Rozpoznanie bojem

Rozpoznanie bojem to jedna z bardziej krwawych metod walki Armii Radzieckiej w czasie II wojny światowej. Polegała na natarciu wydzielonego oddziału na formacje nieprzyjaciela w celu zdobycia informacji.

Podobną taktykę zastosowało kierownictwo PiS w stosunku do ustawy, którą Kukiz nazwał celnie „korytem plus”. Grupa mało znanych posłów PiS nocą – jak to bywa w ich zwyczaju – wprowadziła pod obrady sejmu projekt ustawy o horrendalnie wysokich podwyżkach dla VIP – ów licząc na to, że w zgiełku spowodowanym kolejną bitwą o Trybunał Konstytucyjny i w atmosferze zbliżającej się wizyty papieża przemknie ona niezauważenie przez parlament. Nie udało się. PiS zrejterowało. I to dwa razy. Najpierw wycofano pierwotny projekt podwyżek, a potem drugi – poprawiony, który przetrwał zaledwie kilka godzin.

Ustawa upadła, ale niesmak pozostał. Niesmak spowodowany fałszem i hipokryzją.

*

Rok temu, w trakcie kampanii wyborczej PiS bardzo sprawnie wykorzystało taśmy nagrane przez kelnerów. Oskarżając wtedy (słusznie) PO o nadużycia i arogancję prezentowało siebie jako lepszą alternatywę moralną. PIS od lat i na wielu polach gra tym argumentem. Głosi wszem i wobec (a pisowski elektorat to kupuje), że jest partią uczciwszą, bardziej patriotyczną, partią etosu, wartości, służby itp. Tymczasem (każdy to wie?), że im głośniej panienka chwali się swą cnotą tym bardziej jest prawdopodobne, że dawno ją utraciła. Próba przepchnięcia przez sejm bocznymi drzwiami ustawy o podwyżkach dla władzy pokazała, że PiS dawno już straciło dziewictwo i dało się przyłapać in flagranti w popularnym w mieście motelu.

Dostrzegli to nawet dziennikarze i blogerzy dotąd przychylni partii Kaczyńskiego. Wydarzenia ostatnich dni także z ich strony wywołały lawinę komentarzy o arogancji i alienacji władzy. Wierzą jednak, że Jarosław Kaczyński to uporządkuje.

Mylą się. Prezes nie zatrzyma pazerności nowej władzy, bo jej zachowania nie są odstępstwem od zasad wyznawanych przez PiS, lecz ich logicznym skutkiem. Kaczyński wielokrotnie dawał do zrozumienia, że państwo to łup, który bierze zwycięska partia. PiS zawłaszcza więc instytucje, dzieli stanowiska, wymienia ludzi na swoich i nie oglądając się na nikogo wprowadza swoje partyjno-ideowe porządki.

Czekający osiem lat na swoją kolej ludzie szeroko rozumianego dziś obozu władzy rzucili się na stanowiska i posady jak wygłodniałe wilki. Zastosowano przy tym zasadę, że żaden nie nasz się nie ostanie. W ten sposób kryterium lojalnościowe wyparło kryterium jakościowe.

Czyż bowiem Mariusz Błaszczak nie pozostawałby bezrobotnym, gdyby nie posłowanie i służenie Jarosławowi Kaczyńskiemu? A nauczycielka – minister edukacji w rządzie PiS – Anna Zalewska. Ile by zarobiła poza rządem? Nie ma nawet kompetencji na nauczycielkę w porządnej szkole. Takich przykładów mógłbym wymieniać bez końca. Nie będę więc pisał o przedszkolance, która jest rzeczniczką rządu, ani o burmistrzyni miejscowości Brzeszcz. Czy osoby te mają kwalifikacje do pełnionych funkcji? Nie! Zawdzięczają je lojalności wobec prezesa.

*

Piastujący dziś wysokie stanowiska politycy i działacze PiS doskonale wiedzą, że ani ich predyspozycje, ani ich kompetencje nie odegrały w awansie istotnej roli. Rozumieją też, że przy ewentualnym zwolnieniu, gdyby się partii w wyborach nie powiodło, ich osiągnięcia na zajmowanym stanowisku nie będą miały żadnego znaczenia. Co więc im pozostało? Nachapać się. Nie dla Polski. Dla siebie.

