O nagrodach dla urzędników i pilskich hejterach

To był dobry tydzień dla urzędników pilskich i fatalny dla internetowych hejterów grasujących po forach internetowych. Ci pierwsi podzielili się nagrodami, które w sumie w obu urzędach (miejskim i powiatowym) wyniosły ponad milion złotych.

Nie mam zamiaru wybrzydzać na ten temat i populistycznie epatować swych czytelników ilością miejsc w przedszkolach czy długością chodników, które za te pieniądze można by wybudować. Urzędnik też człowiek i nagroda mu się należy, choć ja – pomny doświadczeń z zamierzchłej przeszłości – wolę nie mieć z nimi do czynienia. Filozofia znacznej części z nich pozostała bowiem niezmienna i sprowadza się do zasady: co by tu zrobić, żeby nic nie zrobić i odprawić petenta z kwitkiem. Moja żona, która w naszym domu ma w swym zakresie obowiązków kontakty z urzędami, twierdzi, że to się zmienia. I dlatego urzędnikom nagród nie zazdroszczę. Niech im pójdą na zdrowie.

W informacji medialnej na ten temat ubawiła mnie tylko jedna rzecz. Oto na kilkuset pracowników obu urzędów w tym kilkudziesięciu na kierowniczych stanowiskach nagród nie otrzymali: pan Starosta, jego zastępca oraz etatowy członek zarządu. Ciekawe dlaczego! Fałszywa skromność? Formalne przeszkody? A może samokrytyczna ocena własnej pracy?

*

W minionym tygodniu zaimponował mi – zresztą nie po raz pierwszy – Pan Prezydent Głowski. Tym razem nie kolejnymi igrzyskami, którymi od lat zjednuje sobie i swojej partii zwolenników w mieście, lecz męską decyzją walki z internetowymi hejterami. Słowem tym określa się osobników, którzy panoszą się po forach internetowych, opluwając kogo się da i za co się da. Pan Prezydent jako osoba cywilna (co z naciskiem podkreślił jego adwokat) wytoczył proces niejakiemu Jarosławowi W za pomówienie. I proces wygrał.. Jarosław W, któremu wydawało się, że jest bezkarny i może wypisywać w Internecie, co mu ślina na język przyniesie, zdumiał się, że policja bez trudu zidentyfikowała jego komputer i zaniemówił, gdy spytano, dlaczego publicznie oskarżył prezydenta, wiedząc, że pisze nieprawdę. Za karę sąd skazał go na 40 godzin prac na cel społeczny, 1000 złotych na budowę Hospicjum w Pile i przeprosiny na portalu internetowym www.dziennikowy.pl.

W cieniu tego wydarzenia pozostał podobny proces, który rozpoczął się również w minionym tygodniu. Tym razem naprzeciw naszego kolegi, pilskiego dziennikarza, stanął, król pilskich hejterów, osoba, która uczyniła z Internetu narzędzie walki z osobistymi wrogami i własnymi frustracjami. Proces ma charakter karny a nie cywilny a przygotowania do niego trwały kilkanaście miesięcy. No cóż. Dziennikarz to nie prezydent. Swoje odczekać musi.

Kłopoty Pana Starosty

Źle a nawet bardzo źle rozpoczął się dla starosty pilskiego nowy rok. Nie dość, że jego władza jest dość iluzoryczna, kompetencje niewielkie a kasa, którą dysponuje, uboga, to jeszcze wali mu się służba zdrowia jedna z nielicznych dziedzin życia powiatu, za którą odpowiada.

Z pilskiego szpitala odeszła pani dyrektor i dobrze zrobiła, bo szpital zbyt duży jak na możliwości finansowe powiatu – działa kiepsko, o czym świadczą skargi na jego funkcjonowanie w okresie świat. Nic dziwnego więc, że nikt rozumny nie kwapi się, by nim pokierować.

Kłopotów Panu Staroście przysparza także szpitalik w Wyrzysku, gdzie protestują pielęgniarki położnictwa. Kobiety z okolicy jakoś rodzić nie chcą i 16 położnych nie ma tam co robić. Boją się więc, że utracą pracę.

