Cena władzy

Cena władzy

„Zamiast bronić praw pracowniczych, Solidarność staje się bojówką władzy”. „Czy nie przeszkadza Wam zawłaszczanie prokuratury, sądów, służby cywilnej, mediów, świata kultury?”. ” Wstyd mi za centralę Piotra Dudy, która stała się związkiem ochroniarzy rządu, żółtym związkiem zawodowym służącym władzy, a nie pracownikom” – to powszechnie spotykane dziś w mediach opinie na temat działalności NSZZ „Solidarność. I trudno odmówić im racji.

Kilka miesięcy temu Piotr Duda groził opozycji, że „przykryje ją czapkami” w wielkiej manifestacji na cześć rządu. Kilka tygodni temu jego gdański kolega Karol Guzikiewicz przed jedną z tzw „miesięcznic smoleńskich” zadeklarował, że  członkowie „Solidarności” z różnych branż i regionów Polski będą stanowili część straży porządkowej odpowiedzialnej za ochronę Jarosława Kaczyńskiego i rządu. Natomiast protestujących przeciwko władzy (a wśród nich Frasyniuka i Wałęsę) chętnie przekażą w ręce policji. W ostatnich dniach z wielu szkół dochodzą sygnały, że związkowcy „Solidarności” atakują nauczycieli z ZNP, grożąc im sankcjami za protesty przeciwko reformie. W innych branżach „Solidarność” za plecami pozostałych związków dogaduje się z zarządami firm nominowanymi przez władzę. Zamiast krytykować masowe zwolnienia, ograniczanie swobód obywatelskich, czy brak dialogu społecznego, związek coraz częściej pełni funkcję przybudówki rządu.

*

Tłumacząc tę postawę związku Piotr Duda tak ją wyjaśnia w wywiadzie dla portalu „wPolityce”

– Jeżeli komuś dziś po prostu nie podoba się rząd, to za trzy lata będą wybory i będą mogli głosować za swoimi partiami. W Polsce jest dziś demokracja i jest dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych i ci, którzy protestują, muszą to zrozumieć.

To zaskakujące, że szef związku o takich jak „Solidarność” wolnościowych tradycjach powtarza za niektórymi politykami fałszywą tezę o tym, że o wszystkim w demokracji decydują wybory i że zwycięstwo wyborcze jakiejś partii zobowiązuje wszystkich obywateli do zaniechania protestów przeciw poczynaniom tej partii. Swoimi słowami przewodniczący „Solidarności” wpisuje się w propagandowy slogan sformułowany obrazowo przez Marcina Wolskiego jednego z szefów TVP: „Wygrała ta partia, więc morda w kubeł”.

*

Współpraca z rządem sprawiła, że „Solidarność” rośnie w siłę. Głos przedstawicieli tego związku liczy się bardziej niż opinie pozostałych central, nie wspominając już o organizacjach pracodawców, które do „ucha prezesa” w ogóle nie mają dostępu. Przekłada się to na postawę „aktywu” związkowego w firmach. W przedsiębiorstwach państwowych ich prezesi wiedzą, że muszą siedzieć cicho, bo karty rozdaje tam związek powiązany z władzą. A w prywatnych firmach związkowcy poczuli się jak bossowie, bo za ich plecami stoi cały aparat państwa. Sojusz z obozem władzy ma też wpływ na liczebność organizacji zakładowych. Pracownicy w obawie o swoje stanowiska pracy zapisują się do „Solidarności”. Nie mają bowiem wątpliwości, która centrala jest obecnie najsilniejsza.

*

Ceną za sojusz z władzą jest spolegliwość i konieczność przymykania oczu na pracownicze czystki w instytucjach państwowych, a przede wszystkim – na próby upartyjnienia niezależnych instytucji państwa.

Czy jednak obniżenie wieku emerytalnego albo wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej dla pracowników nie jest tego warte? Czy nie lepiej przestać dbać o pozory i zawrzeć sojusz z wybranym obozem politycznym, wesprzeć go w wyborach, a po zwycięstwie współuczestniczyć w tworzeniu prawa? Przecież związki związkowe mają zrobić wszystko co możliwe dla poprawy warunków pracowniczych i socjalnych. Wszystko wskazuje na to, że  na to, że „Solidarność” tak właśnie działa.

Niestety działacze związku nie biorą pod uwagę społecznego i i etycznego kosztu takiej postawy. A jest nim utrata resztek szacunku w oczach tych Polaków, dla których „Solidarność” była nie tyle związkiem zawodowym, co wielkim narodowym ruchem w obronie praw i wolności obywatelskich. Etos pierwszej „Solidarności” obcy jest dzisiejszym związkowcom. Nie interesuje  ich, bo nie jest to ich „elektorat członkowski”.

Dlatego działacze „Solidarności” uciekają od odpowiedzi na pytania: Co się stanie, jeśli po kolejnych wyborach do władzy dojdą inni? Czy ktoś uwierzy „Solidarności”, jeśli wtedy będzie protestować przeciwko zwolnieniom albo czystkom?

Ustawianie związku zawodowego jako bojówki partyjnej unieważnia dwa ważne historyczne określenia związku – że jest Niezależny i Samorządny.

Przyszłość pokaże, czy warto było zapłacić taką cenę.

Zbigniew Noska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *