Czas się bać

Wraz z końcem wakacji nadeszła druga faza pisowskiej rewolucji. Dotąd PiS opanowało prokuraturę, dało wysokie podwyżki w służbach specjalnych, nałożyło polityczną czapę na publiczne radio i telewizję, sparaliżowało Trybunał Konstytucyjny likwidując w ten sposób konstytucyjną kontrolę nad władzą wykonawczą i sądowniczą.

Teraz CBA wkroczyło do wszystkich urzędów marszałkowskich, gdzie PiS jeszcze nie rządzi. Rozpoczęła się bitwa o obsadzenie swoim komisarzem funkcji prezydenta stolicy.

Za chwilę rusza komisja w sprawie Amber Gold, która pod pretekstem rozliczania afery ma skompromitować III RP. W kolejnych tygodniach i miesiącach można spodziewać się nękania politycznych wrogów PiS, wzmożenia lustracji i agresywnej polityki historycznej, medialnego ostrzału propagandowego na gigantyczną skalę, w końcu aresztowań i pokazowych procesów. Kadrowe czystki sięgną do poziomu szkół, uczelni, instytucji samorządowych, mediów prywatnych.

Celem tych działań jest nie tylko umocnienie władzy PiS, ale przede wszystkim zbudowanie ustroju państwa według koncepcji Jarosława Kaczyńskiego. Stąd zasadne jest określenie go terminem „kaczyzm”.

Jarosław Kaczyński nie ma demokratycznej legitymizacji do zmiany ustroju, gdyż w ostatnich wyborach PiS nie uzyskało większości konstytucyjnej. Dlatego działania jego ludzi służą przede wszystkim skompromitowaniu istniejącego porządku prawnego, doprowadzeniu do takiej anarchii prawnej w państwie, aby zastąpienie ustroju III RP „kaczyzmem” stało się strawne dla Polaków.

*

W cieniu wojny o Trybunał Konstytucyjny odbywa się w Polsce niszczenie prawa. Przyczyniają się do tego zarówno deklaracje czołowych przedstawicieli obozu rządzącego, jak też konkretne ich działania.

Sam Jarosław Kaczyński, który do kluczowej dla demokracji zasady niezawisłości sądów ma stosunek jednoznacznie wrogi, powtarza, że to nie on, ale „sędziowie łamią prawo”, a decyzja sędziów Trybunału Konstytucyjnego to „stanowisko w gruncie rzeczy prywatne pewnej grupy osób”. Kornel Morawiecki z trybuny sejmowej rzuca robespierrowskie hasło, prymatu woli narodu nad prawem. Najbardziej jednak kuriozalną deklarację wygłosił ostatnio Zbigniew Ziobro. W wywiadzie dla „Polski The Times” pytany, dlaczego interweniuje w sytuacjach, kiedy policja lub sądy usiłują stosować prawo wobec ludzi niszczących nagrobki czy atakujących policjantów w czasie „patriotycznych” manifestacji połączonych z demolowaniem miasta, odpowiedział: „jako dziecko zawsze lubiłem oglądać filmy o Zorro, czy Janosiku wstawiającymi się za słabszymi i przywracającymi sprawiedliwość”. Kiedy dziennikarz prowadzący wywiad zauważył: „Nie wiem, czy Janosik to dobry przykład dla prokuratora generalnego – on przecież działał niezgodnie z prawem”. Ziobro odpowiedział: „ale co to było za prawo? Filmowy Janosik kontestował prawo, które było narzucone przez obcą władzę zaborców i ciemiężycieli”.

Wystarczy zatem III RP uznać za „kondominium”, wystarczy wychować swój elektorat w takim przekonaniu, a wówczas nawet minister sprawiedliwości zamiast czuwać nad przestrzeganiem prawa, może sam stanąć na czele janosikowego buntu.

