Kres „złotych chłopców”

Rozsypał się rząd Beaty Szydło. Zaledwie po dziesięciu miesiącach urzędowania okazało się, że (według opinii prezesa) zamiast pracować, balował. Czystka rozpoczęła się na początku minionego tygodnia od dymisji ministra skarbu Dawida Jackowskiego. W piątek rano w polskim radiu premier zapowiedziała kolejne zmiany. Jakie? W chwili, gdy piszę ten tekst, jeszcze nie wiadomo. Nikt nie ma też pewności, czy szczegóły czystki kadrowej znane są samej Beacie Szydło. Wszak nie ona podejmuje takie decyzje.

Tylko dwie zmiany miałyby – moim zdaniem – istotne znaczenie dla Polski. Obie bardzo pożądane, ale mało prawdopodobne Jedna to objęcie funkcji premiera przez Jarosława Kaczyńskiego, co powiązałoby rzeczywisty ośrodek władzy z konstytucyjnymi instytucjami demokratycznego państwa. Druga to dymisja Antoniego Macierewicza, co zapowiadałoby zmianę priorytetów rządu – odejście od ideologii smoleńskiej na rzecz gospodarki.

O wiele bardziej interesującym od pytania: kto kogo na jakim ministerialnym stołku zastąpi, jest pytanie o przyczyny dość niespodziewanej dekompozycji rządu.

Powodem są finanse państwa i niekorzystne trendy w gospodarce. Pisałem o tym wielokrotnie, dlatego wspomnę tylko o jednym. 9 mld zł wyparowało z wartości rynkowej spółek skarbu państwa w kilku ostatnich miesiącach. Są to (zdaniem nie tylko opozycji, ale także mediów sprzyjających rządowi) skutki inwazji „złotych chłopców” z PiS na intratne posady w zarządach tych spółek.

Nagłośniona przez media błyskotliwa kariera Bartłomieja Misiewicza sprawiła, że również uwaga opinii publicznej skupiła się na polityce kadrowej PiS. Odpowiedzialny za nią był minister Dawid Jackiewicz. Nominacje w spółkach dla ludzi kojarzonych bezpośrednio z nim oraz z jego przyjacielem Adamem Hofmanem doprowadziły niemal do otwartej wojny także w samej partii.

To, że Jackiewicz miał rozdawać posady, było jasne od początku. Po to został ministrem. To, że rozdawał je „pisowcom”, to też nic dziwnego. A komu miał je dawać? PiS nie robił z tego tajemnicy, że uprawia politykę kadrową, którą przed laty Jarosław Kaczyński określił wymownym skrótem TKM (Teraz K…a My). Dlaczego więc Jackiewicz został zdymisjonowany? Bo dawał nie tym „swoim”, którym powinien i nie wszystkie zmiany konsultował z prezesem.

*

Prezes zapowiedział czystkę w rządzie już kilkanaście dni temu. Dawid Jackiewicz stał się jej pierwszą ofiarą. Za chwilę poznamy następne. Kolejnym krokiem są działania CBA i masowe kontrole. Finałem ma być wymiana ludzi w spółkach oraz postawienie przed oblicze wymiaru sprawiedliwości tych, którzy dopuścili się ewentualnych nadużyć.

Przekaz z siedziby PiS na Nowogrodzkiej jest prosty. Całą winę za bałagan w spółkach skarbu państwa ponoszą Jackiewicz i Hofman, którzy obsadzili kluczowe spółki państwowe swoich „złotymi chłopcami”, by robić milionowe interesy.

Cała ta operacja zakończy się kolejną wymianą kadr, a Jarosław Kaczyński jak przed laty I sekretarz PZPR ten najazd na spółki „złotych chłopców” określi mianem minionego okresu błędów i wypaczeń. I kontredans wokół stołków rozpocznie się od nowa.

Swoistym papierkiem lakmusowym intencji prezesa będzie to, jak potraktuje swoich rodzinnych „złotych chłopców”. Zobaczymy czy ofiarami czystek padną bracia cioteczni Kaczyńskiego Jan Maria Tomaszewski (doradca zarządu TVP z pensją 20.000zł). Konrad Tomaszewski (dyrektor generalny Lasów Państwowych) czy Grzegorz Tomaszewski ( prezes pisowskiej spółki Forum). Przekonamy się także, czy czystka obejmie Janinę Gross znajomą matki Kaczyńskiego ( to ta od pożyczki) oraz kilkanaście innych osób rodzinnie lub towarzysko powiązanych z prezesem.