Sądzę więc, że podwyżki płac władza i tak dla siebie załatwi. Jeśli nie ustawą to rozporządzeniami. Furtka zawsze się znajdzie.

Zbigniew Noska

Monty Python po polsku

Brytyjczycy mają słynne, bo angielskie poczucie humoru i dlatego śmieją się z ministerstwa głupich kroków Monty Pythona. Polacy z tego typu poczuciem humoru mają problemy. Przywykli bowiem do ministerstw głupich kroków, a na domiar złego przyszło im wstydzić się za ministrów głupich wypowiedzi, wśród których prym wiedzie ostatnio Mariusz Błaszczak.

Komentując tragedię nicejską minister ten stwierdził, że winna jej jest tzw. poprawność polityczna, której hołdują społeczeństwa zachodnie. Powodem zamachów w Paryżu, Brukseli i Nicei jest – jego zdaniem – odejście od religii chrześcijańskiej. Gdyby Francuzi, czy Bel¬go¬wie, nadal byli katolikami, gdyby nie było tego wstrętnego multi-kulti, to by imigranci islamscy prze¬szli na bardziej atrakcyjny katolicyzm i się świetnie zintegrowali, a przez to żadnych zamachów by nie było.

Błaszczak od razu znalazł też przyczynę terroru w Nicei. Są nią malowane kwiatki na chodnikach we wszystkich kolorach tęczy, co jest nawiązaniem do LGBT. Jako empatyczny podkład do kwiatków posłużyła mu szefowa dyplomacji europejskiej – Federica Mogherini, która się rozpłakała.

Ponieważ nikt ministrowi nie zwrócił uwagi na to, że opowiada głupstwa, biegając od studia do studia rozwijał swe złote myśli przez cały dzień. Przed polską Niceą – dowodził – uratował nas rząd PiS. Gdyby nie zmiana rządu, już mielibyśmy tysiące imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo tak zdecydowała koalicja PO – PSL. Minister brnął w swych rozważaniach tak daleko, aż oświadczył, iż trzeba wczuć się w terrorystę i wówczas będziemy wiedzieli, jak rozumieć jego czyny i jak z nim postępować. Oczywiście – patriotyczne – najlepsza jest do tego myśl św. Jana Pawła II i „fundament chrześcijaństwa”. Powrót do chrześcijaństwa – to byłby magnes, który mógłby przyciągać imigrantów i muzułmanów. Czyli nawrócić. Oczywiście miłością nawrócić.

Dosyć kpin. Tragedię w Nicei Błaszczak wykorzystał, by szczuć na obcych i poniżyć Europę, której nie rozumie. Obśmiał i zlekceważył ludzkie gesty europejskich społeczeństw, które zawsze w taki sam sposób wyrażały współczucie i solidarność. Także wtedy, gdy w Polsce wprowadzono stan wojenny.

*

Nieznana nawet w kraju Anna Zalewska minister od edukacji jednym wystąpieniem u Moniki Olejnik weszła na medialne salony. Wszyscy o niej piszą. Nawet media zagraniczne. Pani minister bowiem w programie telewizyjnym wiła się jak piskorz, byle nie powiedzieć jasno i otwarcie, kto kogo zamordował w Jedwabnem oraz podczas pogromu kieleckiego. Pogrom kielecki – twierdziła – to były „różne okoliczności historyczne”, Jedwabne to przedmiot „wielu nieporozumień i tendencyjnych opinii”, sytuacja w Jedwabnem jest „kontrowersyjna”.

Tymczasem tak jak w nauczaniu historii nie ma miejsca na wątpliwości na temat tego, kto rozpętał II wojnę światową, czy kto zamordował polskich oficerów w Katyniu, tak samo jednoznaczne powinno być nauczanie o zbrodniach popełnionych w Jedwabnem i Kielcach.

Czy Zalewska tego nie wie? Wie! Jej występ był pokazem obłudy i kłamstwa, a także doprowadzonej do absurdu „polityki historycznej PiS”, wedle której „co złego to nie my”. Polacy są wyłącznie narodem ofiar. Nie było pośród nas grzeszników, byli jedynie święci.

