Skrajności

Świat nie jest czarno biały. Dominują szarości. To banalna prawda, ale prawda dość oczywista, dlatego nie akceptuję skrajnych opinii. Najczęściej bowiem są one tendencyjne i rzadko prawdziwe. Spróbuję to uzasadnić.

Kilka dni temu odbyły się uroczystości z okazji 70 rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Nie mam zamiaru recenzować tego wydarzenia ani po raz kolejny odnosić się do niefortunnej wypowiedzi Grzegorza Schetyny, któremu 1 Front Ukraiński Armii Radzieckiej pomylił się z Armią Ukraińską. Natomiast zastanowiło mnie, że dla znaczącej części tzw. mediów prawicowych, które uważają się za jedyne w pełni wolne i niezależne, odchody wyzwolenia miejsca najokrutniejszej zbrodni w historii ludzkości wiązały się tylko z jednym faktem – nie zaproszenia na nie rodziny rotmistrza Pileckiego jednego z bohaterów związanych z tym miejscem. Na przykład w „Naszym Dzienniku z tego dnia na czołówce dominowała informacja o tabletce „dzień po”, w dalszej kolejności pojawiła się informacja o Pileckim. Inne fakty związane z rocznicą zignorowano. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Bo nawet taka uroczystość, zbrodnia, do jakiej ona nawiązywała, jest używana przez polskie media do walki politycznej. Gdyby nie wpadka organizatorów z Pileckim, to zapewne o rocznicy wyzwolenia Auschwitz w mediach tych nawet by nie wspomniano. Bo i po co? Był tam przecież prezydent Komorowski (nazywany w prawicowych środowiskach Komoruskim) i przemawiał, a to jest wystarczający powód, by taką imprezę uznać za nieistotną, ponieważ – jak to skomentował jeden z portali – „to łże-impreza i łże-patriotyzm, po to tylko zrobiona, by raz jeszcze raz wejść Żydom w d….

Jak czytam tego typu komentarze, to odnoszę wrażenie, że ich autorzy traktują Auschwitz nie jako miejsce ludobójstwa, lecz areszt dla Pileckiego.

W tym miejscu jedno muszę podkreślić. Rotmistrz Pilecki to dla mnie wybitny polski oficer i patriota, który na stałe wszedł do panteonu polskich bohaterów, ale równocześnie mam świadomość, że gdyby nie fakt, iż zginął z rąk „ubecji”, pies z kulawą nogą dziś by o nim nie pamiętał. Na tym polega manipulacyjne traktowanie przeszłości przez polską skrajną prawicę.

*

Opinie niemądre i politycznie motywowane dotyczą także drugiej strony polskiej sceny politycznej. W tak zwanych mainstreamowych mediach trwa od pewnego czasu dyskusja o tym, że prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, przyjął nadane mu przez Watykan odznaczenie „Dla Kościoła i Papieża”. Fakt ten oburzył prof. Osiatyńskiego, któremu wtórował Aleksander Smolar oraz niektórzy publicyści w tym Daniel Passent. „Profesor Rzepiński – pisze na swym blogu Daniel Passent – jako osoba prywatna może mieć wielkie zasługi dla Kościoła, i to należy docenić. Ale prezes Trybunału nie jest osobą prywatną, przeciwnie – stoi na czele najwyższego Trybunału, który stoi na straży Konstytucji, a ta wyraźnie mówi, że Polska jest państwem świeckim (choć faktycznie daleko nam do tego ideału).(…) Ponieważ w Polsce trwa nieustanny spór o stosunki Państwo – Kościół (katecheza, Fundusz Kościelny, dokonania Komisji Majątkowej, finansowanie Świątyni etc.), odznaczenie „Dla Kościoła i Papieża” uważam za niefortunne i zobowiązujące w przyszłych w sprawach państwo – Kościół. Byłoby bardziej stosowne, gdyby poczekano do stanu spoczynku.”