*

Od lat PiS przekonywało, że jak dojdzie do władzy, to odkryje i ujawni całą „porażającą” wiedzę na ten temat nepotyzmu i korupcji III Rzeczypospolitej. Tymczasem po dziesięciu miesiącach rządów trzeba było oczyścić własną stajnię ze „złotych chłopców”, którym ośmiorniczki nie wystarczyły. Chcieli od razu posmakować kawioru.

Zbigniew Noska

Milczenie Pierwszej Damy

Agata Kornhauser Duda zachowuje się zupełnie inaczej niż jej poprzedniczki. Milczy i …. znika. Znika i milczy, co za każdym razem wywołuje fale domysłów i spekulacji. Kilkanaście dni temu nie pojawiła się na premierze „Smoleńska”, którego głównym celem jest rozpropagowanie tezy o zamachu. W tym czasie wybrała się z córką Kingą na „Śmietankę towarzyską” Woody’ego Allena. Czyż mogła się bardziej aluzyjnie wypowiedzieć? – skomentowali to dziennikarze usiłujący rozszyfrować poglądy pierwszej damy.

Agata Duda to – jak twierdzą jej tajemnicza, bo ukrywająca się pod pseudonimem biografka oraz Małgorzata Niemczyńska autorka obszernego artykułu w „Gazecie Wyborczej” to typowa ukochana córeczka swojego tatusia, będąca pod silnym jego wpływem. Dzisiejsza prezydentowa została nawet bohaterką wierszy ojca zawartych w tomie „Tyle rzeczy niezwykłych. Wiersze dla Agatki.” z roku 1981.

Istotnie, Julian Kornhauser syn krakowskiego Żyda więźnia obozu w Dachau to postać nietuzinkowa: poeta, prozaik, krytyk literacki, znawca i tłumacz literatury serbskiej i chorwackiej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Liberał i lewicowiec internowany w 1981 roku związany był z Unią Wolności. Od początku lat 90 – tych podkreślając swe żydowskie korzenie, zaangażował się między innymi w wyjaśnienie pogromu żydowskiego w Kielcach.

O tym, że Agata Duda ma poglądy zbliżone do ojca, zdają się świadczyć nie tylko zapewnienia jej brata, ale także … świece zapalone w pałacu prezydenckim z okazji święta Chanuki, co bardzo nie spodobało się między innymi ojcu Rydzykowi.

O opiniach dominujących w domu Kornhauserów sporo mówią wypowiedzi Jakuba, brata Pierwszej Damy. – Nie rozumiem wyznawców PiS. Widziałem ludzi, którzy całowali dudabusa – mówił w wywiadzie dla “Gazety Wyborczej”. Dodał też, że nie zdziwi się, jeśli jego szwagier stanie przed Trybunałem Stanu. Także jego ojciec, od lat ciężko schorowany, zabrał głos w sprawie działań PiS. Podpisał list do Piotra Glińskiego, w którym ludzie kultury protestują przeciw zwolnieniu szefa Instytutu Książki.

*

– Moja żona jest osobą bardzo niezależną – mówił Andrzej Duda „Super Expressowi” – Proszę zauważyć, że ona od początku, jeszcze jak prowadziłem kampanię, nie zabierała głosu w sprawach politycznych. – Rolą pierwszej damy – dodał – nie jest robienie polityki, bo to rola męża. Pierwsza dama jest osobą, która powinna się starać świadczyć dobro. I moja żona to robi.

Tylko jeden raz zdarzyło się Pierwszej Damie złamać tę zasadę. Na jednym z przedwyborczych spotkań zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego powiedziała:

– Nasi oponenci cały czas się zastanawiają, kto stoi za Andrzejem Dudą. I bardzo obawiają się pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, że to on właśnie stoi za moim mężem. Nie wiem, dlaczego są tacy strachliwi. No, z całym szacunkiem, panie prezesie, ja się pana nie boję. Natomiast jedno jest pewne. Niezależnie od wyniku wyborów i niezależnie od tych wszystkich ataków, to powiem państwu jedno: za Andrzejem stoję ja i moja córka. I tego nic nie zmieni!

*

Jak wobec przedstawionych tu faktów i wątpliwości oceniać zachowanie prezydentowej? Jest w wielu Polakach gwałtowna potrzeba dobra. Dlatego milczenie Pierwszej Damy odbierane jest przez niektórych jako osobisty sprzeciw wobec zła, tworzonego m.in. przez jej męża.

