Ekshumacja i pieniądze

Polacy mają szczególny stosunek do mogił swych najbliższych. Otaczają je czcią i szacunkiem niespotykanym u innych nacji. Pierwszego listopada gremialnie odwiedzają cmentarze, aby ozdobić groby kwiatami, zapalić znicze i pomodlić się w intencji swoich zmarłych.

Na kilka dni przed Świętem Zmarłych rodziny, których bliscy zginęli w katastrofie smoleńskiej, odwiedziła Żandarmeria Wojskowa wręczając im dokumenty z informacją o ekshumacji.

Rodziny, które nie zgadzają się na taką profanację zwłok swych najbliższych, w dramatycznym apelu poprosiły o pomoc „ludzi dobrej woli”. Podpisało go 240 krewnych 17 ofiar katastrofy. Równocześnie zwróciły się one do polskich biskupów z prośbą o „obronę grobów przed zbezczeszczeniem”.

Liczono, że Episkopat postąpi w tej sprawie tak, jak Cerkiew prawosławna, która sprzeciwiła się ekshumacji abp. Mirona Chodakowskiego. Jednak biskupi milczą i milczeć będą. Odezwał się jedynie kardynał Kazimierz Nycz, który zaznaczył w RMF FM, że nie wypowiada się w tej sprawie w imieniu Episkopatu, bo „nie ma do tego prawa”.

– Wypowiadam się w swoim imieniu: duchowo i empatycznie jestem absolutnie po stronie rodzin, które mają pytania, wątpliwości, jest im przykro, że będą musieć traumę sprzed 6 lat przeżywać w pewnym sensie raz jeszcze. Rozumiem ich (…) Natomiast nie spodziewałbym się oficjalnej wypowiedzi Kościoła, ponieważ nigdy nie wypowiadaliśmy się, komentując działania prokuratury.

Ujmując to dosadniej: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.

*

Rodziny smoleńskie są w sprawie ekshumacji podzielone. Na temat jednej ze zwolenniczek poszukiwania prawdy o katastrofie smoleńskiej w grobach ofiar dotarła ostatnio do opinii publicznej szokująca wiadomość. Jak ustalił portal OKO.press, wdowa po wicepremierze Przemysławie Gosiewskim, Beata Gosiewska zabiega w MON o wypłatę kolejnych odszkodowań. Domaga się po 1,25 mln zł dla siebie i dwójki dzieci, a także po 400 tys. zł odszkodowania. To jeszcze nie wszystko. Wdowa chce również 72 tys. zł tytułem wyrównania renty oraz renty dodatkowej w wysokości 2 tys. zł miesięcznie. Łącznie blisko 5 milionów złotych.

Warto dodać, że Gosiewska z rodziną już wcześniej dostała państwowe odszkodowanie, a każde z dzieci otrzymuje rentę (łącznie 700 tys. złotych). Uzasadniając swe kolejne roszczenia, Gosiewska pisze, że przed katastrofą „całe jej życie podporządkowane było działalności męża”, zaś jego śmierć „zniweczyła wysiłki wielu lat wspólnej pracy i wyrzeczeń całej rodziny związanych z (jego) działalnością polityczną”. Wspomina także o planach kupna domu pod Warszawą, których nie udało się zrealizować przez śmierć męża. Wdowa skarży się też, że wraz z synem i córką muszą mieszkać w zaledwie 48-metrowym mieszkaniu, które jest własnością matki zmarłego.

Jako posłanka do europarlamentu, Beata Gosiewska musiała ujawnić swój majątek. Z jej oświadczenia wynika, że w 2015 r. zarobiła ok. 400 tys. zł. Na koncie posiada 1,4 mln zł.

Czy pozostałe rodzinny smoleńskie wezmą z niej przykład? Nie wiem i nie chcę tego komentować.

Zbigniew Noska

Politycy i kibole

Znalazłem ostatnio na facebooku mem, w którym wykorzystano wizerunek autentycznego szalika oficjalnie rozprowadzanego przez Legię Warszawa. Na szaliku kibole z racami w dłoniach zapewniają buńczucznie, że tu są ich trybuny i ich zasady, że żadne prawa i ustawy nie odbiorą im zabawy, choć ani to nie jest ich stadion, ani ich trybuny, a oni sami nie mają żadnych zasad.

