Plotka?

„Uwielbiam plotki! Fakty mogą być mylące, ale plotki, prawdziwe czy nie, zawsze coś odkrywają” – powiedział Hans Landa bohater „Bękartów wojny” Słowa ta wydają mi się wyjątkowo dobrze przystawać do tematu, o której mam zamiar dzisiaj napisać.

Otóż od pewnego czasu docierają do mojego pilskiego zaułka informacje o tym, że Henryk Stokłosa ma podobno ponownie wziąć udział w wyborach do senatu jesienią bieżącego roku. Powtarzają ją moi bliżsi i dalsi znajomi, a ja cierpliwie im wyjaśniam, że jest to plotka, bowiem dobrze pamiętam o tym, że senator ze Śmiłowa po zakończeniu poprzedniej kadencji publicznie (w tym także na łamach Tygodnika Nowego) pożegnał się z działalnością polityczną.

Ponieważ jednak plotka ta coraz częściej i coraz natarczywiej trafia do mnie, postanowiłem sięgnąć po informacje z wiarygodnego (jak to się zgrabnie nazywa) źródła.

To co usłyszałem, zaskoczyło mnie. Oto bowiem do Henryka Stokłosy zgłaszają się przedstawiciele różnych środowisk społecznych i obywatelskich (a także partii politycznych) z naszego okręgu wyborczego z sugestiami, by zmienił zdanie i zdecydował się kandydować w wyborach do senatu. Powód – jaki pojawia się w tych nagabywaniach, jest zawsze ten sam. Chodzi o to, aby „utrącić” obecnego pilskiego senatora Mieczysława Augustyna, uniemożliwić mu ponowny wybór. A to – usłyszałem – zrobić może tylko Stokłosa. Sukces Porozumienia Samorządowego w wyborach do powiatu pokazał, że przedsiębiorca ze Śmiłowa ma ciągle liczny i wierny mu elektorat. Tymczasem popularność obecnego reprezentanta Piły w senacie spada na łeb na szyję. Dlaczego?

By to wyjaśnić muszę sięgnąć do zamierzchłej już dziś przeszłości. Mieczysława Augustyna poznałem w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia podczas spotkań gremium politycznego, które – jeśli mnie pamięć nie zawodzi – nazywało się wojewódzkim porozumieniem partii i stronnictw politycznych. Obecny senator z Piły reprezentował tam jedną z organizacji katolickich współpracujących z PZPR. Z racji swych obowiązków pisałem relacje z tych spotkań dla ówczesnych pilskich mediów. Młody Augustyn, polonista z wykształcenia zaimponował mi wtedy piękną polszczyzną, jaką się w swych wypowiedziach posługiwał oraz oryginalnością myśli i trafnością sformułowań jakie – z ówczesnego punktu widzenia – wypowiadał. Miał – nie da się ukryć – wyjątkowy oratorski talent.

Ostatnio miałem okazję słuchać senatora Augustyna podczas jednej z sesji Rady Powiatu. Byłem zdegustowany jego wystąpieniem i to jest najłagodniejsze określenie, jakie udało mi się znaleźć, by określić mój stan ducha. Ten wyjątkowo uzdolniony kiedyś orator wraz z wiekiem stał się nudnym mentorem wygłaszającym swe opinie tonem autorytarnego aroganta na domiar złego zakochanego we własnym głosie. Nic więc dziwnego, że choć mówi czasem do rzeczy, irytuje swoich słuchaczy.

Mam nadzieję, że przyjmie tę uwagę jako życzliwą opinię znajomego z dawnych lat, a nie polityczną zajadłość wroga jego partii, którym nie jestem.

*.

Powracając do plotki, od której zacząłem mój felietonik. Zalecam uważne wczytanie się w słowa bohatera „Bękartów wojny”. Inteligentny czytelnik znajdzie tam odpowiedź.