Minister Zalewska dała zły przykład nauczycielom i młodzieży, jak należy mówić o historii i odpowiadać na trudne pytania. W dodatku – jak zauważył prof. Andrzej Friszke w TVN 24 – istnieje obawa, że nauczyciele będą się bali mówić prawdę.

*

Czas na konkluzję: ministrowie pisowskiego rządu mogliby nie otwierać ust. Przecież nie możemy za nich się ciągle wstydzić.

Zbigniew Noska

Kaczyński – postać ze scenariusza

Jarosław Kaczyński poseł na sejm z ramienia PiS nie pełniąc żadnej funkcji państwowej rządzi dziś Polską. Ma w swym ręku pełnię władzy wykonawczej i ustawodawczej. Jest autokratą, który sam decyduje o losach naszego kraju. To są fakty, których nikt nie podważa, nawet jego zwolennicy. Nic więc dziwnego, że jego osobowością interesują się nie tylko politycy i dziennikarze, ale także naukowcy (w tym psycholodzy) oraz artyści.

Kim jest Jarosław Kaczyński? Jaki ma charakter? Kogo kocha, a co nienawidzi? Co potrafi, a czego zrobić nie umie? Jaki jest jego poziom intelektualny i jakie są prawdziwe, a nie te wykrzykiwane na wiecach poglądy? Jakie są jego obsesje i strachy? Do czego zmierza?

Większości Polakom wydaje się, że znają odpowiedzi na te pytania. Jego zwolennicy widzą w nim wybitnego męża stanu i geniusza intelektu. Jego przeciwnicy prześcigają się w słowach obraźliwych pod jego adresem.

Ja, choć przez wiele lat byłem dziennikarzem akredytowanym w parlamencie i rozmawiałem z prawie wszystkimi politykami z pokolenia Kaczyńskiego, z nim nigdy nie miałem kontaktu. Był wtedy, w drugiej połowie lat 90 – tych, liderem mało znaczącej partyjki, która dość rzadko trafiała do parlamentu. Dlatego w swych opiniach o nim muszę opierać się na świadectwach innych osób. W ostatnich miesiącach pojawiło się ich wiele, ale tylko jedna wydaje mi się na tyle interesująca, że warto się na nią powołać.

Agnieszka Holland wybitna polska, pisarka, tłumaczka a przede wszystkim reżyserka (między innymi filmu pt. Zabić księdza) na pytanie dziennikarza: Jako reżyser, który rozbiera swoje postaci na czynniki pierwsze, jak Pani widzi postać Kaczyńskiego. Co nim kieruje? Odpowiada tak:

- Nie mam oczywiście narzędzi, żeby go analizować, ale patrząc na niego jak na postać ze scenariusza mogę powiedzieć, że tkwi w nim zły człowiek. Jakiś bies Dostojewskiego, którym wydaje się nim rządzić. Jest w nim tak głęboki żal, że on musi nieustannie generować fale nienawiści, dzielić ludzi, insynuować, oskarżać, obrażać i poniżać. Abstrahując od tego, jak traktuje opozycję polityczną, czyli z najwyższą pogardą i nieustannie prowokując, to tak samo traktuje swoich akolitów i towarzyszy partyjnych. Bawi się nimi, jak kotek myszką. To nie jest normalny sposób komunikowania z ludźmi. Może ma jakieś osoby, z którymi jest blisko, choć wątpię. Wszystkich zdaje się traktować instrumentalnie. Na pewno miał totalną symbiozę z bratem, który zginął nie bez jego mimowolnego udziału, co kompletnie pogrążyło bliźniaka. Bo więź między nimi była nieprawdopodobna. Raz nawet Lech Kaczyński wyznał mi miłość do swojego brata.(…) Posadził mnie obok siebie i bardzo chciał rozmawiać.(…) W pewnym momencie pozdrowiłam go od naszego wspólnego znajomego, który przechodził akurat jakąś rekonwalescencję. On się bardzo zainteresował jego zdrowiem, powiedział, że bardzo go lubi i nagle cały stężał: “Ale nie mogę mu wybaczyć, tego co mówi o najdroższej memu sercu istocie” – rzucił nagle.(…) Więc ja zbaraniałam. O kim on może tak mówić? O żonie, o córce? A on na to: “To znaczy o moim bracie”. Może normalnie taka relacja między rodzeństwem byłaby nawet wzruszająca, ale kiedy napędza życie sporego państwa i milionów ludzi, to zaczyna być niebezpiecznie. Ale wtedy właśnie zobaczyłam tę więź między nimi. Na pewno też Lech i jego żona stanowili dla Jarosława jakąś kotwicę.(…) Kiedy zginął Lech Kaczyński, który był jednak szczerym demokratą i wierzył w zasady państwa prawa, w prawa człowieka również, a potem umarła ich matka, to pomyślałam, że strata tych kotwic będzie dla Jarosława groźna. I dla nas wszystkich także, bo to w końcu on od lat decyduje o politycznej dynamice w naszym kraju. Oni go jeszcze trzymali w ryzach, nie mógł do końca robić wszystkiego, co chciał, z obawy, że ta druga osoba źle go oceni, miał jakieś lustra. Teraz w każdym z luster odbija się tylko jego własna twarz. Wiec zaczęłam mieć wrażenie, że będzie to bardzo niebezpieczne, że z Kaczyńskim może stać się coś podobnego, co ze Stalinem po samobójczej śmierci jego żony, która nie pochwalała okrucieństwa, a kiedy jej zabrakło, Stalin zaczął mordować na potęgę. Oczywiście, my jesteśmy małym krajem, więc ci nasi „führerzy” też mają swoją skalę. Myślę, że mogą zatruć, ale nie unicestwić. Kaczyński jest zamknięty na świat zewnętrzny i odporny na rzeczywistość, za to znakomicie wyczuwa najgorsze cechy Polaków, jest jakby do nich podłączony, rozumie, skąd się biorą i umie na nich grać. Wygra z nim w końcu ten, kto będzie umiał uruchomić najlepsze polskie cechy, które przecież również istnieją.

Przekonuje mnie ta opinia Agnieszki Holland i równocześnie niepokoi. Na razie bowiem nie widzę polityka, który potrafiłby uruchomić w Polakach solidarność, tolerancję, umiłowanie wolności i szacunek dla demokracji – najbardziej dziś potrzebne cechy, by zapewnić naszemu krajowi harmonijny rozwój w zjednoczonej Europie.

Zbigniew Noska

Janusowe oblicze PiS

PiS prowadzi politykę dwóch twarzy. Jedna dla Polski a ściślej dla swojego elektoratu, druga dla Europy. Przykład? Po Brexicie PiS mówił o „nowym traktacie UE” i „winie Tuska”, ale tylko w Polsce. Na szczycie Unii premier Beata Szydło nie zająknęła się o tym. Wręcz przeciwnie. – Państwa obecne na dzisiejszym spotkaniu powiedziały: chcemy być razem.- mrowiła w Brukseli – Powinniśmy zrobić wszystko, by się dziś nie dzielić, by nie następowały podziały. Jest wola, żeby szukać jedności.

PiS „odpuściło” także Tuskowi. Nasza delegacja postulatu jego dymisji też nie zgłosiła. Nikt bowiem nie potraktowałby jej poważnie, a po za tym to właśnie Tuskowi szefowie europejskich rządów chcą powierzyć prowadzenie negocjacji z Wielką Brytanią w sprawie wyjścia z UE.

Powstaje więc wątpliwość, kiedy PiS mówi prawdę i jaki jest rzeczywisty stosunek tej partii do Unii Europejskiej?

Każdy Polak dziś wie, że naszym krajem nie rządzi już ani premier ani prezydent, lecz pierwszy sekretarz (pardon) prezes przewodniej siły narodu czyli PiS.

Jarosław Kaczyński komentując to, co wydarzyło się w Zjednoczonym Królestwie, uznał, że zawiodła Unia Europejska, zawiodły jej władze, a przede wszystkim zawiódł Donald Tusk. W ten sposób Kaczyński potwierdził po raz kolejny, że ma potężny kompleks związany z byłym szefem Platformy Obywatelskiej. Nie dostrzegł natomiast – co nie najlepiej świadczy o jego rozeznaniu w kwestiach polityki zagranicznej – że winę za wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ponoszą przede wszystkim sami Brytyjczycy.

