Święto nad świętami

Zapomniany już dziś, a znany w PRL satyryk, Jan Tadeusz Stanisławski, za synonim jałowej i bezsensownej dyskusji uważał rozważania na temat wyższości Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocnymi. Dla chrześcijanina odpowiedź na tak postawione pytanie jest oczywista. Wielkanoc – dni męki i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa do najstarsze i najważniejsze święto chrześcijanina zdecydowanie istotniejsze od uzasadnionej jedynie tradycją, a nie znajdującej potwierdzenia w faktach daty Bożego Narodzenia.

Wielkanoc to święto nad świętami jest też inne niż dni Bożego Narodzenia – trudniejsze. Narodziny, dziecko, rodzina – to wszystko należy do ludzkiego świata przeżyć. Podczas Świąt Wielkanocnych zamiast żłóbka mamy grób, zamiast pieluszek – całun, zamiast prostych pasterzy – bezduszną straż przy grobie Chrystusa, zamiast święcącej gwiazdy – surowy kamień odsunięty od grobu. Zupełnie inna symbolika i zupełnie inna sceneria, w której jest mniej miejsca na sentymenty, bo to już nie jest sielanka, ale prawdziwy dramat.

Chrystus nie wszedł w bliskie i znane każdemu człowiekowi życie, lecz przełamał granice w kierunku nowej przestrzeni – tej która znajduje się po drugiej stronie śmierci.

Niesamowita ciekawość, z jaką w ostatnich latach przyjmowane są opowieści tych, którzy przeszli przez śmierć kliniczną dowodzi, jak gnębi ludzi palący problem śmierci. Wielkanoc daje chrześcijanom nadzieję, albowiem Jezus Chrystus „zstąpił w królestwo śmierci” i powrócił stamtąd, aby jego wyznawcy uwierzyli w zmartwychwstanie. Dla wszystkich więc, którzy nie ograniczają świętowanie do ludycznych zabaw i obrzędów, Wielkanoc jest dobrą okazją do rozważań nad istotą śmierci.

*

Wielkanoc poprzez ideę zmartwychwstania zapowiada zwycięstwo życia nad śmiercią. Dowodzi, że świat dzisiejszy jest swoistą areną zapasów miłości z nienawiścią, prawdy z kłamstwem, bogactwa z biedą, rywalizacji dobra ze złem, w której, co ze smutkiem przyznać muszę, nie zawsze zwycięża to, co jest słuszne i sprawiedliwe.

Żyjemy dziś w świecie, w którym dominuje wizja człowieka silnego, zdrowego, bogatego, sprytnego, o atrakcyjnym wyglądzie, zawsze młodego, zawsze uśmiechniętego, żyjącego głównie dla siebie, człowieka sukcesu – zwycięskiego uczestnika wyścigu szczurów, w którym liczy się tylko jedno: Pieniądze.

Wizja ta ignoruje humanistyczne wartości. Nie ma w niej miejsca na uczciwość i szlachetność, pracowitość i rzetelność. Nie ma szacunku i współczucia dla starości i cierpienia, biedy i upośledzenia.

Znałem pewnego nastolatka, który widząc jawną niesprawiedliwość świata, postanowił sobie, że gdy tylko dorośnie, zmieni ten stan rzeczy! Chłopak rósł i mężniał, ale brakowało mu siły przebicia, bo pieniądz rządził światem. Więc postanowił sobie w duszy: Gdy tylko zarobię trochę grosza, poświęcę go na walkę z niesprawiedliwością! I stało się tak, że pieniądze szły do niego jak woda, ale on przekonał się, jak bardzo poddany jest prawom konkurencji i walki o byt. Więc znowu skorygował swe młodzieńcze postanowienie: Gdy tylko zdobędę odpowiednie stanowisko, wezmę się zaraz do zmiany starego świata. I jak to w życiu czasem bywa, został rzeczywiście wpływową osobistością. Liczono się z nim w polityce i w gospodarce. Pławił się w bogactwie i władzy nad innymi, ale zapomniał o swych ideałach.