Zbigniew Noska

Zamknijcie drzwi przed szatanem

Mam do Was pretensje Drodzy Czytelnicy TN. Jesteście nieostrożni i dlatego szatan ma ułatwiony dostęp do Waszych serc i domów. Nie sprawdzacie na przykład, czy właścicielka osiedlowego sklepiku dokonała trzydzieści lat temu aborcji, a mimo to codziennie chodzicie tam kupować chleb. Nie zainteresowaliście się optykiem z naprzeciwka, który nie był u wielkanocnej spowiedzi, a mimo to kupiliście tam babci okulary. Poszliście do „empiku” po świąteczne prezenty dla swych pociech, mimo że firmę tę reklamują antychrześcijańscy celebryci tacy jak Nergal i Czubaszek. Nie wstyd Wam?

Na szczęście są bogobojni ludzie, którzy poświęcają swój czas i energię, by czuwać nad Waszymi sumieniami.

Kilka dni temu (Bóg im za to zapłać) wystosowali oni list do dyrektora pilskiej „Fabryki Emocji”, w którym sprzeciwiają się udziałowi Marii Czubaszek w spektaklu „Dużo kobiet, bo aż trzy” zaplanowanemu na 21 stycznia br.

Niezorientowanym przypominam, że ta skądinąd znana artystka jakieś czterdzieści lat temu, (a może więcej?) dokonała aborcji i publicznie się do tego przyznała, nie wyrażając skruchy za ten śmiertelny grzech.

„W związku z tym – kończą swój list strażnicy naszych sumień – sprzeciwiamy się zapraszaniu i goszczeniu przez RCK Fabryka Emocji pani Marii Czubaszek do czasu, kiedy nie przestanie ona publicznie pochwalać i propagować aborcji.”

List ów podpisali: dr Sebastian R. Krajewski (Fundacja Pro-Prawo do Życia Piła), Piotr Tomasz (Klub Gazety Polskiej Krajenka ), Krystian Golec (Młodzież Wszechpolska okręg Wielkopolska), Andrea Ricco (Obóz Narodowo-Radykalny Brygada Wielkopolska), Bartosz Józwiak (Unia Polityki Realnej), Sebastian Kozłowski (Ruch Narodowy Wielkopolska) oraz nie znani z imienia i nazwiska „Pilscy Patrioci”

*

Tyle faktów, a teraz kilka słów gorzkiej prawdy. Nie podoba mi się, że wzorem hitlerowskich ustaw norymberskich próbuje się – jak żydom w latach trzydziestych poprzedniego wieku – uniemożliwić artystce wykonywanie legalnych zajęć zarobkowych właściwych zawodowi przez nią wykonywanemu.

Nie jestem zwolennikiem aborcji, akceptuję obowiązujące w tej kwestii w Polsce surowe prawo, ale nigdy nie podpisałbym takiego listu (mimo że jestem pilskim patriotą). Dostrzegam bowiem różnicę między krytyką, negatywną oceną czyichś przekonań, a uniemożliwieniem takiej osobie wykonywania pracy zgodnej z jej zawodem.

W moich felietonach krytykuję polityków i urzędników (rzadziej artystów) za ich postępowanie, wiedzę i umiejętności, zdarzało mi się nawet wyrażać sugestię czynności prawnych bądź… psychiatrycznych wobec nich, ale nigdy nie przyszło mi do głowy zamykać przed kimś możliwość wykonywania zawodu z powodu jego światopoglądu.

Nie chcecie Panie i Panowie, którzy podpisaliście ten list kogoś z powodu jego poglądów zatrudnić (lub choćby tylko obejrzeć)? Wasz wybór, ale nie ważcie się zabraniać tego innym. A swoim czytelnikom radzę. Zamknij drzwi przed szatanem nietolerancji.

 Zbigniew Noska

Pensja burmistrza Madeja

Od czasu do czasu porzucam swój pilski zaułek, by wścibiać nos tam, gdzie na pewno mnie nie chcą – za kulisy władz samorządowych gmin należących do naszego powiatu.

Tym razem moją uwagę zwrócili radni gminy Wysoka. Z relacji mojej koleżanki Marty Konek wynika, że podczas ostatniej sesji radni postanowili po raz kolejny obniżyć pensję burmistrzowi Markowi Madejowi. „Podejście radnych można uznać za zaskakujące – pisze Marta – zwłaszcza w kontekście tego, że praca burmistrza zweryfikowana została przez wyborców, którzy po raz kolejny udzielili mu mandatu zaufania.”

