Pod pomnikiem kolejarzy

Pierwszomajowe święto kojarzy mi się, pilaninowi od 1975 roku, z kolejarzami, a ściślej rzecz ujmując z Zakładami Naprawczymi Taboru Kolejowego w Pile. To bowiem pracownicy tego zakładu tradycyjnie przez cały okres istnienia PRL otwierali pochód pierwszomajowy jako – jak to wówczas określano – „czołowy oddział klasy robotniczej miasta”.. I nie było w tym określeniu przesady. Kolejarze bowiem stanowili tę grupę zawodową, która jako pierwsza dotarła tuż po wyzwoleniu do miasta, by uruchomić wybudowany tu w 1907 roku Königliche Lokomitivwerkstatt (Królewski Warsztat Lokomotywowy).

Kronikarze odnotowali, że 18 lutego 1945 r., przyjechała samochodem z Bydgoszczy kilkuosobowa grupa pracowników kolejowych, (inż. Józef Kwapiszewski, Konrad Buchholz i Teodor Koniecki), która po przeprowadzeniu wstępnej lustracji sporządziła raport. Na jego podstawie Ministerstwo Komunikacji powzięło decyzję o przystąpieniu do odbudowy i uruchomienia zakładów, którym nadano urzędową nazwę: Warsztaty Główne PKP w Pile.

20 marca 1945 r. przybyła pierwsza ekipa pracowników PKP w liczbie 17 ludzi i rozpoczęła odbudowę zniszczonych obiektów.

Maksymalną zdolność produkcyjną zakłady osiągnęły w połowie lat 70-tych, kiedy miesięcznie naprawiano średnio 80 jednostek taborowych, przy zatrudnieniu 3200 pracowników. W latach tych Piła w dosłownym tego słowa znaczeniu była miastem kolejarzy. Istniał tu poza ZNTK duży węzeł kolejowy, a także Kolejowy Dom Kultury, Kolejowy Klub Sportowy „Polonia” (kto dziś o tym pamięta?) przyzakładowa szkoła zawodowa dla 500 uczniów, kolejowe osiedla mieszkaniowe, kolejowa orkiestra dęta itp.

W 1973 roku u zbiegu ulic Mariana Buczka i Stefana Okrzei odsłonięty został nietypowy monument. Był to zespawany z kolejowych szyn pomnik poświęcony kolejarzom – pionierom odbudowy miasta.

Dziś o pilskich kolejarzach i ich zasługach dla rozwoju Piły władza nie pamięta Dlatego Klub Pilskiej Lewicy jednoczący w swych szeregach ludzi reprezentujących istniejące w Pile partie i stowarzyszenia lewicowe oraz ich bezpartyjnych sympatyków po raz drugi już z rzędu organizuje pod pomnikiem kolejarzy uroczystości pierwszomajowe, na które zaprasza wszystkich chętnych. Wiec rozpocznie się 1 maja o godzinie 13 oo

– Uczcijmy w ten sposób – mówi Tadeusz Rzemykowski były dyrektor ZNTK a dziś przewodniczący RP SLD – nie tylko Święto Pracy, ale także pilskich kolejarzy, którzy przywrócili Piłę Polsce i Polakom.

„Bo ścierwo ryżego kundla musi być wytępione do pięciu pokoleń.”

Jarosław Kaczyński przywódca największej opozycyjne partii w Polsce nie uznaje władz Rzeczypospolitej. Kontestuje wyniki wyborów podejrzewając, że zostały one sfałszowane. Nienawidzi premiera, a prezydenta traktuje jak osobę przypadkową, która – jego zdaniem – niesłusznie pokonała go w wyborach prezydenckich. Nie uznaje instytucji państwa polskiego tylko dlatego, że stanowiska kierownicze nie pełnią w nich jego ludzie. Tylko raz złamał tę zasadę – gdy rozpoczął się konflikt na Ukrainie, ale teraz gorzko tego żałuje.

Prezes żyje w alternatywnej rzeczywistości. natomiast jego zwolennicy są aktywni zwłaszcza w wirtualnej przestrzeni. Piszą, nie szczędząc inwektyw i oskarżeń.

Tuż przed świętami Donald Tusk pytany o powód, dlaczego jego córkę chroni BOR, ujawnił treść kilku smsów, jakie otrzymuje Kasia. Zacytował dwa z nich

„Twoje bękarty zdechną, a ty zostaniesz zabita (tu jest niecenzuralne słowo), rozszarpana na strzępy z całą rodziną. Jesteście parszywym pomiotem smoleńskiego mordercy.”