Opinia elegancka, bez zajadłości charakterystycznej dla prawicowych „szczujni”, ale równie tendencyjna i manipulacyjna jak te o Pileckim.

W tym wypadku nie chodzi o odznaczenie dla Rzepińskiego, lecz o uderzenie w Watykan, a za jego pośrednictwem w polski kościół. Wszak autorzy tych opinii wiedzą dobrze, że Watykan to także państwo, które ma pewną pulę mniej lub bardziej znaczących odznaczeń dla zasłużonych osób z innych krajów. Przyznanie takiego odznaczenia prof. Rzepińskiemu nie ma żadnego znaczenia dla orzeczeń TK, który podejmuje swe decyzje kolegialnie, a jego prezes pełni jedynie funkcje organizacyjne i reprezentacyjne.

Zbigniew Noska

„Bezgramotnyj” minister

Coś niepokojącego dzieje się ze studiami historycznymi w Polsce. Jest to o tyle groźne, że (upraszając nieco) dziś to właśnie historycy z wykształcenia nadają ton władzy, mediom i nauce w Polsce. Historykami są Tusk, Komorowski, Macierewicz, Schetyna i paru jeszcze innych polityków z pierwszego rzędu. Studia historyczne ukończyła także cała plejada zwłaszcza propisowskich dziennikarzy – propagandystów takich jak Zaremba, Kwieciński i Semka. Jeśli do tego dodamy wpływowych historyków naukowców takich jak profesorowie Żaryn, Andrzej Nowak i Jerzy Robert Nowak oraz całą plejadę „młodych wilków” z IPN, teza o rządach historyków nie wydaje się być wcale tak bardzo naciągana.

Niepokoić musi fakt, że pożytek z tych studiów, czyli umiejętności historycznego myślenia oraz znajomość faktów z historii najnowszej jest przez znaczną część na wstępie przeze mnie wymienionych polityków, dziennikarzy i naukowców na poziomie zerowym nawet w stosunku do tego, co powinien wiedzieć przeciętnie inteligentny i ciekawy faktów człowiek. Jedyne, co ci historycy opanowali do perfekcji, to sztuka manipulacji faktami, kłamania w żywe oczy i wykorzystywania przeszłości do bieżącej walki politycznej. Czasem przybiera to karykaturalny kształt, jak choćby ubiegło tygodniowy medialny występ ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, który przypisał wyzwolenie Oświęcimia nie Armii Czerwonej lecz Ukraincom, ponieważ – jak stwierdził – to I Front Ukraiński wyzwolił obóz koncentracyjny w tym mieście.

*

Właśnie mija siedemdziesiąta rocznica ofensywy styczniowej Armii Czerwonej i walczącej u jej boku I Armii Wojska Polskiego. 17 stycznia wyzwolona została Warszawa, przez kilka następnych dni radziecki walec przetoczył się przez ziemie polskie oswobadzając z rąk hitlerowskich Niemiec jej miasta i wsie położone między Wisłą a Odrą. Niestety, ze względów politycznych pamięć o tym wydarzeniu pokrywa zmowa milczenia. Jeśli nawet tu i ówdzie (jak w Pile czy Wałczu) organizuje się jakieś jubileuszowe obchody, to nie przebijają się one do mediów krajowych). Co gorsza w sposób obrzydliwy fałszuje się najnowszą historię Polski.

Można nie lubić Rosjan, mieć do nich – tak jak ja – uzasadnione pretensje za imperialną politykę Putina i złamanie prawa międzynarodowego w stosunku do Ukrainy, ale nie wolno ze względu na koniunkturalny użytek polityczny przeinaczać faktów

Dotąd w fałszowaniu historii prym wiedli historycy z Instytutu Pamięci Narodowej oraz politycy szczególnie PiS, którzy stworzyli w ramach tak zwanej polityki historycznej własną wizję przeszłości zwłaszcza tej najnowszej daleko odbiegającej od rzeczywistości. Do grupy tej dołączył właśnie minister polskiego rządu koalicji PO – PSL kompromitując nie tylko siebie, ale również cały kraj.