*

Tym deklaracjom towarzyszą konkretne interwencje kluczowych ministrów rządu Beaty Szydło, które mają ośmielać akty „obywatelskiego nieposłuszeństwa” skierowane zarówno przeciwko obowiązującemu prawu, jak też przeciwko policji, kiedy jej funkcjonariusze próbują prawo egzekwować. Już w pierwszych dniach swojego urzędowania Zbigniew Ziobro interweniował w obronie recydywisty, który bił i kopał policjanta interweniującego w czasie „patriotycznej” manifestacji połączonej z demolowaniem miasta. Później mieliśmy interwencję Mariusza Błaszczaka, który skarcił policjantów z Wybrzeża za zatrzymanie córki radnej PiS atakującej policjantów chroniących legalny Marsz Równości. Podporządkowany Ziobrze prokurator odstąpił od ścigania kiboli Legii, którzy w czasie jednego z meczów wywiesili na stadionie transparent obiecujący „szubienice” dla konkretnych osób i instytucji ze świata polityki i mediów będących krytykami PiS-u. Sam Zbigniew Ziobro osobiście doprowadził do uwolnienia chuliganów zatrzymanych przez policję, kiedy sami „wymierzali sprawiedliwość komunistycznym zbrodniarzom” niszcząc nagrobki. Do demolowania świadomości prawnej Polaków przydatna okazuje się nawet „polityka pomnikowa” PiS prowadzana metodą faktów dokonanych.

*

Działania zmierzające do kompromitacji obowiązującego prawa zawsze w przeszłości towarzyszyły partiom dążącym do zamiany demokracji w ustrój autorytarny. Kiedy naziści niszczyli ład prawny Republiki Weimarskiej, „oddolne” ataki obywateli na żydowskie sklepy o wiele lat poprzedziły wprowadzenie Ustaw Norymberskich. Zarówno bolszewicy w Rosji, jak też populiści przejmujący władzę w krajach Ameryki Południowej chętnie organizowali „oddolne” ataki na własność zanim sami byli w stanie dokonać wywłaszczeń i zniszczyć nie chcące im się podporządkować warstwy i środowiska społeczne.

Bezkarność „ludzi biorących sprawy w swoje ręce” kończyła się dopiero wtedy, gdy zniszczone już zostały wszystkie „ograniczające wolę narodu” instytucje i regulacje prawne. Wówczas obywatele byli dyscyplinowani, a anarchia okresu przejściowego ustępowała miejsca dyktaturze.

Polsce zagraża „kaczyzm”, czas się bać.

Zbigniew Noska

Ten sam tętent i rżenie

Stało się. Rację mieli ci, których posądzano o czarnowidztwo, a którzy przewidywali, że po spotkaniu przywódców NATO w Warszawie i po wyjeździe papieża PiS przystąpi do ostatecznej rozprawy z demokracją, a życie polityczne zbrutalizuje się jeszcze bardziej. Pierwsi swym obawom dali wyraz artyści – ludzie szczególnie naznaczeni Polską, którzy w naszej historii zawsze stanowili swoisty sejsmogram wrażliwości. Oni pierwsi dzięki swej intuicji i wiedzy odczytali znaki, co z nami będzie, co jest z nami nie tak. Po Krystynie Jandzie, Agnieszce Holland i Wojciechu Pszoniaku głos zabrał Kazimierz Kutz – nestor polskich artystów

Wywiad z Kazimierzem Kutzem publikowany w „Newsweeku” jest bardzo smutny, wręcz przygnębiający. „Polska – zdaniem artysty, którego miałem zaszczyt osobiście poznać – to mój kraj, ale nie ma go dziś za co kochać. Polska stała się krajem destrukcyjnym i ten, kto się na to nie godzi, może się albo przeciwko temu buntować, albo spierdalać.”

Polski nacjonalizm – twierdzi Kutz – jak żaden inny w Europie, jest zaszczepiony w parafiach. Wszystko rozstrzyga się na ambonie. A ołtarz uświęca złą pamięć.

Pocieszam się tym – mówi – że Polska nie jest krajem baranów, które dadzą się prowadzić na rzeź. W Brukseli wszyscy zdają sobie sprawę, że Polacy nie zasłużyli na bycie najbardziej skundlonym narodem wspólnoty, do czego prowadzą działania PiS. Polska naprawdę się rozpada. Gliwieje jak ser – uważa reżyser.

Głównym wrogiem PiS w najbliższych miesiącach będą wolne media. „Lufy są już wycelowane w środowisko Adama Michnika, Tomasza Lisa, tygodnika „Polityka” i prywatne telewizje” – twierdzi Kutz, ale jego zdaniem pierwszą ofiarą jesiennej ofensywy PiS będzie prof. Andrzej Rzepliński, którego czeka pokazowy proces.

I tak się stało. W minionym tygodniu wszczęte zostało śledztwo przeciwko prezesowi Trybunału Konstytucyjnego z powiadomienia pisowskiego sędziego Mariusza Muszyńskiego, wybranego nielegalnie przez obecny Sejm i zaprzysiężonego nocą przez uległego prezesowi PiS, prezydenta Andrzeja Dudę.

Zbigniew Ziobro donos ten skierował do „zaprzyjaźnionej” prokuratury regionalnej w Katowicach, a tam zajmuje się śledztwem prokurator Ireneusz Kunert – ten sam, który maczał palce w spektakularnych śledztwach IV RP prowadzonych przeciw Blidzie, Kwaśniewskim, Dochnalowi, lekarzom.

Nie wróży to niczego dobrego ani prawu, ani Polsce. Na naszych oczach odbywa się zamach na demokratyczne państwo. Obserwujemy naruszanie filarów naszej demokracji, tworzenie struktury państwa totalitarnego, gdzie wszystko jest podporządkowane decyzjom partyjnym. Następuje olbrzymi podział naszego społeczeństwa, w administracji oraz firmach państwowych panuje nepotyzm i kolesiostwo, brak jest jakiejkolwiek przestrzeni do dialogu społecznego i politycznego. Rządzący próbują także zmieniać naszą historię w celu zawłaszczenia ogólnonarodowych wartości. Nowe władze chcą niepodzielnie rządzić we wszystkich obszarach i na wszystkich szczeblach. Jednak jednym z najbardziej rażących przykładów działań rządzących jest bezwzględne niszczenie przeciwników politycznych. Prof. Rzepliński jest pierwszą ofiarą tego planu.

Historia dobitnie pokazuje, że tak wyglądały początki wielu dyktatur: eliminowanie niewygodnej opozycji, podporządkowanie sobie sądów i aparatu represji. Tak było w Niemczech w latach 1933/34 i w Polsce w latach 1946/47 – w czasie budowy dyktatury monopartyjnej.

Zapowiedzi rządzących jednoznacznie wskazują, że represje będą kontynuowane także wobec innych polityków opozycji. Dlatego konieczna jest obrona każdej osoby pomawianej i oskarżanej na polityczne zamówienie. Za chwilę może być już za późno!

*

IV RP przetrwała i teraz wyłazi spod kamienia na światło dzienne. Dla Polski może to skończyć się tylko źle. Prokuratorskie Katowice to odpowiednik „dobrej zmiany” w stadninie koni w Janowie Podlaskim. Ten sam tętent i rżenie.

Zbigniew Noska

O krwi bratniej

Miesiąc temu, 13 lipca minęło dokładnie 350 lat od wydarzenia, o którym milczy się w podręcznikach historii Polski. W 1666 roku w bitwie pod Mątwami k/Inowrocławia wojska rokoszan pod wodzą Jana Lubomirskiego pokonały armię królewską Jana Kazimierza. Po niepomyślnym przebiegu walk do niewoli rokoszan dostało się ponad 3 500 żołnierzy królewskich. Wszyscy zostali zamordowani przez współbraci. Byli to weterani wojen z Szwedami, Kozakami i Moskalami – pokolenie Kmicica, Wołodyjowskiego i Skrzetuskiego. W wyniku przegranej Jan Kazimierz musiał zrezygnować z próby reformy państwa, a dwa lata później abdykował. Polski ciemnogród, który wówczas nazywał się sam Sarmatami, triumfował, by w pół wieku później oddać faktyczną władzę w Polsce w ręce ambasadorów rosyjskich.

Do dziś mord pod Inowrocławiem nie doczekał się potępienia, a miejsce tego wydarzenia nie upamiętniono żadnym pomnikiem czy choćby pamiątkową tablicą. A szkoda.

W historię naszego kraju od wieków bowiem wpisana jest walka obozu postępu z obozem wstecznictwa, ciemnoty i ksenofobii ubranej w nacjonalistyczne szaty. Zwycięstwo (niestety) bardzo często odnosili ci drudzy, co w konsekwencji doprowadzało zawsze do narodowej katastrofy: bratobójczych walk, klęsk militarnych, utraty niepodległego państwa, a nawet groźby biologicznego i kulturalnego wyniszczenia narodu.

Dziś po raz kolejny nasz kraj znalazł się w krytycznej sytuacji. Spór o Polskę, jej ustrojowy kształt i przyszłość w Europie doprowadził do tak daleko idących podziałów, że kraj nasz, choć jest jednym państwem, zamieszkują dwa skłócone plemiona, które ze sobą współżyć nie potrafią i nie chcą. Dlaczego? Bo dzieli ich stosunek do demokracji i wolności jednostki.