Martin Luther King powiedział kiedyś: „kiedy przechodzisz obojętnie wobec zła to tak, jakbyś sam je czynił”. Dlatego nie łudzę się, że milczenie Pierwszej Damy jest formą protestu przeciwko rządzącym.

Zbigniew Noska

Program10+

Najmłodszym (choć nie wszystkim) Polakom rząd zafundował program 500+. Najstarszych usiłuje przekupić podwyżkami, które na zasadzie analogii nazwałem 10+.

Kilka dni temu Minister Rafalska zapowiedziała zmiany w wysokości rent i emerytur. Za dwa lata waloryzacja mieszana ma zastąpić procentową. Chodzi o to, by skończyć ze śmiesznymi, kilkuzłotowymi podwyżkami. Od 2018 roku świadczenia miałyby rosnąć według obecnego wzoru – zakłada on wzrost o wskaźnik inflacji plus 20 proc. realnego zwiększenia płac – ale podwyżka ta nie mogłaby być mniejsza niż 10 zł miesięcznie. Co roku wysokość takiej minimalnej kwoty miałaby być negocjowana w Radzie Dialogu Społecznego.

Celem nowego rozwiązania jest zagwarantowanie, by nie było już kilkuzłotowych podwyżek najniższych świadczeń. Pojawiły się one w ostatnich latach, gdy inflacja zamieniła się w deflację. Minimalną kwotą 10 zł zostaną objęci tylko ci emeryci i renciści, których świadczenia nie przewyższają kwoty 1369 zł.

Ile renciści i emeryci skorzystają na tym w praktyce? Jak wynika z prognoz waloryzacja wyniesie w przyszłym roku 0,88 proc. A to oznacza, że najniższa emerytura wzrośnie o 7 zł. Gdyby program 10+ działał już za rok, wówczas podwyżka najniższej emerytury wyniosłaby 10 zł. A więc 3 złotych więcej. To kpina.

Natomiast rząd nie żałuje pieniędzy dla pracujących najgorzej i najkrócej. Minister Rafalska zapowiedziała, że od marca przyszłego roku, „wysokość najniższej emerytury z obecnej kwoty 882,56 zostanie podniesiona do 1000 zł. Renta socjalna z 741,35 zł do kwoty 840 zł, a renty z tytułu częściowej niezdolności pracy z 676,75 do kwoty 750 zł”.

Zmiany te obejmą także rolników – co uznać należy za trafną decyzję. Również w KRUS wysokość najniższej emerytury i renty wyniesie 1000 złotych. Zgodnie z założeniami rządu w KRUS zostanie wprowadzony mechanizm waloryzacji analogiczny jak obowiązuje w systemie powszechnym.

*

Nowy pomysł będzie dotkliwy dla finansów publicznych. W ZUS, KRUS i systemie służb mundurowych jest łącznie prawie 9 mln emerytów i rencistów. Podwyżki dla nich wyliczane według nowego wzoru podbijają roczne wydatki budżetu o co najmniej miliard złotych. Natomiast wydatki na 2017 głównie z tytułu kosztów podwyżek najniższych rent i emerytur wyniosą 2 mld 600 mln zł.

Za dobre serce rządu zapłacą więc podatnicy ciężko pracujący i w miarę dobrze zarabiający. Jak każdy populistyczno – socjalny rząd ekipa Beaty Szydło bawi się w Janosika. Ciekawe jak wobec kolejnych obciążeń budżetu zrealizowana zostanie obietnica PiS o powrocie do „starego” wieku emerytalnego.( 60 dla kobiet i 65 dla mężczyzn). Decyzja taka oznaczałaby odejście z czynnego życia zawodowego blisko półtora miliona ludzi (ok. 10 proc zatrudnionych). Polski podatnik juz temu nie podoła, więc kto za to zapłaci?

Zbigniew Noska

Ideologia chamstwa

„W ramach dobrej zmiany wróciliśmy do Jedwabnego, a stodoły zastąpiono tramwajami”. Ta opinia jednego z internautów może nazbyt brutalnie, ale trafnie oddaje moje oburzenie pobiciem profesora Jerzego Kochanowskiego w warszawskim tramwaju tylko dlatego, że rozmawiał ze swoim niemieckim kolegą po niemiecku. Profesor Kochanowski to nie pierwsza i zapewne nie ostatnia ofiara polskich „nazioli”. Kilka dni temu jeden taki skompromitował Piłę swym antysemickim i ksenofobicznym wpisem w Internecie zawierającym groźby pod adresem konkretnych osób.