„Przekaż ryżemu kundlowi, że zostanie zabity za mord smoleński. Ty, bezrobotna dziwko, też zostaniesz zabita i cała wasza rodzina. Bo ścierwo ryżego kundla musi być wytępione do pięciu pokoleń.”

Nie miałbym specjalnego powodu, by roztkliwiać się nad niedolą rodziny premiera, gdyby nie fakt, że nienawiść pomiędzy zwolennikami partii wywodzącymi się z solidarnościowych korzeni jest zjawiskiem powszechnym i wszechogarniającym. Dotyka także mnie osobiście jako dziennikarza i blogera, który ma swoje, odległe od peowskiej i pisowskiej wykładni, poglądy. Tak został wykarmiony lud pisowski na chlebie smoleńskim, że nienawidzi wszystkich mających odmienne od prezesa poglądy.

Zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego obrzucają – głównie w Internecie – swych politycznych przeciwników określeniami powszechnie uznanymi za obraźliwe, oskarżają o niecne intencje i czyny, zarzucają zepsucie moralne, celowe knucie, chęć zaszkodzenia ojczyźnie i sprzedania jej w obce ręce. Argumentem bywa wiek, płeć, uroda, stan zdrowia, nazwisko, stan cywilny, zawód, miejsce zamieszkania, pochodzenie czy rodzina – każdy sposób obrażenia osoby o odmiennych poglądach jest uzasadniony. Nawet ciężka choroba dziecka interlokutora może stać się argumentem przeciwko niemu.

Myślę, że nie tylko mnie gnębi pytanie, do czego ta nienawiść może doprowadzić Polaków? Czy jest możliwe, aby w sprzyjających okolicznościach zwolennicy PIS mogli zrealizować swe groźby i posunąć się do zbrodni? „Bo – powrócę do sms adresowanego do Kasi Tusk – ścierwo ryżego kundla musi być wytępione do pięciu pokoleń.”

Pewien bloger dokonał interesującej analogii. Jego zdaniem emocjonalny podział Polaków przypomina napięcia, jakie poprzedziły zbrodnie w Rwandzie na krótko przedtem, zanim w ciągu 100 dni bojówki Hutu zamordowały milion osób pochodzenia Tutsi.

Tutsi i Hutu to – pisze ów bloger – to nie są dwa odrębne plemiona. Różnice pomiędzy nimi mają bardziej wymiar historyczny i społeczny, niż czysto etniczny. Tutsi rządzili w Rwandzie od zawsze, byli grupą społecznie uprzywilejowaną, posiadającą środki produkcji, wykształconą. Kiedy w II połowie XX wieku do władzy doszli Hutu, nadszedł czas zemsty. Tutsi zostali pozbawieni władzy, przywilejów, prestiżu, a nawet takich podstawowych praw publicznych jak prawo do kształcenia się. A potem rozpoczęła się rzeź.

*

Kiedy wsłuchuję się w wystąpienia prezesa i jego akolitów, kiedy sięgam pamięcią do lat, gdy PiS rządziło w Polsce, wtedy przypominają mi się zasady orwellowskich świń w „Folwarku zwierzęcym”:

• Wszystkie strategiczne pozycje polityczne, administracyjne, ekonomiczne, wojskowe i policyjne powinny być w rękach PiS.

• Sektor edukacyjny musi być w rękach PiS.

• PiS nie powinno dłużej litować się nad lemingami.

• Ludzie PiS, gdziekolwiek są, muszą działać zjednoczeni i solidarni, i mieć na uwadze losy swych partyjnych braci.

O takiej Polsce marzy lud pisowski. I taka w razie wyborczego zwycięstwa tej partii nas czeka. A gdyby stało się inaczej, to są jeszcze maczety.

Czy nie do tego prowadzi nienawiść wykarmiona na smoleńskim chlebie?

Władzę przejąć – urzędników pogonić

Tak najkrócej można by oddać sens spotkania przedsiębiorców z pilskiego powiatu, na które zostałem zaproszony w przedświąteczny wtorek. Sam biznesmanem nigdy nie byłem i zapewne już nie zostanę. Urzędnikiem zresztą też nie. I dlatego nie mogę zrozumieć sensu konfliktu, jaki niewątpliwie istnieje między tymi profesjami.

Istnieje, jak mnie zapewniano, tylko w powiecie pilskim, choć akurat w to nie wierzę. Myślę, że jest on wpisany w polską mentalność – w polskie piekiełko, w którym króluje zawiść.

Wina niewątpliwie leży po stronie urzędników, których motywy postępowania są dla mnie nieracjonalne. Przecież podobnie jak ja są obywatelami tego powiatu. Wiedzą, że bezrobocie jest jego zmorą. Martwią się o pracę dla swoich dzieci, a równocześnie robią wszystko, by przeszkadzać przedsiębiorcom w inwestowaniu, a tym samym w tworzeniu nowych miejsc pracy. Gdzie tu logika?