Pisałem w ubiegłym tygodniu, że Wielka Brytania funkcjonowała w Unii na specjalnych zasadach i nigdy nie była poddana takim ograniczeniom jak na przykład Polska, Niemcy czy Portugalia. Unia musiała pójść na szerokie ustępstwa wobec tradycyjnie chłodnej w stosunku do kontynentu Wielkiej Brytanii ze względu na siłę jej gospodarki (piąta na świecie) i rolę Londynu jako ważnego centrum finansowego świata.

„Gdyby Brytania miała wybierać między Europą a USA, zawsze wybierze Amerykę powiedział kiedyś Churchill de Gaulle’owi. I dlatego prezydent Francji póki żył, blokował dostęp Brytanii to powstających wtedy właśnie pierwszych struktur europejskich. Brytania nie zmieniła pryncypiów swojej polityki. Negocjacje, jakie prowadził Tusk z Cameronem, nie miały – w moim przekonaniu – żadnego wpływu na Brexit. Decyzję Brytyjczycy podjęli dużo wcześniej i praktycznie nic nie mogło już ich przekonać do jej zmiany. Można było tylko starać się uruchomić tych, którym się nie chciało obronić swojego kraju przed antyunijnym szaleństwem.

Przez co najmniej 20 lat tamtejsi nacjonaliści obrzydzali Brytyjczykom europejską wspólnotę. To samo dzieje się i w innych krajach europejskich, gdzie do głosu dochodzi faszyzująca prawica często finansowana przez Putina i jego oligarchów. To Rosja bowiem ma największy problem ze Zjednoczoną Europą. Putin świetnie rozumie to, czego nie mogą pojąć między innymi polscy nacjonaliści, że podzielona Europa dbać będzie tylko i wyłącznie o swoje narodowe interesy. Europa zjednoczona zadba o interes całego kontynentu. Stąd wsparcie finansowe Moskwy dla skrajnie nacjonalistycznych i szowinistycznych ugrupowań w każdym praktycznie kraju UE.

W tym kontekście oczywistym jest, że pisowska polityka „wstawania z kolan” równie mocno wspiera politykę rosyjskiego dyktatora. Czy PiS robi to z rozmysłem czy tylko z głupoty, tego nie wiem. Podejrzewam natomiast, że Jarosław Kaczyński, który twierdził, że Polska pragnie integracji z Unią Europejską, mydlił oczy naiwnym. Na tym polega polityczna metoda Prezesa: co innego mówi, a co innego myśli. Jarosław Kaczyński chciałby opuścić Unię Europejską, która przeszkadza mu w realizacji jego politycznych zamierzeń – dyktatury jego partii z nim na czele. Przeszkadza mu w tym strach przed suwerenem, który Polexitu nie zaaprobuje. Brexit nie zachwiał proeuropejskimi nastrojami Polaków: 81 proc. chce być częścią Unii Europejskiej.

Dlatego europejska polityka PiS ma janusowe oblicze.

Zbigniew Noska

Baba z wozu

52-48 dla Brexitu. Zwycięstwo nieznaczne, ale jego skutki mogą okazać się katastrofalne przede wszystkim dla Zjednoczonego Królestwa. Premier Cameron, który dla poprawy własnej pozycji w swojej partii „wymyślił” referendum, przegrał. Za dwa miesiące odejdzie na polityczną emeryturę z piętnem polityka, który doprowadził do upadku własnego państwa.

Dla Wielkiej Brytanii zwycięstwo zwolenników Brexitu to definitywny koniec snu na jawie o powrocie Wielkiego Imperium. Stanie się to jasne nawet dla brexitowców, kiedy opadnie poziom euforii i adrenaliny. Zaczęła się równia pochyła. Trochę to potrwa, ale koniec już widać.