Od miesięcy media informują o napaściach na ludzi o ciemnej karnacji skóry, o odmiennym od naszego języku. Łatwo zobojętnieć na takie medialne doniesienia, zwłaszcza, gdy jest ich dużo. Tymczasem jutro to może być każdy z nas. Jakiś inny ksenofobiczny cham może na nas napaść, ponieważ nie podoba mu się jak rozmawiamy, jak wyglądamy, jak się ubieramy.

*

Ryba psuje się od głowy. Prezes wszystkich prezesów powiedział nie tak dawno:

– Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi (uchodźców), mogą tutaj (to znaczy w Polsce) być groźne. Gdy dziennikarka BBC zapytała ministra Szałamachę, czy on uważa, że uchodźcy przenoszą pasożyty i pierwotniaki, usłyszała:

– Nie wiem. Musiałbym spytać specjalisty; ale uzasadnione jest takie pytanie, gdyż obowiązkiem władzy jest dbanie o zdrowie ludności, to oczywiste.

– Ale przecież tak się nie mówi o ludziach. To jest poniżające – zareagowała dziennikarka. Minister miał zdziwioną twarz, myślał zapewne, że znów mu wciskają tę lewacką poprawność polityczną.

*

Obyczaje psują nie tylko nieobyczajnie zachowujący się politycy, ale przede wszystkim ci, którzy dają na to przyzwolenie. Pamiętam jak kilkanaście lat temu byłem zszokowany, gdy widziałem w telewizji, jak jakaś babcia pod Jasną Górą tłukła parasolką po głowie reportera TVN. Wyzywała go przy tym od pachołków, szatanów, kłamców. Dotąd bowiem co bardziej krewkie babcie ograniczały swą aktywność do zwracania uwagi młodzieńcom, gdy nie ustępowali starszym miejsca w tramwaju lub dzieciom, gdy papierki rzucały obok kosza na śmieci. Ale żeby tłuc kogokolwiek parasolką pod kościołem? To mi się wtedy w głowie nie mieściło. Tymczasem najróżniejsi politycy nie mieli problemu, by zachowanie babci uzasadnić. I dlatego dziś już mnie to nie dziwi tym bardziej, że takie reakcje stały się normą zachowań zwłaszcza zwolenniczek pewnego radia.

Skoro więc babcia może tłuc parasolką reporterów telewizyjnych, skoro ważny ksiądz może wyzywać żonę prezydenta od czarownic, skoro kibice mogę wywieszać na stadionach transparenty z groźbami wobec znanej dziennikarki, to dlaczego pasażerowie jakiegoś tramwaju nie mieliby prawa pobić mówiącego po niemiecku profesora?

*

Kiedy po przejęciu przez PiS władzy powiedziałem na pewnym towarzyskim spotkaniu, że obawiam się inwazji chamstwa i nienawiści w życiu publicznym, zostałam skrytykowany nawet przez własną córkę. Dziś chamstwo jest w cenie, a prawo w serdecznym poważaniu. Niedawno wszyscy się bulwersowali Sikorskim i ośmiorniczkami za 40 zl, dziś nie dziwi polityczna i finansowa kariera niedouczonego 26 latka. Wczoraj przeszkadzał zegarek Nowaka, dziś Pawłowicz potrafi przez pół roku wyjechać 54 tys. zl. taksówkami na koszt podatnika i wszystko jest ok. W mediach, na ulicach, na forach internetowych wylewa się hejt i taki poziom chamstwa, że po prostu dech zapiera. Podczas, kiedy za granicą pytają: Polacy, co się z wami stało? Z Polski dobiega głos: Wstaliśmy z kolan. Jesteśmy wielkim narodem ze wspaniałą historią.

*

Kiedyś, jak jeszcze ludzi w Polsce obowiązywała poprawność polityczna, to „naziol” może by się i wewnętrznie wkurzył na szwabską mowę w polskim tramwaju, ale przylać by nie przylał, bo jeszcze wiedział, że tego się nie robi. Teraz uwolniony przez najwyższe władze z okowów konwenansu, może już lać jak mu jego szczere i proste serce podpowiada.

Chamstwo podniesione do rangi ideologii owocuje.

Zbigniew Noska

Smoleńskie odszkodowania

Do 10 kwietnia 2013 roku Skarb Państwa wypłacił rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej odszkodowania, których łączna wysokość osiągnęła poziom 67,5 mln złotych.