*

„A może lepiej powiedzieć – palnął w radio minister Schetyna – że to pierwszy front ukraiński i UKRAIŃCY wyzwalali, bo tam wtedy żołnierze ukraińscy byli, w ten dzień styczniowy, i to oni otwierali bramy obozu”. Tymczasem fakty są takie, że podczas oswobadzania więźniów zginęło 231 żołnierzy radzieckich. Byli wśród nich Rosjanie, Ukraincy, Białorusini, Kazakowie i żołnierze wielu jeszcze innych narodowości wchodzących w skład ówczesnej Armii Czerwonej.

Charakterystycznym jest to, że ten idiotyzm wygłoszony w radiu przez ministra początkowo nie był zbyt nagłaśniany przez prawicowe media. Dopiero, jak ta wypowiedź spotkała się z ostrą krytyką strony rosyjskiej, temat powrócił..

Rosjanie nazwali naszego ministra „bezgramotnyj” ( niedouczony) co niestety, ze szkodą dla Polski jest prawdą.

Zbigniew Noska

Zamknijcie drzwi przed szatanem

Mam do Was pretensje Drodzy Czytelnicy TN. Jesteście nieostrożni i dlatego szatan ma ułatwiony dostęp do Waszych serc i domów. Nie sprawdzacie na przykład, czy właścicielka osiedlowego sklepiku dokonała trzydzieści lat temu aborcji, a mimo to codziennie chodzicie tam kupować chleb. Nie zainteresowaliście się optykiem z naprzeciwka, który nie był u wielkanocnej spowiedzi, a mimo to kupiliście tam babci okulary. Poszliście do „empiku” po świąteczne prezenty dla swych pociech, mimo że firmę tę reklamują antychrześcijańscy celebryci tacy jak Nergal i Czubaszek. Nie wstyd Wam?

Na szczęście są bogobojni ludzie, którzy poświęcają swój czas i energię, by czuwać nad Waszymi sumieniami.

Kilka dni temu (Bóg im za to zapłać) wystosowali oni list do dyrektora pilskiej „Fabryki Emocji”, w którym sprzeciwiają się udziałowi Marii Czubaszek w spektaklu „Dużo kobiet, bo aż trzy” zaplanowanemu na 21 stycznia br.

Niezorientowanym przypominam, że ta skądinąd znana artystka jakieś czterdzieści lat temu, (a może więcej?) dokonała aborcji i publicznie się do tego przyznała, nie wyrażając skruchy za ten śmiertelny grzech.

„W związku z tym – kończą swój list strażnicy naszych sumień – sprzeciwiamy się zapraszaniu i goszczeniu przez RCK Fabryka Emocji pani Marii Czubaszek do czasu, kiedy nie przestanie ona publicznie pochwalać i propagować aborcji.”

List ów podpisali: dr Sebastian R. Krajewski (Fundacja Pro-Prawo do Życia Piła), Piotr Tomasz (Klub Gazety Polskiej Krajenka ), Krystian Golec (Młodzież Wszechpolska okręg Wielkopolska), Andrea Ricco (Obóz Narodowo-Radykalny Brygada Wielkopolska), Bartosz Józwiak (Unia Polityki Realnej), Sebastian Kozłowski (Ruch Narodowy Wielkopolska) oraz nie znani z imienia i nazwiska „Pilscy Patrioci”

*

Tyle faktów, a teraz kilka słów gorzkiej prawdy. Nie podoba mi się, że wzorem hitlerowskich ustaw norymberskich próbuje się – jak żydom w latach trzydziestych poprzedniego wieku – uniemożliwić artystce wykonywanie legalnych zajęć zarobkowych właściwych zawodowi przez nią wykonywanemu.