Zarobki burmistrza są na tyle solidne, że ich obniżenie nie zagraża standardowi życia Marka Madeja i jego rodziny, dowodzi jednak, że rada źle ocenia pracę gospodarza gminy. Czyni to – moim zdaniem – wbrew woli wyborców oraz wbrew oczywistym faktom. Pracę burmistrza stosunkowo łatwo ocenić. Wystarczy wziąć pod uwagę kilka podstawowych wskaźników ekonomicznych gminy.

Jeśli spojrzeć na Wysoką z tego punktu widzenia, trudno nie uznać, że kieruje nią jeden z najlepszych włodarzy w regionie. Po pierwsze Wysoka należy do najmniej zadłużonych gmin w całym regionie – 25 procent w sytuacji, gdy inni mają dwa razy więcej. Po drugie pieniądze na inwestycje w minionej kadencji, w 56 procentach pochodziły ze środków zewnętrznych. To dowodzi, że burmistrz bardzo ostrożnie obchodził się z pieniędzmi wypracowanymi przez mieszkańców gminy oraz, że potrafił pozyskać dla Wysokiej środki z innych źródeł. Po trzecie wreszcie Wysoka jest gminą o najniższym wskaźniku bezrobocia w regionie. Poniekąd stało się tak dzięki pierwotnej profesji burmistrza, który był przed wielu laty marynarzem. Zna pięć obcych języków w tym skandynawskie, co pozwoliło mu nawiązać kontakt z duńską firmą „Hjort Knudsen”. Wybudowała ona w Wysokiej początkowo niewielki zakład zatrudniający 15 osób, który przez lata rozrósł się do rozmiarów dużej fabryki zatrudniającej ponad tysiąc osób.

Pozostaje zatem pytanie, dlaczego radni – mimo tych oczywistych faktów – postanowili ukarać burmistrza obniżając mu pensję?

Szczerze mówiąc nie wiem tego. Mogę jedynie domniemywać. Burmistrz Madej nie jest politykiem i nie należy do żadnej partii, wysoko ceni sobie niezależność i nie wchodzi łatwo w koteryjne układy, które na ogół występują w każdej gminie. I na domiar złego nie pije. Jest abstynentem, a to w pewnych środowiskach jest niewybaczalnym błędem.

Pozostaje jeszcze małostkowość i zwykła ludzka zawiść, ale o to nie chcę nawet podejrzewać radnych z Wysokiej.

Ave Petrus

W międzyświątecznej przerwie Piła z mojego „zaułka” wygląda barwniej niż zazwyczaj, a jej władze sympatyczniej niż na co dzień. Może to atmosfera świąt skłoniła mnie – starego zrzędę – do takiej łagodnej oceny, a może spacer, na który wybrałem się w świąteczny wieczór po kolorowym, rozświetlonym świątecznymi dekoracjami centrum miasta.

Napisałem kiedyś, że nasz prezydent z powodzeniem stosuje rzymską zasadę „panem et circenses” (chleba i igrzysk), co potwierdziły wyniki ostatnich wyborów samorządowych. Mieszkańcy Piły bowiem – jak kiedyś rzymskie pospólstwo – dali się uwieść licznym igrzyskom, których w Pile, od czasu, gdy panuje nam Piotr Głowski, nie brakuje. Świąteczna dekoracja miasta, co roku barwniejsza, bogatsza i zapewnie droższa jest tego kolejnym dowodem.

Ale nie byłbym sprawiedliwy, gdybym tym razem nie pochwalił prezydenta także za to, że i o chlebie pamięta, choć to, jak wszyscy „platformersi”, zatwardziały liberał o sercu z prawej strony. Myślę tu o Karcie Dużej Rodziny.

Ustawę określającą zasady i kryteria przyznawania Karty oraz uprawnienia z niej wynikające – podpisał tuż przed świętami prezydent Bronisław Komorowski. Nasz prezydent wprowadził ją już kilka miesięcy temu i wypełnił zdecydowanie bogatszą niż wymaga tego ustawa treścią, angażując w jej ofertę zarówno instytucje komunalne jak i przedsiębiorców. Mogłem się o tym przekonać naocznie, gdy wraz z córką i jej trójką dzieci wybrałem się do Aquaparku. Okazało się, że każdy z moich wnuków zapłacił za wstęp mniej ode mnie, choć jestem emerytem w słusznym wieku i mam karnet.