Skarb Państwa reprezentowany wtedy przez Piotra Rodkiewicza, pełniącego obowiązki prezesa Prokuratorii Generalnej podpisał ugody z 270 członkami rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Każdy z uprawnionych do otrzymania świadczenia (wyłącznie rodzice, współmałżonek oraz dzieci) otrzymał tyle samo – po 250 tys. zł. Na wypłatę pieniędzy państwo miało 30 dni od podpisania ugody. Bliscy mieli trzy lata na zgłoszenie się po zadośćuczynienie licząc od dnia, w którym dowiedzieli się o katastrofie. Państwo uznało, że stało się to w dniu tragedii, a okres trzech lat był wystarczający i powszechnie znany.

– Co jeśli ktoś zgłosi się po 10 kwietnia 2013 roku? zapytała na kilka dni przed upływem terminu Anna Dąbrowska dziennikarka Polityki

– Ministerstwo Obrony odpowiedzialne za podejmowanie decyzji w tej sprawie nie będzie miało podstaw do uznania tego roszczenia, ale poszkodowani będą mogli jeszcze pozwać Skarb Państwa do sądu. Roszczenie stanie się jednak moim zdaniem przedawnione i sąd w przypadku zgłoszenia takiego zarzutu będzie musiał go uwzględnić i powództwo oddalić – odpowiedział jej wspomniany już tu Piotr Rodkiewicz.

*

Sytuacja zmieniła się po dojściu do władzy PiS i objęciu resortu przez Antoniego Macierewicza. Od kilku miesięcy do Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście wpływają pisma krewnych ofiar katastrofy smoleńskiej. Rodziny wzywają w nich Ministerstwo Obrony Narodowej do zawarcia nowych ugód. Niektórzy z nich swe roszczenia uzasadniają pojawieniem się „nowych okoliczności w sprawie”. A tą nową okolicznością – jak twierdzi część rodzin – jest powołanie przez Antoniego Macierewicza podkomisji, która bada przebieg i przyczyny tragedii w Smoleńsku.

O sprawie napisał portal OKO.press, który wymienia nazwiska i kwoty. Z informacji zebranych przez ten portal wynika, że Magdalena Merta – wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie – wnioskuje o 2 mln zł odszkodowania. Tłumaczy, że jej mąż w chwili katastrofy „był w pełni zdrowy i aktywny”, miał 44 lata. Mógł pracować więc jeszcze co najmniej dwie dekady. Rocznie zarabiał 190 tys. zł.

Z kolei Zuzanna Kurtyka domaga się pół miliona złotych – z odsetkami od 10 kwietnia 2010 r. Wdowa po Januszu Kurtyce – byłym szefie IPN – tłumaczy m.in., iż po śmierci męża „znacznie pogorszyła się jej sytuacja życiowa”. Oprócz Zuzanny Kurtyki osobne wnioski o odszkodowanie wnieśli jej synowie – Krzysztof (chce 450 tys. zł) i Paweł (350 tys.)

Katarzyna Mikke, córka Stanisława Mikke, wiceprzewodniczącego Rady Pamięci Walk i Męczeństwa, ubiega się o pół miliona odszkodowania. Tomasz Komorowski – syn dyplomaty i wiceszefa MON Stanisława Komorowskiego – wystąpił o 1 mln zł rekompensaty.

OKO.press pisze, że „zadośćuczynienie wypłacono już bratu Bożeny Momontowicz-Łojek, przewodniczącej Federacji Rodzin Katyńskich, który uzasadniał, że „bardzo silnie odczuł śmierć siostry” z którą „wspólnie omawiali i rozważali sprawy rodzinne” i „która tworzyła rodzinną atmosferę”. Ubiegał się o 500 tys. zł. Wypłacono mu 150 tys. zł.”

Antoni Macierewicz rodzin smoleńskich w potrzebie opuszczać nie zamierza. Pełnomocnik resortu obrony podpisał kilkanaście dni temu ugody z dwoma kolejnymi osobami, które domagały się zadośćuczynienia za śmierć bliskich. Mąż zmarłej senator PiS Joanny Fetlińskiej-Włodzimierz i jej syn żądali od resortu po 750 tys. zł (państwo wypłaci im po 200 tys.).

Jak informuje portal Fakt24 MON zamierza zawrzeć porozumienia z krewnymi ofiar, którzy wcześniej nie otrzymali zadośćuczynień – rodzeństwem i wnukami zmarłych w Smoleńsku.

*

Jak skomentować tę kolejną falę roszczeń smoleńskich? Jeden z Internautów ujął to tak: „Śmierć czeka na każdego z nas, ale na niektórych czeka w bardziej sprzyjających okolicznościach.”

Zbigniew Noska