Przypomina to zachowanie ekipy rządzącej, która przekonuje nas, że to ich kraj i żadne prawa ani trybunały nie będą jej ograniczać, choć ani nie są właścicielami Polski, ani nie mają żadnych zasad moralnych poza trafie określonym przez Kukiza dążeniem do „koryta plus”.

Jest też we wspomnianym na wstępie memie kibiców Legii memento dla piłkarskich władz – symbol UEFA z ironicznym pytaniem „jesteście pewni”?!

Wbrew przypuszczeniom kiboli UEFA nie wystraszyła ich arogancji. Oprócz 80 tysięcy euro kary zamknęła dla publiczności stadion Legii na mecz z Realem Madryt. Zamiast sławy i zysków – wstyd i straty.

Podobnie jest z władzami PiS. Pobrzękują szabelką, odgrażają się sąsiadom Polski i obrażają ich, chcą konie kraść ze stajni Unii Europejskiej, a świat ich ignoruje. Wystarczy popatrzeć, jak aktualni rządzący w Polsce są traktowani przez USA. Premier Szydło spotkała się w USA jedynie z Polonią amerykańską, prezydent Duda musiał się obejść smakiem, bo prezydent Obama nie znalazł dla niego czasu, minister Macierewicz mógł jedynie pomarzyć o spotkaniu z sekretarzem obrony USA, co przed „dobrą zmianą” było nie do pomyślenia! Ćwiczeni w łgarstwach politycy PiS odpowiadają, że nie zabiegali o spotkania. Mamy uwierzyć, że wycieczkę sobie zrobili, by piwa tamtejszego się napić? Prezydent Duda doczekał się również publicznego zbesztania przez Baracka Obamę podczas szczytu NATO (chodziło o działania PiS wobec Konstytucji RP i Trybunału Konstytucyjnego).

Wszystko to na nic. Ostatnio ( pisałem o tym tydzień temu) ekipa rządowa w sposób mało elegancki i bez podania racjonalnych powodów wycofała się z umowy na zakup śmigłowców W efekcie prawnicy Airbus Helicopters pracują nad krokami prawnymi, a prezydent Francji, Francois Hollande odłożył bezterminowo planowaną wizytę w Polsce, podobnie jak szef MON Francji, Jean- Yves Le Drian. Nie chce im się z nami gadać!

Tak wygląda pisowskie wstawanie z kolan.

*

Kibice Legii lubią powoływać się na historyczne dziedzictwo Polski i brać na sztandary jego bohaterów. Ile tak naprawdę o nich wiedzą?. Reporter jednego z portali dopytywał ich o patriotyzm i Powstanie Warszawskie, które tak często wykorzystują w swojej narracji.

Problemy zaczęły się już na początku przy pytaniu o to „kto to jest prawdziwy patriota”. – O kurde, patriota, no to jest taki koleś, który , kurde w coś wierzy, ku**a mać – pada pierwsza odpowiedź.

Nie lepiej było z pytaniem o to, dlaczego Powstanie Warszawskie jest tak ważne dla kibiców. – No bo ku**a Legia to jest klub warszawski. Dlatego ważne, bo cała Legia zawsze razem i wszyscy, którzy walczyli, walczyli za Legię, za cały kraj, za Polskę – słyszymy. Reporter próbował dać szansę łatwiejszym pytaniem i spytał o datę rozpoczęcia Powstania Warszawskiego. – Powiem szczerze, że teraz ci tego nie powiem – przyznał jak najbardziej szczerze jeden z przepytywanych. – 19… wiesz co, zapomniałem tej daty – zaciął się drugi. – 1920? – padł następny strzał.

-Może coś więcej o Akcji pod Arsenałem? – No co ja mogę powiedzieć, ciężko powiedzieć, ciężko skomentować, ciężko zrozumieć. Tak, bo jest wiele wersji, wiele historii i wiele odpowiedzi – powiedział enigmatycznie jeden z kibiców.

Felieton zakończę cytatem odpowiedzi na pytanie, „kto to był Zośka”. – To była nasza ulubiona pani, najbardziej ulubiona. Mamy herb w Wołominie, ja jestem z Kobyłki, ale w Wołominie mamy herb pani Zosi i ona tam widnieje – spuentował wyjątkowo ożywiony kibic.

Znam paru polityków prawicowych (nie tylko), którzy wiedzą daleko nie odbiegają od kibiców Legii.

