Bal

Żona pojechała do Kaczor, by tam w klasie najmłodszego naszego wnuka poczytać dzieciom bajki Tuwima i przeprowadzić konkurs plastyczny. Ja pozostałem w domu sam z obowiązkiem napisania cotygodniowego felietonu oraz z … włączonym telewizorem, w którym od kilku dni „piłują” drogowe perypetie ministra Macierewicza.

Sięgnąłem więc po tom wierszy Tuwima. Obecna władza negatywnie go zdekomunizowała, choć zawdzięcza mu (zapewnie nieświadomie) nazwę swej partii. Pisał bowiem poeta:

„Lecz nade wszystko – słowom naszym

Zmienionym chytrze przez krętaczy

Jedyność przywróć i prawdziwość:

Niech prawo zawsze prawo znaczy,

A sprawiedliwość – sprawiedliwość.”

Poza „Kwiatami polskimi”, z których pochodzi cytowany wyżej fragment, szczególnie interesujący w kontekście minionego tygodnia wydał mi się „Bal w operze”. Przeczytałem go na nowo i …stąd ten felieton.

*

Gdy za oknami mróz i zamiecie, gdy opozycja liże rany po „nieudanym puczu”, gdy dobra zmiana wraz z reformą oświatową dotarła do samorządowych kas, a minister Ziobro szykuje ustawę, która ma spacyfikować krnąbrnych sędziów, Pani Premier uroczyście podsumowała pierwszy rok swojego rządu. Poszczególni ministrowie podczas konferencji prasowych ze swą szefową chwalili się: „Jest wspaniale, a będzie jeszcze lepiej”. Jednym słowem sielanka, choć rzeczywistość skrzeczy.

W tym samym czasie w scenerii warszawskiej filharmonii odbyła się uroczysta gala z udziałem całej „wierchuszki” partii i państwa. Jarosław Kaczyński odbierał nagrodę „Człowieka Wolności” od czytelników „WSieci”. Na sali strumieniem lała się wazelina.

*

Tak to przed laty opisał poeta:

„Dzisiaj wielki bal w Operze.

Sam Potężny Archikrator

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą, (…)

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

 

Na afiszu – Archikrator,

Więc na schodach marmurowych

Leży chodnik purpurowy,

Ustawiono oleandry,

Ochrypł szef-organizator,

Wyfraczony krępy mandryl,(…)

Zajeżdżają futra, fraki,

Lśniące laki, szapoklaki,(…)

Co za gracja! Co za władza!

Co za pompa! Jezu Chry…!”

*

Tego wieczora w walącej się ruderze na peryferiach małego miasta gdzieś w Polsce Alina szykuje kolację dla swojej trójki chłopców. Jest makaron z białym serem posypany cynamonem z resztką cukru, którą wydłubała ze starej puszki znalezionej przypadkiem na dnie kredensu. Prawdziwa uczta. Z niepokojem patrzy na budzik. „Już w pół do ósmej a „starego” jeszcze nie ma. Pewnie zapija swoje zmartwienia w pobliskim pubie.” – denerwuje się – „Jest młody, silny, zdrowy, a roboty znaleźć nie umie. Dupa” – myśli o nim z coraz większą niechęcią. Po chwili złość do męża zmienia się w niepokój o dzieci. „- Boże! Co ja dam maluchom jutro na śniadanie?”.

*

I znów sięgnijmy do strof mistrza Juliana.

„Przy bufecie – żłopanim,

Parskanim, mlaskanim(…)

Rozdzierane kaczki wrzeszczą,

Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,

A najgorzej przy kawiorze:

Tam – na zabój, tam – na noże,

A jak złapią – szczerzą zęby

I smarują głodne gęby

Czarną mazią jesiotrową,

A bieługi białe kłęby

Żrą od razu na surowo,

Bo to dobrze, bo to zdrowo!”

*

Darek wściekły wyszedł z baru. Wściekły bo niedopity. Kumple szybko zorientowali się, że jest bez grosza. Przechlał swoje „pięćset plus”, więc odsunęli się od niego. Postawili jedno piwko i koniec. Z kieszeni wysupłał na drugie. Mało by zapić smutki, a suszy jak cholera. Przystanął w zaułku blokowiska i zapalił papierosa. Z klatki schodowej wyszła stara kobieta. Podpierając się laską ruszyła w kierunku pobliskiego marketu. Pewno ma szmal – pomyślał dostrzegłszy kątem oka torebkę, którą kurczowo ściskała w drugiej wolnej ręce. A może by tak? Nie zastanawiał się długo.

Po chwili siedział w barze z kolegami. Nie było tego dużo. 17,50 zł, ale na parę piw wystarczy. „Chyba za mocno jej nie walnąłem w łeb” – przez chwilę zaniepokoił się, ale błogi smak piwa szybko uspokoił jego sumienie i zaczął łypać okiem na apetyczną bufetową, która, o czym od dawna wiedział, nie była mu niechętną.

*

A poeta na to tak.

„W okolicznych pokoikach

Całą noc robota dzika,

Seksualny kontredansik:

Na momencik, na kwadransik,

Na portiera tajniak mruga:

Portier – owszem, portier – sługa,

Ta w woalu, tamta w szalu,

Na kwadransik, prosto z balu,

Na momencik, ot przelotem,

Szybko – i na bal z powrotem”

*

Dwa ważne słowa: prawo i sprawiedliwość. Kiedy nadejdzie czas, gdy przywrócona zostanie im „jedyność i prawdziwość”?

Zbigniew Noska

www.noska.pl

Kto tu rządzi?

Róża Luksemburg, ideolog polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego, mniej więcej sto lat temu sformułowała hasło „socjalizm albo barbarzyństwo – innej drogi nie ma” Chodziło jej o to, że w okresie kryzysu barbarzyńców mogą powstrzymać tylko socjaliści. Choć dziś autorka tych słów należy do grona autorytetów wyklętych, trudno odmówić trafności jej spostrzeżeniu w kontekście choćby ubiegło tygodniowej zmiany warty w Białym Domu. Partia Demokratyczna nie chciała poprzeć socjalisty Berniego Sandersa, to Ameryka dostała Donalda Trumpa.

Na kandydata Republikanów zagłosowały ofiary globalizacji – Amerykanie z prowincji, którzy utracili miejsca pracy lub musieli znacznie obniżyć swój poziom życia, bo wielkim korporacjom bardziej opłaciło się przenieść zakłady pracy i całą ich infrastrukturę do krajów o taniej sile roboczej. Czy Trump przywróci te miejsca pracy Ameryce? Wątpliwe, czy w ogóle spróbuje.

Sto lat temu barbarzyńcami byli faszyści, potem naziści i stalinowcy Czy Trump jest faszystą? Nie. Czy Trump w ogóle posiada poglądy polityczne? Tego nikt nie wie. Natomiast na pewno ma znakomity słuch społeczny i odwagę mówienia tego, co ludzie chcą usłyszeć. Czy „trumpizm” rozleje się na pozostałe kraje Zachodu wierne dotąd wartościom liberalnej demokracji? Niebawem się przekonamy.

*

Są u nas tacy, którzy z dumą podkreślają, że PiS i jego przywódca to prekursorzy „trumpizmu”. Nic bardziej mylnego. Na fali buntu wszystkich tych, którzy tak głęboko tkwili w PRL -u, że nie potrafili dostosować się do kapitalistycznych warunków życia, doszli do władzy (na skutek szczęśliwego zbiegu okoliczności) socjaliści. PiS bowiem, choć skrzętnie to ukrywa, jest partią socjalistyczną w wymiarze ekonomicznym i nacjonalistyczną w sferze ideologii. Stąd działania tej partii zmierzające do umocnienia instytucji państwa kosztem samorządów, stąd niechęć do społeczeństwa obywatelskiego, stąd próby nacjonalizacji zakładów pracy, banków i prywatnych mediów ukryte głęboko pod atrakcyjnym określeniem repolonizacji. Stąd wreszcie szczególne upodobanie rządu do „redystrybucji dochodu narodowego” czyli zabierania bogatym, by obdzielić w ten sposób uzyskanymi dobrami własny obecny lub potencjalny elektorat.

Socjalizm w pisowskim wydaniu ma swoją cenę. Ponieważ partia ta wywodzi swój program ekonomiczny z PRL-u, a jej struktury wewnętrzne i sposób działanie są wręcz kopią PZPR, brak w niej mechanizmów demokracji wewnątrzpartyjnej, co sprawiło, że kierowana jest w sposób autorytarny. Dziś nazywa się to partią wodzowską, kiedyś mówiło się i pisało o tym zjawisku jako o kulcie jednostki.

Po przejęciu władzy przez PiS autorytaryzm przenikał stopniowo do wszystkich sfer życia państwowego. Obecnie rola prezesa PiS (zwanego w niektórych środowiskach naczelnikiem państwa) niczym nie różni się od pozycji I sekretarzy PZPR w PRL – u.

*

O godzinie 8.00 w poniedziałek 9 stycznia 2017 wystartowała na You Tube produkcja Kabaretu Moralnego Niepokoju o najważniejszym organie w państwie, czyli o uchu prezesa. Ucho Jarosława Kaczyńskiego jest bowiem kwintesencją pisowskiego państwa.

Robert Górski szef Kabaretu Moralnego Niepokoju odtwarzający rolę prezesa tak opisuje ideę serialu: „Ucho jest częścią głowy. Przez nie można się do niej dostać, dlatego wszyscy o to ucho walczą. Pan prezes Kaczyński jest samotny, nie ma kontaktu z codziennym światem. Wie o nim tyle, co mu do tego ucha nagadają. Kto ma donośniejszy głos czy silniejsze ramiona, żeby się do tego ucha dopchać, ten ma na niego większy wpływ. Na jego decyzje również.”

*

Na postawione przeze mnie w tytule felietonu pytanie odpowiedź wydaje się więc oczywista. Polską rządzi ucho prezesa.

Optymiści, których ciągle nie brak, twierdzą, że nie jest tak źle, skoro z owego ucha wolno się pośmiać. Pesymiści, którzy rzekomo są optymistami, ale lepiej poinformowanymi, pytają: Jak długo jeszcze? A ja pocieszam się starą rzymską maksymą „dum spiro, spero” („Dopóki oddycham, nie tracę nadziei”).

Zbigniew Noska

W krainie Ubu

Hitem minionego tygodnia była dyplomatyczna wpadka ministra Witolda Waszczykowskiego, która sprawiła, że szef MSZ w rządzie PiS stał się bohaterem mediów na całym świecie. Wszystko przez państewko San Escobar, z którym Polska miała rzekomo prowadzić rozmowy.

W trakcie szczytu ONZ w Nowym Jorku Waszczykowski powiedział dziennikarzom:

– Mamy okazję do prawie 20 spotkań z różnymi ministrami. Z niektórymi, jak np. na Karaibach, po raz pierwszy chyba w historii naszej dyplomacji. Na przykład z takimi krajami jak San Escobar albo Belize.

Problem w tym, że San Escobar na żadnej mapie nie ma, ponieważ nie istnieje, a Belize nie leży na wyspach Morza Karaibskiego lecz w Ameryce Środkowej.

Internauci i zagraniczne media nie zostawili na polskim ministrze suchej nitki. SanEscobar stało się najpopularniejszym tagiem na Twitterze i przedmiotem żartów, Potem na tym serwisie oraz na Facebooku pojawiło się konto państwa San Escobar, gdzie m.in. podziękowano Witoldowi Waszczykowskiemu i Polsce za to, że jako jedyni uznajemy istnienie tego państwa. Przez chwilę istniała nawet oficjalna strona w Wikipedii.

Temat podchwyciły zachodnie gazety. Gafę o nieistniejącym państwie opisały m.in. BBC, The Independent, The Daily Telegraph, The New York Times, The Washington Post i portale lenta.ru i Politico. Z wpadki polskiego ministra kpiły ze szczególną zajadłością także rosyjskie media.

Waszczykowski próbował następnego dnia wytłumaczyć swoją pomyłkę. Nie pomogło, bo znowu się pogubił.

*

Krajową konkurentką ministra została posłanka PiS Barbara Bubula, która na Twitterze poinformowała, że złożyła skargę do KRRiT na „Fakty” TVN. Jej zdaniem w materiale na temat procesu Krzysztofa W., jednego z oskarżonych o udział w grupie przestępczej, która ukradła konwojowane 8 mln zł dla banku, „bezzasadnie wyeksponowane” zostało nazwisko Duda, jakim posługiwał się oskarżony konwojent, który zatrudnił się w firmie ochroniarskiej, posługując się dowodem osobistym „Mirosława Dudy”. Posłanka uznała, że w ten sposób TVN próbowała obrazić prezydenta, co sprowokowało falę kpin i żartów w sieci, a mnie przypomniało wpis Władysława Frasyniuka, który tak spointował podobną aferę związaną z nazwiskiem prezydenta. „Jeśli ktoś w toalecie szkolnej napisał „Andrzej” i wpisał pewną część ciała, a wszyscy skojarzyli to z Andrzejem Dudą, to pokazuje rozmiar porażki tego prezydenta. Ta ksywa już mu zostanie.”

*

Wspomnianych wyżej polityków przebił niezawodny jak zawsze minister Antoni Macierewicz. W swoim cotygodniowym felietonie „Głos Polski” mówił o „zakończeniu okupacji Sejmu RP”. Jak wyznał, nie doszłoby do tego sukcesu, gdyby nie pomoc… Matki Boskiej Częstochowskiej.

– Nie byłoby tej skuteczności, gdyby nie obecność kierownictwa PiS w grudniu przed ołtarzem Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie ma wątpliwości, że nasza modlitwa była jednym z decydujących działań, jakie zaowocowały w dniu dzisiejszym – stanowczo stwierdził minister.

*

Od miesięcy ten groteskowy festiwal absurdu degraduje obraz Polski na świecie i demoluje szacunek Polaków do polityków. Polska staje się państwem bliskim ojczyźnie króla Ubu, który (jak pokazuje ostatnio wydana książka Jarosława Kaczyńskiego) lubi występować w roli moralizatora, tyle że w praktyce politycznej jest cynicznym manipulatorem.

Mnie ta swoista „pisowska monarchia” przypomina coraz bardziej obrazek wykreowany przed blisko wiekiem przez rosyjskiego poetę Osipa Mandelsztama:

„Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów.

Bawi go tych usłużnych półludzików mozół,

Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,

A on sam szturcha ich i złorzeczy.”

Zbigniew Noska

KOD na zakręcie

Początek roku zaczął się niefortunnie dla opozycji. Chyba nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wymarzyłby sobie lepszego scenariusza wydarzeń. W ciągu kilku pierwszych dni roku poważny kryzys wizerunkowy zaliczyli lider KOD Mateusz Kijowski oraz Ryszard Petru.

Wyjazd lidera Nowoczesnej z atrakcyjną posłanką ma Sylwestra do Portugalii to burza w szklance wody – temat dla tabloidów, który w sytuacji, gdy po parlamencie polskim i europejskim „paradują w gronostajach” dwie panie Gosiewskie (żony tragicznie zmarłego wicepremiera) nie szokuje i nie wart jest zainteresowania. Natomiast „przekręt” Kijowskiego może mieć poważne konsekwencje polityczne.

„Rzeczpospolita” i Onet.pl, a więc nie prawicowe lecz tzw mainstreamowe media ujawniły, że pieniądze ze zbiórek publicznych na KOD trafiały do firmy MKM-Studio należącej do Magdaleny Kijowskiej żony Mateusza, w której lider KOD-u był zatrudniony. Łącznie – jak ustalili dziennikarze – chodzi o faktury na kwotę 91143,5 zł. Były to wyceny prac informatycznych na rzecz stowarzyszenia.

– Od wielu miesięcy już nie wykonuję usług dla KOD, co więcej nie pracuję już w spółce MKM-Studio. To nie konto moje, ani mojej żony, tylko spółki. Trzeba też pamiętać, że to są kwoty brutto – tłumaczył się Kijowski. Jak mówił, nie otrzymywał wynagrodzenia za pracę w KOD-zie, a usługi informatyczne, które świadczył, były uzgodnione z organizacją. Członkowie zarządu KOD-u zaskoczeni sytuacją zapewniali, że Mateusz Kijowski zobowiązał się do przedstawienia im dokumentów. Sprawę ma ostatecznie wyjaśnić audyt.

Tymczasem Kijowski biega – tłumacząc się – po studiach radiowych i telewizyjnych, natomiast wśród członków ruchu panuje dezorientacja. Są tacy, którzy go bronią i trzeba przyznać, że nie brakuje im argumentów

– To nie pieniądze są najważniejsze – powiedział mi jeden z nich.. Trzeba myśleć, jaka byłaby Polska bez KOD-u. Bo PiS niczym się nie krepuje, wydaje kolosalne sumy podatników na „misiewiczów”, którymi obsadził spółki państwowe. I jakoś nikt nie hałasuje. A tu taki krzyk o 90 tys. zl nie z publicznych pieniędzy. Czy ktoś sprawdza, jak Ojciec Rydzyk wydaje ofiarowywane mu przez PiS pieniądze? Nikt.

Choć podzielam ten argument, nie mam zamiaru bronić Kijowskiego. Są w polityce sytuacje, w których błąd jest na tyle poważny, że należy podać się do dymisji. To co zrobił Kijowski świadczy o jego politycznej ignorancji. Miał już na swoim koncie brudną kartę – zaległe alimenty. Przekręt z KOD – owskimi pieniędzmi ostatecznie go kompromituje. Powinien odejść.

*

W mediach, a głównie w Internecie aż roi się od pożegnań z KOD i uwag o końcu tego ruchu. Są też inne głosy nawołujące do rozwagi.

„Chodzę na manifestacje KOD – pisze Jarosław Kurski – nie dlatego, że organizuje je ten ruch, a przewodzi im Kijowski. Biorę w nich udział, bo to najlepszy sposób pokazywania władzy, jak silny jest nasz opór. I KOD, i jego lider stanowią dla mnie jedynie instrument pozwalający gromadzić się wspólnie przeciwnikom PiS i nadający widoczność społeczeństwu obywatelskiemu. Dodam, instrument skuteczny, trwały i dotąd najlepszy. Bo KOD to tysiące zaangażowanych kobiet i mężczyzn w całej Polsce. To oni tworzą siłę tego ruchu w daleko większym stopniu niż Kijowski. (…)Sprawa z Kijowskim nie unieważnia więc ani mojego, ani niczyjego zaangażowania w obronę demokracji i prawa. Demonstrujemy, bo takie wyznajemy wartości i taką czujemy powinność. A nie ze względu na konkretnych przywódców. I powinniśmy pamiętać, że jeśli się rozproszymy, jeśli wskutek rozczarowania i przypływu emocji opuścimy demonstracje KOD, to przede wszystkim opuścimy samych siebie i naszą sprawę.”

Nie należę do KOD -u i nie chodzę na jego manifestacje. Mam więc – jak sądzę – chłodny osąd sytuacji.

Być może KOD się odrodzi (zjazd zapowiadany jest na 5 marca), a na jego czele stanie lider z prawdziwego zdarzenia (np. Władysław Frasyniuk). Być może formuła KOD-u się wyczerpała i należy poszukać innego rozwiązania. To rzecz drugorzędna.

Niechęć znaczącej części społeczeństwa do „dobrej zmiany” rośnie z dnia na dzień. Nie sądzę, aby Kaczyńskiemu udało się ją stłamsić.

Obywatelski ruch oporu prędzej czy później znajdzie swą polityczną reprezentację, bo życie nie znosi próżni.

Zbigniew Noska

Tanio już było

W ostatnich dniach 2016 roku Polacy średnio płacą za najpopularniejszą benzynę (Pb 95) 4,73 zł, a za olej napędowy 4,62 zł. Bogatsza w oktany Pb 98 kosztowała 5,04 zł, a tankujący gaz płacili 2,27 zł. Oznacza to zdecydowane wzrosty w porównaniu do tego samego okresu sprzed roku. Wtedy za Pb 95 płaciliśmy 4,19 zł (54 gr. mniej), ON 4,08 zł (54 gr.), Pb 98 kosztowała 4,54 zł (50 gr.), a LPG 1,99 (28 gr.)

Miniony rok był więc okresem powolnych wzrostów cen paliw. Niestety będzie jeszcze drożej, a powód jest jeden: OPEC zdecydował się przykręcić kurek.

Po raz pierwszy od 8 lat kraje OPEC porozumiały się w sprawie ograniczenia wydobycia ropy, aby grać na wyższe jej ceny. Szczególnie mocno zabiegała o to Rosja, dla której niskie ceny ropy oznaczają poważne kłopoty budżetowe. OPEC tnie wydobycie z 34 mln baryłek dziennie do 32,5. Rosja z kolei zmniejszy wydobycie o 300 tys. baryłek

Efekty tego porozumienia widać na stacjach benzynowych. Już pojawiło się paliwo po 5 zł. To jednak jeszcze nie koniec, bo za litr Pb 95 przyjdzie nam zapłacić nawet 5,5 zł.

Niestety nadal drożeć będzie też LPG, który w połowie minionego roku kosztował nawet 1,60 zł. Latem 2017 tankujący gaz mogą już zapłacić średnio 2,90 zł. Przy LPG duże znaczenie odgrywa nowa ustawa energetyczna, de facto zmniejszająca liczbę importerów tego paliwa.

*

Wzrosty cen paliw na stacjach nie cieszą zwykłych kierowców. Jest jednak ktoś, kto zaciera ręce z zadowolenia. Nazywa się Mateusz Morawiecki i jest wicepremierem rządu „dobrej zmiany”. Im wyższe bowiem ceny paliw, tym większe są też dochody budżetu. Eksperci portalu money.pl policzyli, że rząd na ustaleniach OPEC i pozostałych producentów ropy zarobi od 1,9 do 2,7 mld zł.

Żartując nieco, można powiedzieć, że jakaś „siła wyższa” czuwa nad rządem Beaty Szydło. Gdy pojawiają się wątpliwości odnośnie szans na realizację dochodów państwa, to zaraz okazuje się, że na horyzoncie jest nowa okazja na większe wpływy podatkowe.

W 2016 roku odbyła się aukcja częstotliwości LTE, która dała budżetowi 7 mld zł, a wypłata zysku z NBP przyniosła prawie 8 mld zł. To umożliwiło w miarę gładkie otwarcie programu 500+. Gdy ekonomiści zaczęli w ostatnich miesiącach wskazywać, że wpływy państwa zaplanowane na 2017 rok będą trudne w realizacji, bo prognozy gospodarcze w budżecie są na wyrost, to zaraz pojawiła się nowa możliwość zapełnienia kasy państwa. To drożejąca ropa. Nie tylko Rosja, czy Arabia Saudyjska mają budżet oparty na ropie. Również finanse naszego kraju od niej zależą, tyle że nie od wydobycia, ale od konsumpcji. Podatki pobierane na stacjach benzynowych są znaczącym źródłem utrzymania państwa.

W 2015 roku z samej tylko akcyzy od benzyny, ropy i LPG wpływała do kasy państwa co dziesiąta złotówka. Akcyza od benzyny i oleju napędowego dała 27,8 mld zł dochodów budżetowych, a z gazu LPG wpłynęło 1,1 mld zł. A jest przecież jeszcze VAT, opłata paliwowa i tzw. opłata rezerwowa. Razem można oszacować, że paliwa dają około 16 proc. łącznych dochodów państwa.

Nie można też zapominać, że oprócz wzrostu kursu ropy na światowych rynkach, liczonego w dolarach, na ceny na stacjach wpływa też kurs złotego. Ten traci do umacniającego się dolara – od wyborów w USA już 6,3 proc. – co powoduje dodatkowo wzrost cen paliw i daje dodatkowy ekstra dochód kasie państwa.

Tak to bowiem bywa, ze to, co jest dobre dla budżetu państwa nie zawsze korzystne jest dla jego obywateli.

(ZN)