Bezradny Pan Starosta zamiast wziąć się do roboty i wreszcie przeorganizować pilską służbę zdrowia, postanowił sięgnąć po stary wypróbowany sposób. Zorganizował uroczyste przekazanie niekompletnej zresztą sanitarki dla wyrzyskiego szpitala. Zaprosił na ten happening wójtów i burmistrzów z całej okolicy oraz dziennikarzy z wszystkich możliwych mediów. Po przecięciu wstęgi, jak surowy ojciec pochwalił tych szefów gmin, którzy dali pieniądze na sanitarkę i skarcił tych bardziej opornych. Szydło wyszło więc z worka, Starosta ubrał się w cudze piórka. Zamiast – jak słusznie zauważył wójt Białośliwia – samemu postarać się o pieniądze na sanitarkę, uprawiał żebraninę po gminach.

Gdy tylko dziennikarze skończyli robić okolicznościowe fotki. Gospodarz Powiatu – jak zwykł o sobie mówić – wyprosił ich za drzwi, by … spotkać się z wkurzonymi na niego pielęgniarkami.

Przebiegu rozmowy nie znamy. Wiemy o niej tyle, ile przekazał naszej reporterce Pan Starosta: – Panie chciały dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja oddziału. Poinformowałem je, że teraz wszystko zależy od zarządu szpitala. Myślę, że troszeczkę panie uspokoiłem. Podkreśliłem, że jednoznaczne decyzje jeszcze nie zapadły

Ze słów tych wynika, że Pan Starosta zachował się jak sikawkowy, który dobrze wie, ze pożar tylko na chwilę udało mu się zagasić.

Po powrocie do domu i lekturze prasowych informacji na temat wyrzyskich uroczystości Pan Starosta najpierw się wściekł na facebooku na naszą koleżankę, która obśmiała jego pijarowskie zabiegi, a potem przestraszył się i wpis usunął.

Niezaradny, biedny i na dodatek strachliwy – takiego kawalera żadna panna nie zechce, o czym przypominam Panu Staroście w związku ze zbliżającymi się wyborami.

Sorry, ale mam rację

Internauci mają niewyparzone gęby, ale czasem – muszę to przyznać – ich słowa są wyjątkowo trafne. Kilka dni temu na naszym portalu przeczytałem (w kontekście nagonki na wicepremier Bieńkowską) taki oto wpis: „Zrobił facet kupę w przydrożnym rowie. Wdepnął w nią przechodzący tamtędy dziennikarz. Zgadnijcie czyjej dymisji będzie się domagał? Ministra komunikacji, rolnictwa czy ochrony środowiska?”

Powszechnie wiadomo, że Polacy lubią narzekać na władzę i obwiniać ją za swoje niepowodzenia, Dzielnie sekundują im w tym media. Jeśli jakaś niedouczona i leniwa lekarka nie zrobi na czas cesarki, winny jest minister zdrowia. Jeśli powiesi się jakiś psychol w więzieniu, premier dymisjonuje ministra sprawiedliwości. Jeśli babci, która choruje na parkinsona do sedesu wpadnie kluska, oczywistym jest, że to wina Tuska.

Skąd bierze się to paranoiczne obwinianie władzy?

Pierwszy kamyczek wrzucić muszę do własnego ogródka. Media dziś w pogoni za zyskiem i w bezpardonowej walce ze zmniejszającym się z roku na rok „tortem reklamowym” chwytają się różnych metod (w tym nieetycznych), by napchać pieniędzmi kieszenie wydawcy i własne. Na dodatek trwająca od dziewięciu lat polsko – polska wojna na prawicy podzieliła ich na dwa wrogie obozy. Dokopać przeciwnikowi, złapać polityka z wrogiego obozu na jakimś niezręcznym sformułowaniu, to jest dopiero news, który dobrze się sprzeda i – co najważniejsze – zaważy na wysokości honorarium. Stąd w mediach zwłaszcza elektronicznych zamiast merytorycznej debaty dominuje pyskówka. Są dziennikarze, którzy się w tym specjalizują i tak dobierają swych rozmówców, by łatwo ich na siebie napuścić. W rezultacie większość telewizyjnych programów publicystycznych wypełnia pustosłowie i gra na emocjach za pomocą efektownych, ale nie merytorycznych szlagwortów. A Polacy, którzy wierzą mediom, kretynieją.