Zbigniew Noska 

Widelec a sprawa polska

Za moich młodych lat mówiło się: Słoń a sprawa polska. Dziś słonia zastąpił widelec. Widelec a sprawa polska. Nie wiem czy to dobra zamiana. Słoń to coś wielkiego, zwłaszcza w sklepie z porcelaną, ale widelec?

Upolitycznił widelec Bartosz Kownacki wiceminister MON. W programie „Jeden na Jeden” był pytany o sprawę zerwanych negocjacji dotyczących zakupu śmigłowców Caracal i ich konsekwencji – braku zaproszenia polskiej delegacji na targi przemysłu zbrojeniowego Euronaval 2016. Kownacki skrytykował reakcję Paryża i stwierdził: – To są ludzie, którzy uczyli się od nas jeść widelcem parę wieków temu. Więc być może w taki sposób się teraz zachowują.

W ten sposób wiceminister nie dość, że zaognił konflikt polityczny na linii Paryż – Warszawa, to jeszcze skompromitował się niewiedzą. Historia używania sztućców na dworze francuskim jest bowiem zgoła inna, a Francuzów, podobnie jak Polaków, posługiwania się widelcem nauczyli Włosi, dokąd trafił on w X wieku z Bizancjum za sprawą księżniczki Theopanu, żony niemieckiego cesarza Ottona II.

Polski minister chciał udzielić Francji lekcji savoir-vivru. Tymczasem naraził się jedynie na śmieszność. Zaszkodził sobie, pisowskiemu rządowi (stąd reprymenda rzeczniczki) i przede wszystkim Polsce.

Polska może słono zapłacić za bufonadę Kownackiego. Jego wypowiedź wywołała wśród popleczników PiS radosny rechot i wysyp komentarzy nieprzychylnych Francuzom. Tymczasem Francja to jeden z naszych najważniejszych partnerów gospodarczych. Jest trzecim (po Niemczech i Holandii) największym inwestorem w Polsce. Jej dotychczasowe nakłady na inwestycje w naszym kraju przekroczyły poziom 100 miliardów złotych. Dotychczas siedmiu na ośmiu inwestorów z Francji było zadowolonych z wejścia do Polski, a niemal dwie trzecie przewidywało dalsze inwestycje w perspektywie kolejnych trzech lat. Dziś nastroje wśród nich nie są mniej optymistyczne.

„Po wypowiedzi ministra Kownackiego mamy dość. – napisała na swoim prywatnym profilu pewna Polka, która wraz ze swym francuskim mężem mieszka na południu naszego kraju – Wypowiedź ministra Kownackiego o tym, że Polacy nauczyli Francuzów jeść widelcem oraz komentarze do tej sprawy, jakie pojawiły się w Internecie, sprawiły, że mąż mój przestał czuć się w Polsce dobrze. Tu nie chodzi o anulowanie zamówienia na Caracale. Takie sytuacje w biznesie się zdarzają. Ale o pewien rodzaj jadowitej satysfakcji części polityków, komentatorów i internautów.”

– W przypadku Francji – twierdzi w rozmowie z INN prof. Witold Orłowski – związki rządu z wielkimi firmami są bardzo ścisłe (ministrowie i szefowie koncernów są z reguły kolegami z tych samych uczelni, tzw. grandes écoles), a wpływ rządu na decyzje wielkich firm jest znacznie większy niż w innych znaczących gospodarkach rynkowych. Ma to znaczenie choćby wtedy, gdy w grę wchodzą np. decyzje inwestycyjne. Zadrażnienie stosunków politycznych między Polską a Francją może więc prowadzić do znacznie silniejszego osłabienia relacji gospodarczych niż miałoby to miejsce w przypadku innych krajów.

*

„Widelcowa wojna” z Paryżem ma także inny – amerykański podtekst. Kiedy Polska zrzuciła jarzmo komunizmu narzucone przez ZSRR i odzyskała wolność, natychmiast władze zaczęły się rozglądać, komu dobrowolnie oddać się w opiekę. Padło na USA. Korzyści z tego nie ma, ale przyjaźń kwitnie szczególnie wtedy, gdy Amerykanie nas potrzebują. Dopiero pod koniec swojego urzędowania znalazł się jeden odważny, który spożywając ośmiorniczki wyznał, że „robimy Amerykanom laskę”. Nowy rząd kontynuuje tę tradycję. Po zerwaniu kontraktu z Francuzami natychmiast (bez przetargu) zdecydował się na zakup śmigłowców Black Hawk produkowanych w Polsce.

