwszy rok swojego rządu. Poszczególni ministrowie podczas konferencji prasowych ze swą szefową chwalili się: „Jest wspaniale, a będzie jeszcze lepiej”. Jednym słowem sielanka, choć rzeczywistość skrzeczy.

W tym samym czasie w scenerii warszawskiej filharmonii odbyła się uroczysta gala z udziałem całej „wierchuszki” partii i państwa. Jarosław Kaczyński odbierał nagrodę „Człowieka Wolności” od czytelników „WSieci”. Na sali strumieniem lała się wazelina.

*

Tak to przed laty opisał poeta:

„Dzisiaj wielki bal w Operze.

Sam Potężny Archikrator

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą, (…)

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

 

Na afiszu – Archikrator,

Więc na schodach marmurowych

Leży chodnik purpurowy,

Ustawiono oleandry,

Ochrypł szef-organizator,

Wyfraczony krępy mandryl,(…)

Zajeżdżają futra, fraki,

Lśniące laki, szapoklaki,(…)

Co za gracja! Co za władza!

Co za pompa! Jezu Chry…!”

*

Tego wieczora w walącej się ruderze na peryferiach małego miasta gdzieś w Polsce Alina szykuje kolację dla swojej trójki chłopców. Jest makaron z białym serem posypany cynamonem z resztką cukru, którą wydłubała ze starej puszki znalezionej przypadkiem na dnie kredensu. Prawdziwa uczta. Z niepokojem patrzy na budzik. „Już w pół do ósmej a „starego” jeszcze nie ma. Pewnie zapija swoje zmartwienia w pobliskim pubie.” – denerwuje się – „Jest młody, silny, zdrowy, a roboty znaleźć nie umie. Dupa” – myśli o nim z coraz większą niechęcią. Po chwili złość do męża zmienia się w niepokój o dzieci. „- Boże! Co ja dam maluchom jutro na śniadanie?”.

*

I znów sięgnijmy do strof mistrza Juliana.

„Przy bufecie – żłopanim,

Parskanim, mlaskanim(…)

Rozdzierane kaczki wrzeszczą,

Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,

A najgorzej przy kawiorze:

Tam – na zabój, tam – na noże,

A jak złapią – szczerzą zęby

I smarują głodne gęby

Czarną mazią jesiotrową,

A bieługi białe kłęby

Żrą od razu na surowo,

Bo to dobrze, bo to zdrowo!”

*

Darek wściekły wyszedł z baru. Wściekły bo niedopity. Kumple szybko zorientowali się, że jest bez grosza. Przechlał swoje „pięćset plus”, więc odsunęli się od niego. Postawili jedno piwko i koniec. Z kieszeni wysupłał na drugie. Mało by zapić smutki, a suszy jak cholera. Przystanął w zaułku blokowiska i zapalił papierosa. Z klatki schodowej wyszła stara kobieta. Podpierając się laską ruszyła w kierunku pobliskiego marketu. Pewno ma szmal – pomyślał dostrzegłszy kątem oka torebkę, którą kurczowo ściskała w drugiej wolnej ręce. A może by tak? Nie zastanawiał się długo.

Po chwili siedział w barze z kolegami. Nie było tego dużo. 17,50 zł, ale na parę piw wystarczy. „Chyba za mocno jej nie walnąłem w łeb” – przez chwilę zaniepokoił się, ale błogi smak piwa szybko uspokoił jego sumienie i zaczął łypać okiem na apetyczną bufetową, która, o czym od dawna wiedział, nie była mu niechętną.

*

A poeta na to tak.

„W okolicznych pokoikach

Całą noc robota dzika,

Seksualny kontredansik:

Na momencik, na kwadransik,

Na portiera tajniak mruga:

Portier – owszem, portier – sługa,

Ta w woalu, tamta w szalu,

Na kwadransik, prosto z balu,

Na momencik, ot przelotem,

Szybko – i na bal z powrotem”

*

Dwa ważne słowa: prawo i sprawiedliwość. Kiedy nadejdzie czas, gdy przywrócona zostanie im „jedyność i prawdziwość”?

Zbigniew Noska

www.noska.pl