Drugi kamyczek należy się politykom zwłaszcza tym z opozycji. Swoją ignorancję starają się pokryć agresją. Żonglują cyframi i faktami. Kłamią tylko po to, by pogrążyć swych politycznych wrogów, którzy przed laty byli ich przyjaciółmi i sojusznikami w walce z komuną.

„Mamy trzy rodzaje przyjaciół – napisał dawno temu de Chambort – tych, którzy nas kochają, tych, którym jesteśmy obojętni i tych, którzy nas nienawidzą”.

Politykom partii dziś rządzącej zostali już tylko ci ostatni, choć kiedyś razem z PiS – owcami obok siebie spali na styropianie.

*

Piszę o tym w kontekście medialnej awantury, która wybuchła na początku minionego tygodnia. Spowodowały ją dwa pociągi, które utkwiły w polu z powodu oblodzenia trakcji. Opóźnienie sięgnęło kilku godzin, pasażerowie marzli, kolejarze nie potrafili pomóc ciepłą herbatą i informacją, kiedy gdziekolwiek dojadą. Ludzie złorzeczyli do kamery: Co to za państwo?! A stacje telewizyjne pokazywały to przez cały dzień „na okrągło”

Wieczorem w TVN Kamil Durczok spytał odpowiedzialną za infrastrukturę wicepremier Elżbietę Bieńkowską: – Co pani powie pasażerom tego pociągu? Na to Bieńkowska: – Pasażerom można powiedzieć tylko: „Sorry, mamy taki klimat. Na tory wyjechało dzisiaj 4 tys. pociągów. I dwa utknęły z powodu oblodzenia sieci. Nic nie poradzimy i wszędzie to się zdarza.”

Reakcja na te słowa była natychmiastowa i masowa. Prawicowy publicyści i politycy rzucili się na Bieńkowską, przypisując jej arogancję władzy. Portale społecznikowskie zalały kpiny hejterów i trolli. Kto nie zdążył się oburzyć wieczorem, nadrabiał następnego dnia, a SLD i PiS zwołały nawet konferencje prasowe

Mnie odpowiedź Bieńkowskiej się spodobała, bo Pani Minister ma zwyczajnie rację. Nie da się całkowicie zapobiec pogodowemu paraliżowi komunikacji. Przekonują się o tym nie tylko Polacy, ale też mieszkańcy zachodniej Europy, a ostatnio również Stanów Zjednoczonych.

*

Co to mówi o nas, Polakach, gdy znany dziennikarz porządnej skądinąd stacji telewizyjnej przepytuje panią wicepremier, dlaczego dwa pociągi się opóźniły, a pasażerom było zimno? Czy to bezmyślny populizm, głupota, niezrozumienie mechanizmów administracyjnych, czy jeszcze coś innego?

Ja swą odpowiedź znalazłem w parafrazie słów Marii Dąbrowskiej: Gdyby narzekanie i zrzędzenie uczyło, to Polacy byliby jednym z najszczęśliwszych narodów świata.

Mój najstarszy wnuk natomiast – rozczytany ostatnio w pismach Józefa Piłsudskiego – odpowiedział mi na te pytania jego słowami: Bo „Polacy to naród idiotów.”

Jeśli chcesz ze mną na ten temat podyskutować, zapraszam do Internetu na stronę www.noska.pl

„Patriotyczne” patrole

Przed laty jako młody nauczyciel tuż po studiach zostałem wydelegowany przez dyrektora LO w Wągrowcu, gdzie wówczas pracowałem, do tak zwanych „trójek” nauczycielsko – rodzicielsko – milicyjnych, które kontrolowały, czy uczniowie naszej szkoły nie włóczyli się po ulicach lub nie przesiadywali w kawiarniach po godzinie 20.00. Było to w czasach głębokiego PRL, kiedy pojawianie się uczniów o tej porze na ulicach było zakazane regulaminem szkolnym. Do dziś pamiętam traumę, jaką wówczas przeżyłem. Na szczęście mój patrol na nikogo nie trafił, a sama akcja z powodu cichego bojkotu nauczycieli umarła śmiercią naturalną. Mimo to pozostał wstyd i pamięć o złośliwych przycinkach uczniów, z których – zwłaszcza ci najstarsi – byli niemal moimi rówieśnikami