– Wiesz – powiedział mi, gdy go niedawno spotkałem, – w tym naszym kraju nie byłoby wcale tak źle, gdyby nie te śmierdzące lenie, które nie potrafią znaleźć sobie roboty, a my uczciwi podatnicy musimy płacić na ich zasiłki.

Zbigniew Noska

Jak z Ogórek zrobiono mizerię

Ostatnie wyniki sondaży przedwyborczych zanotowały gwałtowny spadek w nich szans Magdaleny Ogórek. Warto więc zastanowić się nad przyczynami tego zjawiska tym bardziej, że początkowo piękna Magdalena wywołała żywe zainteresowanie elektoratu, a unikanie przez nią mediów tak zirytowało środowisko dziennikarskie, że była ona w pierwszej fazie kampanii ciągle obecna w mediach i w ten sposób szybko stała się osobą powszechnie rozpoznawalną.

Trafnie ujął to znany dziennikarz TVN Krzysztof Skórzyński: „Unikanie mediów to konsekwentny plan przygotowany przez sztab kandydatki. Najpierw mógł intrygować, potem irytował, a dziś rodzi pytanie czy nie ma on przypadkiem na celu „przykrycia” braku prezydenckich kwalifikacji kandydatki.”

Te same media, które początkowo były zaintrygowane kandydatką SLD, prawie natychmiast przystąpiły do wyśmiewania jej pomysłów programowych.

Na początku swej kampanii Magdalena Ogórek poruszyła dwa – w moim przekonaniu – istotne tematy, które chciałaby aby były w Polsce realizowane.

Pomysł „napisania prawa od nowa….” został natychmiast zmanipulowany i wykpiony, albowiem prześmiewcy cytowali tylko urywek wypowiedzi M. Ogórek wypaczając jej sens. Tymczasem przypadki działania złego prawa w Polsce są codziennością i kończą się często tragicznie, o czym świadczą ostatnie zamieszki w Legionowie spowodowane śmiercią 19 latka.

Co zabiło tego chłopaka? Połkniecie zawiniątka z marihuaną, policjant usiłujący wydobyć z gardła dowód przestępstwa, czy też nieprecyzyjne prawo stosowane w tym przypadku? 460 posłów od kilku lat nie potrafi zdefiniować, co oznacza „niewielka ilość”. Czy to gram, popularnej „maryśki” czy to 5 a może 100 gramów. Brak jednoznacznej definicji powoduje u złapanego z niewielką ilością narkotyków odruchy jak u owego 19 latka z Legionowa.

To prawodawcy są winni śmierci tego chłopaka, to oni powodują łamanie karier wielu młodych ludzi często skazywanych przez sądy za to, że od czasu do czasu lubią sobie zapalić „skręta”. To tylko jeden – wcale nie najważniejszy – przykład złego prawa w Polsce i dowolnej jego interpretacji.

Drugim wyśmianym przez media tematem podjętym przez Magdalenę Ogórek było tworzenie na wzór amerykański Gwardii Narodowej. Pomysł uznano za głupi, a tymczasem kilka tygodni później doradca prezydenta gen. Pacek spotkał się z młodzieżą i oświadczył, że ministerstwo wspierać będzie ponad 100 organizacji paramilitarnych. W tym samym czasie”New York Times” informował, że szef MON Tomasz Siemoniak rozważa możliwość utworzenia Sił Obrony Terytorialnej z członków paramilitarnych stowarzyszeń i innych wolontariuszy na wzór Gwardii Narodowej w Stanach Zjednoczonych.

Jak w tym kontekście można skomentować „śmichy-chichy” polityków i przychylnych im mediów? Mnie kojarzą się one ze słowami Horodniczego z „Rewizora” Gogola: „Z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie !!!”

*

Drugie źródło niepowodzeń kampanii wyborczej Magdaleny Ogórek znajduje się w samym SLD. Partia skąpi pieniędzy na ten cel. Podobno w ciągu kilku tygodni fundusz na kampanię stopniał z 2 mln zł do niespełna 0,5 mln zł, choć Leszek Miller obiecał 3 mln zł. Podobno rozważano w centrali SLD wycofanie poparcia jej kandydatury. Władze SLD uznały jednak, że wymiana kandydata lub też całkowite wycofanie się partii z wyborów miałoby katastrofalne skutki polityczne.