Nasłuchałem się, oj nasłuchałem o ich niekompetencji, nieróbstwie, złośliwościach i o arogancji. Byłby to tylko zestaw pejoratywnych określeń, gdyby nie fakt, że każde takie urzędnicze zachowanie kosztuje. I to duże pieniądze wyrzucone w błoto, wydane na prawników, zmarnowane na wyjazdy do sądów.

Swą niechęć moi rozmówcy kierowali głównie pod adresem pewnej urzędniczki, której nazwisko tutaj przemilczę, a która boleśnie wlazła im za skórę, wydłużając swymi decyzjami procesy inwestowania o lata.

– Mnie o dwa lata. – A mnie o sześć – tę swoistą licytacje podsłuchałem na korytarzu, w tak zwanych rozmowach kuluarowych.

W tej sytuacji idea zjednoczenia wysiłków pilskich przedsiębiorców w celu przejęcia władzy w powiecie padła na podatny grunt. Dotąd stali oni z boku, a do rady garnęli się albo politycy dwudziestego czwartego rzędu, albo pracownicy budżetówki, albo emeryci. Stąd radni zamiast zajmować się gospodarką, wikłali się w partyjne wojenki, budowali swoje zawodowe kariery lub … czekali na comiesięczne diety – stały dodatek do marnej emeryturki.

– Mam nadzieję, że to się wreszcie skończy, a o przyszłości powiatu decydować będą nie nauczycielki lecz ekonomiści, ludzie którzy się na gospodarce znają i praktycy tacy jak ja – powiedział mi jeden z uczestników spotkania. A ja pomyślałem sobie: Teraz piłeczka jest po twojej stronie. Oby tylko nie był to słomiany zapał, oby – jak mówił poeta – chciało ci się chcieć.

Franciszek przeprasza

– Czuję się w obowiązku, by poprosić o przebaczenie za zło, które wyrządzili niektórzy księża, za seksualne wykorzystywanie dzieci – takie słowa papieża wygłoszone podczas audiencji dla delegacji Międzynarodowego Katolickiego Biura ds. Dzieci przytoczyło Radio Watykańskie.

– Kościół jest świadom wyrządzonej im krzywdy osobistej i moralnej, której dopuścili się ludzie Kościoła. A my nie chcemy zrobić kroku wstecz w podejściu do tego problemu i w karach, które muszą zostać wymierzone – oświadczył Franciszek.

– Przeciwnie – dodał – uważam, że musimy być bardzo stanowczy. Nie można bawić się dziećmi!

*

Warszawska prokuratura uzyskała ekspertyzy od biegłych w sprawie dowodów, które będą dołączone do oskarżenia o pedofilię księdza Wojciecha G.

Materiał dowodowy został przekazany przez organa śledcze Dominikany, gdzie Wojciech G. dopuścił się przestępstw pedofilii. Pozytywnie zweryfikowano je pod względem fonoskopijnym i antropologicznym, co oznacza, ze rozpoznano głos i sylwetkę oskarżonego księdza. Prokuratura czeka na trzecią ekspertyzę, mianowicie dotyczącą dysku z komputera.

Zarzuty Wojciechowi G. zostały już postawione. Będzie oskarżony o czyny pedofilskie z dwoma chłopcami z Dominikany i dwoma z Polski. Przy okazji prawdopodobnie wypłyną dowody i wiedza o pedofilii abp Józefa Wesołowskiego, który zapewne nigdy nie stanie przed polskim sądem.

*

W Zabrzu w placówce wychowawczej prowadzonej przez zakonnice boromeuszki siostra Bernadetta chłopców, którzy jej podpadli, oddawała w ręce pedofilów – gwałcicieli. Wpadła przypadkowo. Dostała minimalną karę – dwa lata ale nawet tej kary wymiar sprawiedliwości nie jest w stanie wyegzekwować. Kara jest odraczana. Ostatnio zakonnica przedstawiła zaświadczenie, które jest swoistym kuriozum. Wynika z niego, że może być… zagrożeniem dla współwięźniarek. Tak jest! Siostra Bernadetta leczy się psychiatrycznie, a z żółtymi papierami się nie kibluje.

*

Trzy informacje z jednego tylko tygodnia, problem pedofilii w Kościele nabrzmiewa i … ciągle jeszcze czeka na rozwiązanie.

Najgorętsza debata o skandalach pedofilskich w Kościele rozgorzała już za poprzedniego papieża Benedykta XVI. Zwłaszcza w Irlandii jego zaangażowanie pokonało opór części biskupów i przełożonych zakonnych. Papież Franciszek twardo kontynuuje tę linię. Ale na razie ogranicza się jedynie do słów. Wbrew oczekiwaniom w Kościele nie było dotąd publicznego rozliczenia biskupów i kardynałów, którzy tuszowali przestępstwa podwładnych. Są tylko kary dla bezpośrednich sprawców. Watykan nie wymaga od biskupów donoszenia do prokuratury, o ile nie przewiduje tego prawo świeckie danego kraju. W Irlandii przewiduje, a w Polsce nie.

*

Nie moja sprawa, czy Bóg wybaczy pedofilom w sutannach. Obchodzi mnie za to bardzo, czy jest szansa, abyśmy żyli w państwie, które będzie umiało realnie bronić swoje dzieci. W Irlandii takimi sprawami zajęła się specjalna komisja, a premier tego kraju, nawet gdy jest nim chadek, nie rozmawia już z Watykanem na klęczkach. Ochronę praw dziecka wpisano do konstytucji. W Polsce Kościół stwarza warunki do przemocy, a gdy jego funkcjonariusze jej się dopuszczają, chroni i ukrywa przestępców. Winę zrzuca na ofiary, jak to zdefiniował abp Józef Michalik: ksiądz gwałci, bo dziecko „lgnie”.

*

Podczas pielgrzymki do Ameryki Południowej papież Franciszek wypowiedział w Brazylii słowa absolutnie kluczowe dla jego pontyfikatu: „Kościół jest szpitalem polowym, a w szpitalu polowym nikt nie pyta chorych o poziom cholesterolu. W szpitalu polowym leczy się rany. Ratuje się życie.”

Czy i kiedy ta diagnoza dotrze nad Wisłę?

Kompromitujące dyktando

Nigdy nie sądziłem, że w wolnej i demokratycznej Polsce dożyję czasów, w których obrona języka ojczystego stanie się palącą koniecznością. W Pile, w mieście niegdyś zgermanizowanym jest ona szczególnie bolesna.

Wystarczy przejechać się Aleją Piastów i przyjrzeć się szyldom sklepowym, wystarczy wybrać się na wyspę, poczytać teksty młodych na facebooku lub sms –y by dostrzec, że anglicyzmy i makaronizmy oraz zamerykanizowany żargon młodzieżowy zagrażają czystości języka naszych przodków.

Polszczyzna ginie mimo ustawy, która miała ją bronić, a urzędnicy państwa polskiego patrzą na to obojętnie, więcej – kpią sobie z tych, którzy biją na alarm, traktując ich jak zdziwaczałych wariatów lub …politycznych przeciwników. Pisałem o tym kilka tygodni temu, a wspominam teraz w kontekście skandalu, o którym dowiedziałem się z portalu Asta24.

Dziennikarze tego portalu ujawnili, że podczas ostatniej edycji „Dyktanda 500” o tytuł Mistrza Ortografii Ziemi Pilskiej na skutek niedopatrzenia organizatorów i nadzorujących ich urzędników doszło do złamania regulaminu, w efekcie którego główna nagroda ufundowana przez Prezydenta Miasta Piły powędrowała do Strzelna w województwie kujawsko – pomorskim mimo wyraźnego zapisu, że jego uczestnikami powinni być mieszkańcy powiatu pilskiego powyżej 16 roku życia.

Zagarnął ja sprytny rencista, który – jak piszą dziennikarze portalu Asta24.pl – „w przeszłości brał udział w wielu programach telewizyjnych, wykazując się ogromną wiedzą, a i smak zwycięstw w konkursach ortograficznych nie jest mu obcy. Na swoim koncie ma on bowiem triumfy w zmaganiach w Tarnowie, Wrześni, Gnieźnie i kilkunastu innych miastach naszego kraju. Teraz do tej listy dopisał również Piłę”.

Podziwiam wiedzę i umiejętności owego rencisty, pana Stanisława Gajosa, który wystrychnął na dudka pilskich organizatorów, żal mi tego uczestnika konkursu, którego pozbawiono smaku zwycięstwa, śmieję się z nieudaczników, którzy nie przeczytali regulaminu imprezy, jaką powierzono ich pieczy.

Dla mnie to wydarzenie jest nie tylko kompromitującym incydentem. Wpisuje się w liczne w naszym mieście przejawy lekceważenia czystości języka polskiego i biegłości w posługiwaniu się nim. W brak zrozumienia dla dość oczywistej prawdy, że kto nie szanuje mowy naszych przodków, ten nie jest godzien miana Polaka. I że troska o czystość języka polskiego jest ważnym kryterium patriotyzmu. Ważniejszym niż płacenie podatków, choć zupełnie coś innego usiłuje się nam wmówić.