Nie lubię bawić się we wróżkę tym bardziej, że sytuacja jest nietypowa, ale w Wielkiej Brytanii są teraz bardzo możliwe procesy odśrodkowe. Szkoci zagłosowali (62 proc.) za pozostaniem w UE, a ich premier już zapowiedziała kolejne referendum w sprawie niepodległości i w dalszej perspektywie negocjacje o pozostaniu tej części Zjednoczonego Królestwa w Unii. W Irlandii Północnej odezwali się zwolennicy połączenia z Irlandią. IRA poczuła wiatr w żagle i z trudem zażegnany konflikt protestantów z katolikami może znowu wybuchnąć.

*

Może zaskoczę swoich czytelników, ale sądzę, że rozpad Zjednoczonego Królestwa to byłaby całkiem niezła opcja dla całej Europy. Wielka Brytania poza strukturami Unii może być zagrożeniem dla nas. Trochę podobnie jak Rosja. Takie są bowiem prawa geopolityki, że silne państwa poza Unią są żywotnie zainteresowane jej rozbijaniem.

Od wojen napoleońskich Wielka Brytania w Rosji szukała i znajdowała sojusznika do realizacji swych geopolitycznych celów w Europie. Ostatnim wyrazem tej polityki była II wojna światowa, podczas której Wielka Brytania najpierw robiła wszystko, aby na kontynencie wybuchła wojna, by potem w sojuszu z ZSRR rozgrywać swoją partię i zaprowadzić w Europie swoje porządki. Jakie były tego skutki dla Polski, trudno zapomnieć.

Obawiam się, że Wielka Brytania po wyjściu z UE może powrócić do tej tradycyjnej geopolitycznej roli, a UE znajdzie się między młotem a kowadłem. Pierwszym krokiem będzie zacieśnienie stosunków z Rosją. Następnym podjudzanie wszystkich na Niemcy i wywołanie konfliktu między nimi a Francją lub Polską. Jak Niemców uda się odizolować, to grozi nam powrót do starej Europy i … konieczność budowania schronów.

*

Dlaczego brexitowcy wygrali w Wielkiej Brytanii? Jedną z istotniejszych przyczyn jest to, że demokracją dzisiaj całkowicie zawładnęła propaganda, a wszelka informacja została wyparta. To przede wszystkim wina mediów. Doświadczyliśmy tego na własnej skórze podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej. Referendum brytyjskie to potwierdziło. Po obu stronach sporu i u nas i u nich dominowały kłamstwa, mity i psychoza straszenia. Bez dostępu do informacji społeczeństwa praktycznie nie mają szansy podejmować decyzji racjonalnie. Każdy polityk bowiem może głosić każdą brednię, a rządy i media mu w tym wtórują. Do prostych nawet faktów nie ma łatwego dostępu i trudno się obronić przed zalewem kłamstwa i propagandy. Dlatego za PiS-em u nas i Brexitem w Wielkiej Brytanii głosowali przede wszystkim ludzie z głębokiej prowincji, gorzej wykształceni i starsi. Ci, których ze względów intelektualnych i materialnych łatwiej omamić populistycznymi hasłami.

Przykład? Przeciwnicy UE powtarzają jak mantrę inwektywy o „eurokołchozie” i „straszliwej brukselskiej biurokracji”. Tymczasem ta „biurokratyczna Bruksela” to zwykła bajeczka. Wszystkie europejskie agendy razem wzięte zatrudniają mniej etatowych urzędników niż takie np. miasto Hamburg.

*

Brytyjczyków mi nie żal. Zawsze mieli do i wobec Unii jakieś „ale”. Wstępowali do niej na uprzywilejowanych, odmiennych od pozostałych państw warunkach. Przez lata swojego w niej członkostwa zgłaszali wobec Unii, jej instytucji i prawa jakieś pretensje. Słusznie lub na wyrost domagali się szczególnej pozycji. Trwało to od zarania a za czasów Camerona brytyjskie pretensje i oznaki niezadowolenia nasiliły się i on, Cameron publicznie je artykułował. Niech więc teraz nie wylewa łez. Zebrał co zasiał.

Sądzę, że Europa poradzi sobie bez Wielkiej Brytanii. Trzeba mieć nadzieję, że spełni się polskie przysłowie: baba z wozu – koniom lżej.

Zbigniew Noska