Jeden ze znanych socjologów tak skomentował zachowanie kierownictwa SLD: „Sojusz prawdopodobnie, mówiąc kolokwialnie, odpuścił kampanię prezydencką i szykuje się po prostu do wyborów parlamentarnych jesienią, czyli do tych najważniejszych wyborów. A pani Ogórek jest po prostu kandydatem, z którym robi się zdjęcie, co w sensie krótkiej historii polskiego marketingu politycznego zakrawa na ironię. Bo tak jak kiedyś robiono zdjęcie z Wałęsą, co gwarantowało zwycięstwo, tak teraz robi się zdjęcie z panią Ogórek, myślę o wierchuszce SLD. Jednak zdjęcie z panią Ogórek oznacza zdjęcie z panią Ogórek i nic więcej.”

Zgadzam się z tą opinią i .. żal mi pięknej Magdy Ogórek, z której perfidni politycy zrobili niestrawną mizerię.

Zbigniew Noska

Oni już tacy są

Jakoś zawsze tak wychodzi, że jak jest afera w PO, to znajdzie się w mediach dla „równowagi” afera w PiS-ie. I odwrotnie.

Ledwie pojawiła się informacja o postawieniu zarzutów prezydentowi Gdańska, natychmiast wypłynęły „przekręty” senatora Biereckiego z PiS. Gdy „Gazeta Wyborcza” opublikowała fragmenty zeznań kelnerów ( tych od afery taśmowej) wiążących ich mocodawcę z PiS-em, natychmiast na szerokie medialne wody wypłynęła łapówka, jaką pewien działacz PO jednego z powiatów Mazowsza przyjął od żydowskiego biznesmena. I tak ciągle. I tak bez końca.

Choć mam sceptyczny stosunek do medialnych afer, które na ogół przegrywają z sądową weryfikacją, do dwóch z nich chciałbym się jednak odnieść.
*
Sześć zarzutów postawiła prokuratura prezydentowi Gdańska. Chodzi o śledztwo w sprawie oświadczeń majątkowych Pawła Adamowicza. Prokuratura Apelacyjna z Poznania zarzuca prezydentowi Gdańska, że podał nieprawdziwe dane w oświadczeniach majątkowych. Grozi za to do 3 lat więzienia. W latach 2010-2012 prezydent nie wpisał do swoich oświadczeń części nieruchomości.

Paweł Adamowicz od początku śledztwa zapewniał, że jest niewinny i że jego oświadczenia majątkowe są prawdziwe. „Jak już w przeszłości wielokrotnie mówiłem – napisał w swoim wyjaśnieniu dla mediów – pomyliłem się, a później powieliłem błąd w paru kolejnych oświadczeniach. Pomyłka miała charakter mechaniczny i popełniłem ją całkowicie nieświadomie. Gdy sam zorientowałem się o pomyłce, błąd skorygowałem i w kolejnych oświadczeniach podawałem uzupełniony stan majątkowy”. W tej sytuacji – jak pisze Daniel Passent – „wszystko, co o nim mówimy i piszemy, powinno być obwarowane zastrzeżeniem „jeżeli” – jeżeli prawdziwa jest choć część postawionych mu zarzutów prokuratury, to prezydent Gdańska i Platforma Obywatelska mają problem”.

Owo „jeżeli”, jest o tyle konieczne, że – jak wskazuje przykład Jacka Karnowskiego prezydenta pobliskiego Sopotu – zarzuty mogą być bezpodstawne i stanowić próbę wykończenia człowieka. Zwłaszcza że działalność prokuratury w Polsce budzi wiele zastrzeżeń, o czym wielokrotnie pisali moi koledzy na łamach TN.

Mimo to mam wątpliwości, czy niedoszacowanie dochodów z funduszu inwestycyjnego, zapomniane mieszkanie, nieścisłości w sprawie dochodów z wynajmu -wszystko to da się wytłumaczyć odruchem mechanicznym? Czyżby to była tylko beztroska i nonszalancja prezydenta Gdańska?