*

Przez dominującą część historii przemoc była głównym sposobem osiągania życiowych celów człowieka. Służyła zdobywaniu władzy i pieniędzy. Wymuszała posłuszeństwo. Dopiero stosunkowo niedawno udało się ludziom to zmienić. Za sprawą wolnego rynku i demokracji. Rywalizacja ekonomiczna na wolnym rynku zastąpiła fizyczną przemoc w walce o pieniądze, rywalizacja demokratyczna zaś – walkę o władzę. Ich podstawę stanowi wypracowana przez rewolucję francuską koncepcja równych ludzkich jednostek mających niezbywalne prawo do wolności.

W tych podstawowych i zdawałoby się oczywistych kwestiach Polacy nie są zgodni. Dotyczy to przede wszystkim demokracji, która – zdaniem niektórych – sprowadza się jedynie do wolnych wyborów. A to nie wystarcza. Wolne wybory są podstawowym warunkiem powołania prawomocnej władzy, ale to nie znaczy, że będzie ona demokratyczna. Wystarczy w tym miejscu przywołać przykład Republiki Weimarskiej w latach 30 – tych poprzedniego wieku oraz Rosji, Białorusi czy Turcji współcześnie.

Demokracja wymaga spełnienia jeszcze dwóch warunków. Pierwszym jest skuteczne działanie instytucji kontrolnych niezależnych od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Chodzi o to, iż w demokracji państwo jest dysponentem środków przemocy, takich jak policja, służby specjalne, armia czy aparat skarbowy. Władza taka skupiona w rękach jednej partii, stanowi zagrożenie dla praw i wolności obywateli. Dlatego tak ważna jest niezależność aparatu sprawiedliwości i takich instytucji jak Trybunał Konstytucyjny czy wolne media, które pełnią funkcję kontrolną

Demokracja – po drugie – wymaga konsensusu, który zapewnia pokojową „grę” o władzę, lojalność tych, którzy nie mają władzy, wobec decyzji tych, którzy ją sprawują, i uznanie tych, którzy rządzą, praw tych, którzy jej nie mają.

Oba te warunki we współczesnej polskiej demokracji nie funkcjonują. Trybunał Konstytucyjny został świadomie sparaliżowany przez dążącego do dyktatury Jarosława Kaczyńskiego. Także konsensus między zwalczającymi się stronnictwami nie jest możliwy, bo władza dąży do unicestwienia opozycji i pogardza nią. W tej sytuacji „totalna” opozycja nie jest lojalna wobec woli większości parlamentarnej, bo musi walczyć o przetrwanie.

Pokojową „grę” o władzę zastąpiła w Polsce wszechogarniająca nienawiść, o której prof. Barbara Skarga pisała: Nienawiść pokazuje dziś swą wściekłą twarz. I nikt na jej działania nie reaguje, nikt nie potępia. Przeciwnie, są tacy, którzy mają wciąż na ustach moralną rewolucję, a poddają się jej z ochotą, jakby tęsknili za szubienicami (…) Ktoś kiedyś powiedział, że my, Polacy, lubimy sielanki. Tak może było, tak nie jest. Okazuje się, że nie jesteśmy narodem łagodnym, że potrafimy szczerzyć kły, warcząc nie na obcych, lecz na siebie nawzajem. Coraz szerzej wzbiera piana nienawiści, niszcząc nasze życie społeczne.”

Nienawiść – dodam od siebie – jeśli w porę nie zostanie zahamowana, zawsze prowadzi do przelewu krwi. Bratniej krwi. I dlatego szkoda, że w pamięć narodową Polaków nie wpisano rzezi pod Inowrocławiem.

Zbigniew Noska

Hieny cmentarne

O zmarłym powinno mówić się dobrze albo wcale. Groby są nietykalne, a tych, którzy je dewastują lub okradają, nazywa się pogardliwie cmentarnymi hienami. Takie zasady wpajano od dziecka mnie i mojemu pokoleniu, powołując się na polską tradycję. Tradycję wyrosłą z gorzkich chrześcijańskich doświadczeń.