Incydent ten przypomniał mi się w związku z prasowymi informacjami o patriotycznych patrolach działaczy Polskiej Ligi Obrony (Polish Defence League) – organizacji, która powstała, by ustrzec Polskę przed islamskim zagrożeniem.

Patrole POL chodzą po dyskotekach z własnej woli i dbają, by Polki nie nawiązywały kontaktów z muzułmanami. Aby zrozumieć motywy ich postępowania, zajrzałem na internetową stronę PLO. To co tam przeczytałem zaskoczyło mnie nie tylko skrajnym nacjonalizmem, ale także zwykłą niewiedzą.

„Jesteśmy tam po to, by obserwować, jak działają muzułmanie, i interweniować. Przecież kluby taneczne, bary, puby są ich głównymi miejscami żerów. W ciągu jednego wieczoru w setkach takich miejsc w całej Polsce dochodzi do incydentów uwodzenia naszych rodaczek przez „śniade książęta.” – pisze jeden z patrolujących,. „Bo niejedna z tych dziewcząt – dowodzi inny – nieświadomie zauroczona egzotycznym księciem, może wraz ze swoim potomstwem bardzo źle skończyć w świecie islamu, który nadchodzi do nas wielkimi krokami. Koran jest jak Mein Kampf. Islam należy zdelegalizować, a muzułmanów, jeśli będzie taka konieczność, siłą usuwać.”

Na portalu tym znalazłem także link do filmiku na you tube. Przedstawia on mężczyznę w biało-czerwonej kominiarce z naszywką Polish Defence League, który stoi przed warszawskim meczetem i przemawia: „Chcę przekazać wiadomość dla muzułmanów w Polsce i Europie. My Polacy nie życzymy sobie tego, co reprezentujecie w krajach Europy Zachodniej, a mianowicie żadnego prawa według waszego Koranu. (…) Jeżeli będziecie chcieli przyjść do naszego kraju i robić demonstracje (…) to my wyjdziemy na ulice i pokażemy wam naprawdę, jak należy się zachowywać. (…) Będziecie mieli w kraju taki dżihad, jaki zrobił Jan III Sobieski pod Wiedniem”.

Wygłasza te nacjonalistyczne bzdury, mimo że w Polsce żyje około 25-30 tys. muzułmanów (w tym m.in. polscy Tatarzy), którzy stanowią mniej niż 0,1 proc. ludności i nie widać, by się „panoszyli”.

*

Jak skomentować ten kolejny przejaw nacjonalistycznej głupoty? Skąd w ludziach tyle zapału do ingerencji w cudze życie prywatne? Przecież każdy nawet średnio rozgarnięty katolik wie, że między islamem a Al. Kaidą jest taka różnica jak między kółkiem różańcowym a świętą inkwizycją?

Źródłem takich postaw jest, w moim przekonaniu, nienawiść, która jak perz zakorzeniła się i pleni na polskiej ziemi zwłaszcza w ostatnich latach, gdy Kaczyński do społu z Tuskiem wywołali polsko – polską wojnę.

Nienawiść – pisze Wisława Szymborska – Nie jest jak inne uczucia. Starsza i młodsza od nich równoczesnie. Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia. Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym. Zdolna, pojętna, bardzo pracowita. Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni. Ile stronic historii ponumerowała. Ila dywanów z ludzi porozpościerała na ilu placach, stadionach. Do nowych zadań w każdej chwili gotowa. Jeżeli musi poczekać, poczeka. Mówią że ślepa. Ślepa? Ma bystre oczy snajpera i śmiało patrzy w przyszłość – ona jedna. ( fragmenty wiersza pt. „Nienawiść”)

Ta wizja wybitnej poetki przeraża.