Nie potrafię policzyć, ile razy spotkałam się z sytuacją, że kasjerka w sklepie źle wydała mi resztę. Ale zawsze było to za mało. Czy to tylko zbieg okoliczności?

*

Tak zwana afera Biereckiego wygląda na znacznie poważniejszą. Senator z ramienia PiS jest twórcą słynnych SKOK-ów, spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej im. Stefczyka, której był prezesem przez 20 lat. Media od lat pisały o nieprawidłowościach w SKOK-ach, narażając się na oskarżenia, że „chcą zniszczyć niezależną, patriotyczną, rdzennie polską instytucję”. Z biegiem czasu nieprawidłowości stawały się coraz bardziej widoczne, aż w końcu raport Komisji Nadzoru Finansowego i list jej przewodniczącego do zainteresowanych instytucji ujawniły mechanizm „przekrętu”. Bierecki – zdaniem autora tego listu – wyprowadził z kas do spółki, której jest wspólnikiem, jakąś niebotyczną kwotę.

Defraudacja ogromnego pieniędzy ze SKOK-ów przez założyciela tychże uderza w media „niepokornych” i PiS. Wszak Bierecki jest faktycznym właścicielem Tygodnika „wSieci” braci Karnowskich oraz ich portalu „wPolityce”. Także kampanie wyborcze PiS organizowane są przez SKOK-i. Kasy Stefczyka to swoiste państwo w państwie pisowskim, dlatego senatora z taką zaciekłością bronią prawicowe media. Jacek Karnowski, naczelny „wSieci” w swoim artykule apeluje do PiS: „Obóz musi ( ) bronić swoich żołnierzy i oficerów, tak ordynarnie niszczonych i tak kłamliwie atakowanych. To warunek jakiegokolwiek sensownego sukcesu”.

*

Obaj bohaterowie mojego felietonu zastali zawieszeni przez swoje partie, które toczą teraz z sobą jałową dyskusję na temat, kto jest bardziej winien i która partia ma wyższe standardy moralne. Opinia publiczna natomiast traktuje owe medialne afery jako pewną normę ostatnich lat. „Tak już jest, oni tacy są” – mówią ludzie na ulicach i wzruszają ramionami. Spływa to po nich.

Po mnie nie spływa.

Zbigniew Noska
www.noska.pl

Koniec Palikota?

Na lewicy lament. Rozsypał się „Twój Ruch” Janusza Palikota, a Miller ubezwłasnowolniony podobno przez zabetonowany aparat partyjny zapowiada rychłe odejście. Ogórek w dalszym ciągu nie odzywa się do mediów i nie może przekroczyć dziesięciu procent sondażowego poparcia, co nie przysparza SLD nowego elektoratu, a cieszy PiS, bo te osiem procent pięknej Magdaleny może doprowadzić do drugiej tury.

W minionym tygodniu Janusz Palikot rozwiązał klub poselski „Twój Ruch”. – Postanowiłem przerwać ten śmieszny, trywialny i żenujący spektakl, który odbywa się w Sejmie z udziałem posłów byłego klubu już „Twojego Ruchu” – tłumaczył, dodając, że chodzi o paraliżowanie jego kampanii wyborczej. I zapowiedział powstanie koła „Ruchu Palikota”, co (jego zdaniem) oznacza powrót do korzeni jego sukcesu sprzed czterech lat

Bezpośrednią przyczyną tej desperackiej decyzji było odejście z partii Andrzeja Rozenka wraz z grupą kilku posłów oraz 60 działaczami warszawskich struktur. Powód konfliktu obaj tłumaczą inaczej. Według Andrzeja Rozenka było nim niepłacenie składek na ZUS przez pracowników klubu poselskiego. Podobno zaległości wynosiły aż 170 tys. zł. Palikot opublikował dokumenty, które w jego opinii nie potwierdzają wersji Rozenka, równocześnie oskarżając go o konszachty z PO, do której były zastępca Urbana w tygodniku „Nie” rzekomo zgłosił akces.