Tymczasem różnica pomiędzy „Jastrzębiami” z Mielca i Świdnika a tymi, w które wyposażona jest amerykańska armia, jest taka jak między szkapą a rumakiem.

Zbigniew Noska

„Rewolucja parasolek”

Tak niektórzy publicyści nazywają to, co wydarzyło się w ubiegły weekend w Polsce. Był to protest przeciwko tym, którym wcale nie chodzi o dzieci poczęte, zupełnie nie chodzi o dzieci, które już na świat przyszły, a jedyną zwierzyną, którą sobie wzięli na cel, są kobiety w wieku rozrodczym. To fundamentaliści religijni, którzy postanowili wykorzystać przychylny dla ich pomysłów układ sił politycznych w sejmie i wnieśli poparty podpisami zebranymi pod kościołami projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji.

Zamysłem tej ustawy zabraniającej usuwania ciąży z gwałtów, ciąży patologicznej, zagrażającej bezpośrednio życiu kobiety było ubezwłasnowolnienie kobiet, odebranie im praw do decyzji o swoim życiu intymnym, rozrodczości, macierzyństwie. Ta zdolność wynika z biologii, a więc niesie z sobą naturalne niedoskonałości. I na nie właśnie czyhają tak zwani „obrońcy życia”. Odwieczna nienawiść religijnych fundamentalistów do kobiet, które w przeszłości oskarżali o czary, sprowadzanie zarazy, gradobicia i kontakty z diabłami przybrała postać prawnego zamachu na kobiecą wolność, z którą nie mogą się pogodzić.

*

Twórcy projektu ustawy – prawnicy z Ordo Iuris – należą do intelektualnego zaplecza KK. „Rewolucja parasolek” skłania więc do refleksji na temat roli Kościoła w naszym kraju, który agresywnie na nią zareagował.

Już na kilka dni przed kobiecym protestem odezwali się biskupi. Konferencja Episkopatu Polski zachęcała do przyłączenia się w poniedziałek do modlitwy w intencji „prawego sumienia i światła Ducha Świętego dla wszystkich decydujących w Polsce o prawnej ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci”. „Zapraszamy do jak najliczniejszego udziału w tej modlitwie. Zachęcamy do przybycia w białych strojach” – zaznaczono w komunikacie. Biskupi odezwali się także w „czarny poniedziałek”. – Te dzieci giną w ciszy. Ktoś nazwał to niemym krzykiem – mówił w poniedziałek abp Henryk Hoser, biskup diecezjalny warszawsko-praski – Tym dzieciom nie jest dane zobaczyć światła dziennego, doświadczyć miłości w tym życiu. Są zabite tam, gdzie miało być ich najbezpieczniejsze miejsce, pod sercem matki. Wtórował mu arcybiskup Marek Jędraszewski, metropolita łódzki, który przestrzegał wiernych przed „czarną Ewangelią” i „cywilizacją śmierci”.

*

Kościół Katolicki w polskiej historii odgrywał wielokrotnie pozytywną rolę. Jego hierarchowie trzymani w ryzach przez Jana Pawła II po jego śmierci wyraźnie się pogubili. Zawiódł kardynał Dziwisz, który nie dorósł do roli lidera polskiego episkopatu i kontynuatora myśli Polaka papieża. W rezultacie najpierw doszło do rozłamu na kościół toruński i łagiewnicki, a potem do zwycięstwa grupy konserwatystów. KK zatracił umiar i zaczął się panoszyć w Polsce. Po przywilejach dla duchowieństwa, ubezpieczeniu na koszt podatnika, wprowadzeniu religii do szkół i uzyskaniu miliardowych odszkodowań za utracone włości – Kościół zapragnął całkowitego zakazu aborcji. Czekali na to przez lata, aż wprowadzili do Sejmu partię sobie podległą i urobioną jak plastelina. W minionym tygodniu zażądali zapłaty za poparcie.

Oficjalnie Episkopat może umywać ręce, paru tzw. światłych księży może krytykować „dobrą zmianę” , co nie zmienia faktu, że parlamentarzyści są pod stałą presją hierarchów, a ministrowie, jako stali goście katolickich rozgłośni są emisariuszami, którzy przywożą instrukcje i życzenia drugiej strony. Kościół katolicki jest de facto koalicjantem w obecnym rządzie.