Nie jestem zwolennikiem aborcji, akceptuję obowiązujące w tej kwestii w Polsce surowe prawo, ale nigdy nie podpisałbym takiego listu (mimo że jestem pilskim patriotą). Dostrzegam bowiem różnicę między krytyką, negatywną oceną czyichś przekonań, a uniemożliwieniem takiej osobie wykonywania pracy zgodnej z jej zawodem.

W moich felietonach krytykuję polityków i urzędników (rzadziej artystów) za ich postępowanie, wiedzę i umiejętności, zdarzało mi się nawet wyrażać sugestię czynności prawnych bądź… psychiatrycznych wobec nich, ale nigdy nie przyszło mi do głowy zamykać przed kimś możliwość wykonywania zawodu z powodu jego światopoglądu.

Nie chcecie Panie i Panowie, którzy podpisaliście ten list kogoś z powodu jego poglądów zatrudnić (lub choćby tylko obejrzeć)? Wasz wybór, ale nie ważcie się zabraniać tego innym. A swoim czytelnikom radzę. Zamknij drzwi przed szatanem nietolerancji.

 Zbigniew Noska

Wołanie o polski majdan

W TVN24 w programie „Piaskiem po oczach” Paweł Kukiz znany piosenkarz, który od pewnego czasu zajmuje się polityką powiedział:

– Tam na Majdanie to była walka o godność, to samo widzę na Śląsku. (…) Ja nazywam strajk na Śląsku buntem nie górników, a buntem niewolników. (…) Śląsk może doprowadzić do złamania systemu.”

Środowiskom prawicowym będącym od lat „na głodzie władzy” marzy się polski majdan. Wyborcze porażki PiS skłaniają ich ku tezie, że po władzę trzeba próbować sięgnąć niedemokratycznymi metodami. Okazji ku temu znajdowali już wiele. …a to Okrągły Stół, a to Magdalenka, a to spisek przeciwko rządom Olszewskiego, a to urojony zamach na prezydenta Kaczyńskiego, a to zatrzymanie Starucha, a to zamach na wolność dilera „dopalaczy”. Im dalej w las tym mniejsze drzewa…

Niedawno środowisko to szukało iskry w „sfałszowanych wyborach”. Okupacja PKW z udziałem Stankiewicz, Brauna i innych prawicowych „zadymiarzy” miała być iskrą do wybuchu. Wyszło jak zwykle. Trochę szumu w mediach oraz kilka mandatów dla najbardziej pyskatych okupantów. Majdan nie zapłonął.

Jaki jest więc sposób na zdobycie władzy przez polską prawicę? „Sposób jest prosty – pisze Paweł Lisiewicz zwolennik idei polskiego majdanu – jednym z pierwszych kroków musi być powołanie młodzieżowej organizacji, dzięki której energia setek tysięcy młodych patriotów przestanie być marnowana?”

Jak należy rozumieć te słowa. Co one oznaczają w praktyce? Trzeba zgromadzić wokół siebie jak największą ilość kiboli, nafaszerowanych sterydami ćwierćinteligentów, nakręconych osiedlowych neonazistów i innych przedstawicieli zafiksowanej na fałszywy patriotyzm młodzieży. Ubrać ich w wygodne buty, jednakowe mundurki i wysłać na szpicę walki o władzę.

Gdy oglądam relację z protestów na Śląsku, obok pełnych niepokoju i rozpaczy głosów ludzi zagrożonych utratą pracy słyszę w tle kibolski ryk młodzieńców skandujących znane skądinąd hasła. Tym razem okazja jest nie byle jaka, bo górnicy znani są ze swej krewkości i … podatności na manipulacje. Dlatego Kukiz woła o polski majdan.

*

Gdy piszę ten tekst, trwają jeszcze rozmowy związków górniczych z władzą, a nad Śląskiem i całym krajem wisi groźba strajków i społecznych niepokojów.

Mimo to nie chce mi się wierzyć, by marzenie o prawicowym polskim majdanie ziściło się, by zatriumfowała nienawiść do Polski otwartej na świat, laickiej i nowoczesnej. Nienawiści do Polski śmiejącej się ze smoleńskich urojeń.