W SLD natomiast trwa walka o władzę. Powodem konfliktu między Millerem a jego oponentami jest kampania Magdaleny Ogórek, na którą kierownictwo SLD przeznaczyło zaledwie milion złotych. To jest dziesięć razy mniej niż krezusi z Platformy i PiS na swoich faworytów.

Być może spór o pieniądze powiązany jest z twittem Leszka Millera, który niespodziewanie pojawił się kilka dni temu. Brzmi on niejednoznacznie: „Trzeba jak najszybciej wybrać nowego przewodniczącego SLD”. Oznaczać to może, że w partii rządzi dziś już zupełnie inna ekipa, a matuzalemowi polskiej lewicy dano szansę na honorowe odejście z polityki.

„W trakcie przeprawy nie wyprzęga się koni, a taki ogier jak Miller miałby odejść w tak wrażliwej dla partii chwili?” zastanawia się jeden z lewicowych blogerów. Ja tych wątpliwości nie mam. Miller już dawno powinien pójść na polityczną emeryturę.

*

„Andrzeju! Oddaj mandat! Jeśli jesteś człowiekiem honoru” -zaapelował „u Olejnik” Janusz Palikot, który w minionym tygodniu aż dwa razy gościł w „Kropce nad i”.

Niewiele jest kwestii w polityce, które mogłyby mnie bardziej zadziwić. Polscy politycy i honor to dwie wykluczające się rzeczy. U Palikota występuje również jego niedobór. Zmienność jego poglądów jest podobna do aury, jaka towarzyszy mi na wczasach zdrowotnych na Kaszubach, skąd piszę ten felieton.

Konserwatywny przedsiębiorca wydający pisemko dotyczące „zakazu pedałowania”, religijny prawicowiec wspomagający się Bogiem w poselskiej przysiędze nagle staje się antyklerykałem i promotorem wartości, które sam wcześniej zwalczał. Na takie właśnie działanie nabrało się ponad milion wyborców, pomagając tej formacji wejść do Sejmu. Tu Palikot wykonywał podobne łamańce. Gdy okazało się, że polityka antyklerykalna przynosi coraz mniejsze efekty, dokonał kolejnego zwrotu – w kierunku liberalizmu. Stąd poparcie dla ustawy o wieku emerytalnego oraz peany na cześć rządu premier Kopacz i wiele innych kardynalnych wręcz błędów. Wszystko to spowodowało odpływ polityków zawiedzionych postawą swego szefa. Politycy bowiem zamiast honoru wolą mieć poselskie uposażenie, bo nie są tak bogaci jak Palikot. A jeść trzeba.

Czy wydarzenia minionego tygodnia oznaczają koniec politycznej kariery Janusza Palikota?

Jak każdy kot Palikot posiada umiejętność spadania na cztery łapy.

Może teraz też mu się uda, bo w polityce „wszystko jest możliwe”.

Zbigniew Noska

www.noska.pl

 

Umierać za Ukrainę?

Tylko ktoś, kto zasypiał na lekcjach historii, nie dostrzeże dziś analogii między Rosją Putina a Niemcami Hitlera. Od Zachodu w tym także od nas zależy, czy uda się wybić Rosjanom z głowy ich imperialne aspiracje zanim kolejna wojna nie zniszczy ludzkiej cywilizacji.

Zastanawia mnie dlaczego ta prosta i oczywista prawda nie trafia do wielu moich rodaków. Skąd biorą się obrońcy polityki Putina i ludzie zafascynowani jego charyzmą?

Trzeba przyznać, że Rosjanie potrafią robić propagandę po mistrzowsku i skutecznie bełtać w niektórych polskich głowach.

Niedawno ruszyła polska wersja portalu Sputniknews. Agencja ta – jak można przeczytać na jej stronie – pojawiła się 10 listopada 2014 r., jest dostępna w 30 wersjach językowych i „opowiada to, o czym inni milczą”.