Rewolucja parasolek koalicję tę zdemaskowała i… rozbiła. Kobiety wygrały. Biskupi ponieśli porażkę, co wcale nie znaczy, że zrezygnowali ze swoich zamiarów. Cierpliwie poczekają na kolejną okazję.

Zbigniew Noska

Czarne chmury nad Polską

Polskie kobiety mówią dość ideologicznemu dyktatowi i moralnemu szantażowi, jaki próbuje stosować wobec nich władza świecka i kościelna. Ale strona praktyczna kwestii aborcji nie wyczerpuje – w moim przekonaniu – znaczenia tego buntu, ma on głębszy sens.

Religia zawsze była i jest do dziś zdominowana przez mężczyzn. Ma to uzasadnienie w nauczaniu tzw. „Ojców Kościoła”. Oto niektóre z ich opinii na temat kobiet.

Św. Augustyn: „Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga, to naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie”

Św. Tomasz z Akwinu: „Kobiety są błędem natury z tym ich nadmiarem wilgoci, temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu, są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny”

Św. Hieronim: „Małżonkowie żyją niczym bydło, a spółkowanie z kobietami upodabnia mężczyzn do świń i innych nierozumnych bydląt, (…) Marne kobietki też śpiewają pieśń stworzoną przez ich mistrza: Bóg żąda tylko nasienia.”

Św. Odo: „Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą… oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty. Skoro sami nawet koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami”

Oczywiście współczesny kościół zweryfikował te opinie, ale ślady tego typu myślenia pozostały.

Kilkanaście dni temu do Kancelarii Marszałka Sejmu w formie petycji wpłynął projekt ustawy 86 organizacji katolickich, które oprócz totalnego zakazu aborcji domagają się też innych zmian. W artykule 154a tego projektu zapisano: „Kto wytwarza, wprowadza do obrotu, reklamuje, zbywa lub nieodpłatnie udostępnia środek o działaniu poronnym lub antynidacyjnym, podlega karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.”

Zgodnie z intencjami autorów projektu zakazane miałyby być przede wszystkim spirale domaciczne i antykoncepcja awaryjna (stosowana np. w przypadku pęknięcia prezerwatywy lub gwałtu). Chodzi o odebranie kobietom dostępu do środków, które przeciwdziałają zagnieżdżeniu zapłodnionej komórki jajowej w macicy, mimo że według wiedzy naukowej to w momencie zagnieżdżenia zaczyna się ciąża.

Przedstawiciel organizacji katolickich, które złożyły ten projekt zapytany o to, czy jest świadomy tego, że kilkadziesiąt procent zapłodnionych komórek jajowych ostatecznie ląduje na kobiecej bieliźnie, tamponach lub podpaskach stwierdził, że to że setki tysięcy ludzi są zabijane przez klęski żywiołowe nie znaczy, że powinna być zgoda na zabijanie. W jego opinii zapłodniona komórka jajowa to człowiek. Jednocześnie nie uważa za stosowne organizowania pogrzebów wydalonym zapłodnionym komórkom jajowym.

*

Protesty kobiet, których jesteśmy świadkami, mają wymiar nie tylko religijny i etyczny. Są formą walki o wolność jednostki i prawa do decydowania o własnym losie. Są wreszcie protestem przeciwko państwu wyznaniowemu – jedynemu w Europie – jakim stała się IV Rzeczpospolita.

„Właśnie zacząłem się zastanawiać – pisze jeden z internautów – czy ta polska cecha narodowa: umiłowanie wolności, tak dla mnie oczywista do tej pory, czy to nie jest tylko mit? Jeśli krytycznie spojrzeć na nasze dzieje, to można dostrzec, że Polacy to naród niewolników pokornie poddanych papieżowi z Watykanu (głównie przed 1700) lub imperatorowi z Moskwy (po 1700).”

Moim zdaniem to zbyt daleko idące uproszczenie, ale może właśnie to wyjaśnia, dlaczego tak wielu z moich rodaków nie ufa cywilizowanym narodom wolnego świata, dlaczego głosuje na eurosceptyczny PiS, dlaczego nie chce dać zgody na budowanie państwa prawa?

„Polski ciemniak – pisze ów internauta – boi się wolności, dlatego kuli się pod opiekuńczymi skrzydłami na przemian z Moskwy lub Watykanu.”

Czy nie jest to trafne spostrzeżenie?

Zbigniew Noska