Nie chce mi się wierzyć, by Polacy zaakceptowali ludzi gotowych podpalić Polskę, byleby tylko sięgnąć po władzę. Pamiętam bowiem, że gdy ją mieli, nie zajmowali się prowadzeniem normalnej mniej lub bardziej skutecznej czy udolnej polityki, ale szukaniem haków na przeciwników politycznych, dzieleniem i skłócaniem Polaków oraz próbą zawłaszczania symboli narodowych i przestrzeni publicznej. Obserwuje ich od wielu lat i nigdy nie zauważyłem u nich skłonności do działań konstruktywnych lub koncyliacyjnych. Wiara w to, że formacja na wskroś populistyczna jest zdolna do naprawy państwa, jest czystą naiwnością.

Pensja burmistrza Madeja

Od czasu do czasu porzucam swój pilski zaułek, by wścibiać nos tam, gdzie na pewno mnie nie chcą – za kulisy władz samorządowych gmin należących do naszego powiatu.

Tym razem moją uwagę zwrócili radni gminy Wysoka. Z relacji mojej koleżanki Marty Konek wynika, że podczas ostatniej sesji radni postanowili po raz kolejny obniżyć pensję burmistrzowi Markowi Madejowi. „Podejście radnych można uznać za zaskakujące – pisze Marta – zwłaszcza w kontekście tego, że praca burmistrza zweryfikowana została przez wyborców, którzy po raz kolejny udzielili mu mandatu zaufania.”

Zarobki burmistrza są na tyle solidne, że ich obniżenie nie zagraża standardowi życia Marka Madeja i jego rodziny, dowodzi jednak, że rada źle ocenia pracę gospodarza gminy. Czyni to – moim zdaniem – wbrew woli wyborców oraz wbrew oczywistym faktom. Pracę burmistrza stosunkowo łatwo ocenić. Wystarczy wziąć pod uwagę kilka podstawowych wskaźników ekonomicznych gminy.

Jeśli spojrzeć na Wysoką z tego punktu widzenia, trudno nie uznać, że kieruje nią jeden z najlepszych włodarzy w regionie. Po pierwsze Wysoka należy do najmniej zadłużonych gmin w całym regionie – 25 procent w sytuacji, gdy inni mają dwa razy więcej. Po drugie pieniądze na inwestycje w minionej kadencji, w 56 procentach pochodziły ze środków zewnętrznych. To dowodzi, że burmistrz bardzo ostrożnie obchodził się z pieniędzmi wypracowanymi przez mieszkańców gminy oraz, że potrafił pozyskać dla Wysokiej środki z innych źródeł. Po trzecie wreszcie Wysoka jest gminą o najniższym wskaźniku bezrobocia w regionie. Poniekąd stało się tak dzięki pierwotnej profesji burmistrza, który był przed wielu laty marynarzem. Zna pięć obcych języków w tym skandynawskie, co pozwoliło mu nawiązać kontakt z duńską firmą „Hjort Knudsen”. Wybudowała ona w Wysokiej początkowo niewielki zakład zatrudniający 15 osób, który przez lata rozrósł się do rozmiarów dużej fabryki zatrudniającej ponad tysiąc osób.

Pozostaje zatem pytanie, dlaczego radni – mimo tych oczywistych faktów – postanowili ukarać burmistrza obniżając mu pensję?

Szczerze mówiąc nie wiem tego. Mogę jedynie domniemywać. Burmistrz Madej nie jest politykiem i nie należy do żadnej partii, wysoko ceni sobie niezależność i nie wchodzi łatwo w koteryjne układy, które na ogół występują w każdej gminie. I na domiar złego nie pije. Jest abstynentem, a to w pewnych środowiskach jest niewybaczalnym błędem.

Pozostaje jeszcze małostkowość i zwykła ludzka zawiść, ale o to nie chcę nawet podejrzewać radnych z Wysokiej.