Agencja Sputnik, jako część rządowego rosyjskiego projektu multimedialnego, jest kontrolowana przez kremlowską agencję informacyjną „Rossija Siewodnia”, która powstała w grudniu 2013 r. na mocy decyzji prezydenta Władimira Putina. Wchłonęła m. in. agencję RIA Nowosti, telewizję Russia Today i rozgłośnię radiową „Głos Rosji”. Celem tej reorganizacji było „podwyższenie poziomu efektywności państwowych środków masowego przekazu”. Szefem został Dmitrij Kisieliow, dziennikarz telewizyjny, któremu rok temu jego europejscy koledzy przyznali „Oskara” za szerzenie kłamstw na temat wydarzeń w Kijowie.

Agencja Sputniknews nadaje codzienny godzinny serwis na falach radia Hobby z Legionowa pod Warszawą. Jej właściciel tłumaczy się, że współpraca z nią wynika z umowy zawartej przez radio na sprzedaż czasu antenowego i była zawarta w zupełnie innej sytuacji politycznej. Mówi: „nie możemy jej zerwać, podobnie jak Polska nie może zerwać umów np. na dostawy gazu z Rosji. (…) Po prostu nie stać nas na taki krok”.

Z lektury artykułów zamieszczonych na portalu Sputniknews. dowiedzieć się również można, o w istnieniu w Polsce partii ( na szczęście kanapowych) które w obawie przed „łamaniem standardów demokratycznych w naszym kraju” utożsamiają się z polityką Putina podkreślając „zbieżność interesów Polski i Rosji”. Czy nie jest to szczyt politycznej obłudy?

W tym kontekście trudno nie zgodzić się z opinią ministra Schetyny, który uważa, że „rosyjska propaganda jest wyzwaniem dla naszej polityki (…)Jestem zwolennikiem twardej, solidarnej reakcji wszystkich krajów Unii Europejskiej w tej sprawie”.

Schetyna ma rację, ale zanim UE coś postanowi i uzgodni minie sporo czasu. Dlatego już dziś potrzebna jest choćby tylko diagnoza – próba odpowiedzi na pytanie: Dlaczego tak wielu Polaków ulega wpływom prorosyjskiej propagandy?

Moim zdaniem są przynajmniej trzy przyczyny tego zjawiska. Pierwsza najpowszechniejsza ma charakter ekonomiczny. Sankcje gospodarcze wobec Rosji dotykają wielu rolników i przedsiębiorców, którzy stracili możliwość sprzedaży na rynku rosyjskim, ponosząc w ten sposób wymierne straty ekonomiczne. To oni najczęściej psioczą dziś na polityków polskich, którzy jeździli na Majdan solidaryzując się z Ukraińcami w ich walce o zmiany w ich kraju.

Antyukraińskie nastroje można także zaobserwować wśród Polaków wywodzących swe korzenie z kresów. W ich rodzinnej tradycji żywe są ciągle wspomnienia rzezi wołyńskiej i innych polsko – ukraińskich historycznych ran. Trzecią grupę stanowią wszyscy ci, którzy ulegli przed laty prosowieckiej indoktrynacji i przez ostatnie ćwierćwiecze nie potrafili się z niej wyzwolić. Dotyczy to zwłaszcza ludzi starszych o lewicowych poglądach.

*

„Co nas obchodzi Ukraina?”, „Dlaczego mamy odczuwać skutki rosyjskiej agresji na Krym czy Donieck?” piszą zindoktrynowani przez rosyjską propagandę internauci na polskich i polskojęzycznych portalach. No właśnie. Dlaczego?

W 1939 roku Francuzi ukryci za linią Maginota powtarzali za goebelsowską propagandą: „Nie będziemy umierać za Gdańsk” Dziś wiemy, że gdyby wówczas wypełnili swe sojusznicze zobowiązania, to wojna skończyłaby się w październiku 1939 roku.

Proponuję na koniec uruchomić nieco wyobraźnię i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie. Jak wyglądałaby dziś Polska i w którym miejscu byłaby, gdyby wówczas Francuzi i Anglicy ruszyli tyłki?

Zbigniew Noska

www.noska.pl