Tym, którzy jeszcze tego nie wiedzą, przypomnę, że o Kartę Dużej Rodziny mogą ubiegać się rodziny co najmniej z trójką dzieci, (także rodziny zastępcze i prowadzący rodzinne domy dziecka). Rodzice otrzymują tę Kartę na czas nieokreślony, dzieci – do ukończenia 18. lub, jeśli się kształcą – do 25. roku życia.

*

Rzymscy władcy, którzy rządzili według zasady „panem et circenses” czynili to nie tylko z pobudek humanitarnych czy potrzeby łagodzenia napięć społecznych, ale także – a może nawet przede wszystkim – dla zdobycia popularności potrzebnej w działalności politycznej. I choć mam tego świadomość, wzorem ukontentowanego szczodrością swego cezara ludu rzymskiego zawołam: Ave Petrus.

Tak trzymać, Panie Prezydencie, także w nowym 2015 roku.

Patrzeć władzy na ręce

Okazało się – co mnie cieszy – że droga z pilskiego podwórka na pilskie salony jest stosunkowo krótka, stąd odpowiedź na temat „Podsłuchanej rozmowy”, o której pisałem tydzień temu, dotarła do mnie niemal natychmiast. „Pozostająca do dyspozycji” zarówno mojej, jak i mieszkańców – w imieniu Prezydenta Piły niezawodna Dorota Strugała – rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Pile przysłała wyjaśnienia, którego fragmenty cytuję z satysfakcją.

„Jak już Pan zaznaczył w swoim felietonie, basen Wodnik został zbudowany jako obiekt tymczasowy, mający służyć mieszkańcom kilka lat, od tego czasu minęło już kilkadziesiąt. Doprowadzenie basenu do odpowiednich standardów wiązałoby się z odbudową basenu od podstaw. Jak zapewnił podczas konferencji prasowej Prezydent Piły, priorytetem jest rozbudowa istniejącego Aquaparku polegająca m.in. na wykorzystaniu już istniejącego zaplecza technicznego, osprzętu itd. Centrum Aquapark już teraz jest przygotowane, a niewykorzystywane (m.in. szatnie) do przyjęcia dużo większej ilości klientów. Dzięki rozbudowie torów do pływania, nowej strefy rekreacyjnej, nie tylko nie będzie potrzeby rezygnacji przez mieszkańców z zajęć, ale przede wszystkim zapewni pracę pracownikom MOSiR-u. (…)Jak zapewnia Prezydent, czas pomiędzy rozbudową, a wyłączeniem z użytkowania Wodnika, to czas na poznanie nowych zadań przez pracowników MOSiR-u, których w tym miejscu, po raz kolejny pragniemy uspokoić. Kolejnym etapem w rozwijaniu pilskiego zaplecza sportowego ma być budowa basenu przy istniejącym kompleksie sportowym przy ul. Żeromskiego. W tej chwili trwają prace projektowe i planistyczne, tak by skorelować oddanie nowego obiektu z rozbiórką starego. Priorytetem jest takie rozwiązanie, które umożliwi płynne przejście i pracowników, jak i uczestników z jednego obiektu do drugiego. Decydującą jednak w tym zakresie będzie opinia biegłego w zakresie bezpieczeństwa korzystania z pływalni Wodnik”.

Zapewnienia władz są jednoznaczne. Ani młodzież ani pracownicy nie będą odczuwali dyskomfortu z powodu likwidacji Wodnika. Cieszy mnie zwłaszcza zdanie o „skorelowaniu oddania nowego obiektu z rozbiórką starego”. Martwi kolejne, że „decydującą jednak w tym zakresie będzie opinia biegłego w zakresie bezpieczeństwa korzystania z pływalni Wodnik”. Niepokoi wizja rozbudowy pilskiego Aquaparku, która zapewne czasowo wyłączy go z użytku.

Generalnie, dziękując Pani Rzecznik za odpowiedź, w imieniu Moich Czytelników zapewniam, że i w tym zakresie będę patrzył władzy na ręce. Taka jest bowiem moja rola – mieszkańca pilskiego zaułka.