Oto bowiem ponad 1100 lat temu, w styczniu 897 roku papież Stefan VI kazał wydobyć z grobu i ubrać w papieskie szaty ciało nieżyjącego od dziewięciu miesięcy swego poprzednika Formozusa, przyciągnąć je na salę rozpraw i posadzić na tronie papieskim. Wszystko po to, by w kierowanym przez siebie procesie poniżyć i sponiewierać swego byłego przeciwnika. Oskarżał go o krzywoprzysięstwo, pożądanie papiestwa oraz naruszenie praw kanonicznych. Aż przez trzy dni trup papieża Formozusa był sądzony i „przesłuchiwany”, po czym uznano go za winnego. Odwołano wszystkie jego decyzje oraz święcenia. Rozpoczęło się „uroczyste” profanowanie ciała nieboszczyka – kat odciął mu trzy palce, zrzucił trupa z tronu, by po pozbawieniu szat papieskich, ciągnąć go ulicami Rzymu i na końcu wrzucić do zbiorowego grobu dla biedoty. Nie był to jednak koniec zemsty Stefana VI, który kazał ponownie wydobyć szczątki Formozusa i utopić je w Tybrze. Tego było jednak już za wiele dla mieszkańców Rzymu. Doszło do protestów i zamieszek. Poniżonego Formozusa lud rzymski zaczął czcić jak męczennika. Szybko odsunięto Stefana VI, uwięziono i w tajemniczych okolicznościach uduszono. Jego następca papież Roman w tym samym roku 897 rozkazał wyłowić ciało Formozusa z Tybru i pochować na brzegu. Pochówek z honorami w Bazylice św. Piotra nakazał kolejny papież Teodor II (897 r.), a jego następca Jan IX (pontyfikat w latach 898-900) na zwołanym soborze w Rawennie nakazał spalenie akt procesu Formuzusa. Zakazano też pozywania przed sąd nieboszczyków.

*

Z przykrością konstatuję, że we współczesnej Polsce tradycja szacunku dla miejsc pochówku obumiera. Zjawisko to nasiliło się po katastrofie smoleńskiej. Zwłoki ofiar i ich groby stały się przedmiotem gry politycznej demoralizującej Polaków, a zwłaszcza młodsze ich pokolenie.

Coraz częściej dochodzi do profanacji grobów z pobudek politycznych. Oto w minionym tygodniu podczas odbywających się na Powązkach uroczystości 72. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego zniszczono nagrobek Bolesława Bieruta. Rychło znaleźli się sprawcy tego czynu: 49-letnia Monika S. i 24-letni Janusz W. Zatrzymani trafili do komendy rejonowej policji.

Fakt ten wywołał gwałtowną reakcję ze strony osób wpływowych związanych z prawicą.

Beata Sławińska, szefowa Fundacji „Łączka”, zajmującej się m.in. upamiętnieniem tzw. „Żołnierzy Wyklętych” uznała, że osoby, które to zrobiły, „spełniły swój obywatelski, patriotyczny obowiązek”. Dziennikarka Ewa Stankiewicz na twitterze wezwała do zorganizowania pikiety przed komendą, a u ministra sprawiedliwości interweniowały dwie posłanki PiS: Małgorzata Gosiewska i Anita Czerwińska.

Skutecznie. Zbigniew Ziobro zażądał od prokuratora doprowadzenia do natychmiastowego zwolnienia zatrzymanych. Tak też się stało. Decyzja Ziobry postawiła policję w niezręcznej sytuacji. Działając w ramach prawa policjant nie może oceniać, czy jakieś działanie jest politycznie poprawne czy nie. A teraz już powinien.

*

Incydent ten ma w moim przekonaniu zarówno wymiar moralny jak i prawny. Artykuł 262 KK w paragrafie 1 jednoznacznie określa, że: „Kto znieważa zwłoki, prochy ludzkie lub miejsce spoczynku zmarłego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.” Wielu Polakom fakt, że grób Bieruta znajduje się w alei zasłużonych na Powązkach może się nie podobać, ale tolerowanie wybryków cmentarnych hien może stać się zachętą dla innych, którzy w ten sposób zechcą manifestować swe poglądy polityczne. Ciekawe jakby zareagowano, gdyby ojcu Zbigniewa Ziobry, ktoś wymalował na grobie napis „PZPRowiec”, a na grobie Przemysława Gosiewskiego – „Pisowiec”.

Artykuł 262 jest jasny – dura lex sed lex. Prawdę można wyrażać na setki sposobów, natomiast groby są nietykalne. Wszystkie.

Zbigniew Noska

Kasa dla krewnych królika

„Sądzę więc – napisałem w ubiegłym tygodniu na zakończenie felietonu pt. „Rozpoznanie bojem” – że podwyżki płac władza i tak dla siebie załatwi. Jeśli nie ustawą to rozporządzeniami. Furtka zawsze się znajdzie.”

I znalazła się. Kasę dla swoich mają zapewnić powoływane pośpiesznie nowe organizacje i komisje. Jak wyliczył „Dziennik Gazeta Prawna” ten sprytny wybieg będzie kosztował podatników sporo grosza. A teraz konkrety.

PiS tworzy właśnie nową organizację z gigantycznym budżetem. Polska Fundacja Narodowa ma się zająć m.in. promocją i ochroną wizerunku Polski oraz naszej gospodarki za granicą, a także kształtowaniem pozytywnego odbioru społecznego inwestycji przez spółki Skarbu Państwa. Jeszcze nie wiadomo, co miałaby promować PFN, czy inwestowanie w Polsce czy turystykę, a może polskie produkty? Wiemy natomiast, że budżet powstającej fundacji, której pomysłodawcą jest minister skarbu Dawid Jackiewicz, ma wynosić 100 mln zł rocznie.

*

Antoni Macierewicz w lutym powołał do życia podkomisję, która zbada okoliczności katastrofy smoleńskiej. Pracuje w niej 21 osób, a doradza jej czterech zagranicznych ekspertów: Michael Baden, Frank Taylor, Glenn Joergenssen i Andriej Iłłarionow. Z informacji MON wynika, że budżet komisji na rok 2016 to ponad 3,5 miliona złotych, a maksymalna miesięczna kwota, jaką komisja może przeznaczyć na płace jej członków, to ponad 108 tysięcy zł. Najniższą stawką jest 25 zł netto za godzinę, najwyższą natomiast otrzymuje przewodniczący, dr. inż. Wacław Berczyński – 100 zł netto za godzinę. Smoleńska podkomisja Macierewicza może kosztować rocznie od 1,2 mln do nawet 10 mln zł, a jej praca (zważywszy na sposób opłacania) potrwa zapewne latami.

*

W lipcu Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt nowelizacji Prawa wodnego. Nowe prawo wprowadzi również nową jednostkę Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie”, która będzie odpowiedzialna za gospodarowanie wodami w naszym kraju. Nowa instytucja zajmie się między innymi pobieraniem opłat za korzystanie z wody. Według Superstacji na tworzony nowy urząd rząd PiS wyda rocznie 3 mld zł. Na same pensje dla pracowników pójdzie prawie 130 milionów zł rocznie.

*

14 czerwca Minister Finansów podpisał akt założycielski spółki powołanej do celów informatyzacji służb skarbowych. Państwowa spółka Aplikacje Krytyczne przygotuje dla fiskusa rozwiązania informatyczne, które pomogą mu walczyć z oszustami podatkowymi. Przestanie ona istnieć, gdy ten „centralny rejestr faktur”, jak je nazwał wiceminister finansów Leszek Skiba, pojawi się i zacznie dobrze działać – może to się stać w roku 2018. Na czele spółki stanął Piotr Kociński. Szefem rady nadzorczej będzie natomiast wiceminister finansów Leszek Skiba. Kapitał początkowy spółki to 20 mln zł.

*

W lipcu sejm powołał komisję śledczą ws. Amber Gold. Ma się ona zająć zbadaniem i ocenieniem nieprawidłowości i legalności działań podejmowanych, m.in. przez rząd wobec Amber Gold. Komisja śledcza liczy dziewięciu członków, z czego swoich pięciu przedstawicieli ma klub PiS. Komisją kieruje posłanka PiS Małgorzata Wassermann, która zapowiada, że jej prace potrwają przynajmniej 2 lata. Już dziś wiadomo, że komisja będzie musiała zatrudnić i sowicie opłacić liczne grono ekspertów. Nie wiadomo natomiast, jaki jest sens jej powołania (poza postawieniem w stan oskarżenia Donalda Tuska), ponieważ aferą Amber Gold zajmuje się prokuratura kierowana przez Zbigniewa Ziobrę.

*

W maju posłowie PiS powołali zespół parlamentarny ds. zbadania skutków odłączenia Warszawy od Mazowsza. Grupa posłów zasiadająca z zespole zwróciła się o analizy finansowe dot. ewentualnego wyłączenia Warszawy z Mazowsza. Jak zaznaczył wiceszef klubu PiS Marek Suski, „nie ma na razie ani potencjalnej daty, ani ostatecznej analizy. Trzeba sprawdzić, czy się to po prostu opłaci”. Ile zarobią eksperci pracujący dla tego zespołu jeszcze nie wiadomo.

*

Nie trudno domyślić się, kto znajdzie zatrudnienie w tych nowych organizacjach i komisjach. Będą to krewni i znajomi królika, a zlecenia na naukowe opracowania i finansowe analizy popłyną do zaprzyjaźnionych z PiS ekspertów.

Zbigniew Noska