Pucz kanapkowy

Muzyka może i łagodzi obyczaje, ale muzycy udający polityków zachowują się jak przysłowiowe słonie w sklepie z porcelaną. Do Kukiza, którego niezdarne wypowiedzi i niekonwencjonalne maniery stanowią przedmiot drwin internautów, dołączył jego estradowy kolega Piotr Liroy-Marzec. Polityk klubu Kukiz’15 zasugerował w filmie umieszczonym w sieci, że opozycja świadomie doprowadziła do kryzysu w Sejmie, o czym świadczyły zamówione przez nią … kanapki.

Jest prawdą, że w palarni znajdującej się w okolicach sali obrad Sejmu, owego feralnego piątku pojawiły się patery z kanapkami oraz termosy z kawą i herbatą. Niektórzy twierdzą, że kanapek było 500 inni, że tysiąc. Jak się potem okazało jedzenie to przygotowały służby Kancelarii Sejmu na polecenie prezydium Sejmu (Marszałek i wicemarszałkowie.), bo w piątek miały odbyć się dyskusje i głosowanie m.in. nad ustawą budżetową i spodziewano się, że potrwają one do późnych godzin wieczornych.

Kanapki wystawiono w palarni już po awanturze z posłem Szczerbą. Częstowali się nimi wszyscy, głównie posłowie PiS, bo ich przeciwnicy znajdowali się na sali obrad okupując mównicę. Spiskowa teoria Liroya potraktowana początkowo poważnie przez prorządowe media, legła w gruzach. A sprawa kanapek stała się pretekstem do kpin i żartów.

Nie dla wszystkich. Jarosław Kaczyński na łamach jednego z prawicowych tygodników zaatakował opozycję i dziennikarzy. Jednych i drugich prezes oskarżył o udział w przygotowanym puczu. Jakie miał dowody na to, że zablokowanie sejmowej mównicy przez posłów opozycji było zaplanowane? Dowód numer jeden to…właśnie owe kanapki.

– Gdyby nie było sprawy mediów, wymyśliliby coś innego. Byli przygotowani na tę akcję. Zamówili kanapki w Sejmie, mieli gotową scenę i zmobilizowany aktyw przed Sejmem – dowodził. Najwyraźniej nikt z jego współpracowników nie powiedział mu, że wspomniane kanapki zamówił marszałek Marek Kuchciński.

– To była planowana awantura. Następnie opozycja ogłosiła, że nie obowiązują jej żadne reguły, także prawne, które panują w Sejmie, że nie obowiązuje jej prawo karne, że może atakować posłów, funkcjonariuszy publicznych – kontynuował prezes. – Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu.

Przy okazji prezes ostro skrytykował prywatne media.

– Media osiągnęły dno. Po pierwsze brały bezpośrednio udział w próbie puczu, próbie ataku na Sejm. Ona się wprawdzie nie udała, bo okazali się za słabi, ale taką próbę podjęto, a media zwoływały ludzi, by wzięli w niej udział. To coś w państwie demokratycznym niesłychanego – podsumowuje prezes.

*

Nie od dziś wiadomo, że istnienie niezależnych od rządu mediów prywatnych jest solą w oku prezesa i jego ludzi, którzy nie znoszą i nie tolerują żadnej krytyki. W kręgach związanych z PiS prowadzi się prace nad „spolonizowaniem” mediów prywatnych lub ich wyrugowaniem z Polski. Dlatego groźby prezesa należy traktować poważnie.

– Osobiście, jako poseł, uważam, że to podstawa do poważnego wytknięcia tych nadużyć właścicielom poszczególnych mediów. Tak łgać, tak odwracać wartości, przedstawiać lżonego i atakowanego człowieka jako agresora, nie wolno – wyrokuje Kaczyński i dodaje, że w Polsce potrzebna jest przebudowa mediów.

Od siebie dodam, że podobnie jak prezes odczuwam potrzebę zmian w mediach, ale w przeciwieństwie do niego uważam, że powinny one dotyczyć zawodowej etyki środowiska dziennikarskiego. Niektórzy dziennikarze bowiem świadomie zatarli różnicę między rolą mediów jako czwartej władzy reprezentującej interesy opinii publicznej a agitacją na rzecz określonej partii. Rolą mediów jest patrzenie władzy na ręce, a nie stawianie jej pomników.

Jak w tym kontekście ocenić fakt, że cytowane przeze mnie wypowiedzi prezesa ukazały się na łamach pisma, które przyznało Jarosławowi Kaczyńskiemu tytuł „Człowieka Wolności 2016 roku.”?

Zbigniew Noska

ZOBACZ KOMENTARZE: 5

  1. 11 stycznia 2017 stanie się to, do czego polityka partii Jarosława Kaczyńskiego zmierza od początku objęcia przez nią rządów. Demokrację będziemy mieli wg interpretacji prezesa PiS. Standardy będą wskazywać, że to koniec demokracji, forma zamordyzmu, Kaczyński i jego marionetki w kulawej dialektyce przekonywać, iż poszerzają wolność i demokrację.

    Każda dziedzina działalności politycznej została zaanektowane przez PiS w sposób urągający rozumowi, ale z nim się w ogóle nie liczą. W wywiadzie dla Polskiego Radia 24 Kaczyński domyka swoją wersję demokracji, podaje strategię na najbliższy czas. Najważniejsze orzeczenie woli Kaczyńskiego to, że PiS nie potrzebuje opozycji, nie będzie kontrolowany przez media i społeczeństwo obywatelskie.

  2. Prześmieszna sytuacja jest z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, który nie udostępni nagrań z 16 grudnia z Sali Kolumnowej, gdzie była uchwalana ustawa budżetowa, bo – achtung! achtung! – mogą być wskazówką, aby dokonać zamachu.

    Czyściutki PRL, gdy nie można było fotografować, bo zdjęcia obiektów mogły posłużyć wrogom. Cofka kilkadziesiąt lat do tyłu. I to we wszystkim.

    Pisowski rzyg na moją i twoją ojczyznę.

  3. Jarosław Kaczyński staje się obciążeniem nie tylko dla życia publicznego w Polsce, ale i dla Unii Europejskiej, przede wszystkim jest zagrożeniem dla naszej niepodległości.

    Nieprzypadkowo prezes PiS został umieszczony przez Politico w składzie „parszywej dwunastki”, która „może zrujnować rok 2017”.

    To niszczyciel. Inni się trudzą, a facecik „lewe ręce” burzy. O ukrytej opcji prorosyjskiej w PiS mówi prof. Roman Kuźniar. Trudno z nim się nie zgodzić.

    Kreml mógł sobie tylko wymarzyć takiego Kaczyńskiego, takiego I sekretarza, którym można manipulować, aby osiągnąć cele europejskie i pośrednio globalne.

    W porę zrozumiał to Kazimierz Ujazdowski, który wyszedł z PiS, bo nie może tolerować polityki tej partii.

  4. Czyżby Jarosławowi Kaczyńskiemu zmiękła rura?

    Adam Bielan zapowiada, że będzie udostępnione jedno z nagrań z Sali Kolumnowej Sejmu. Nie jest pewne, czy będzie wystarczające, czy obejmie wszystkich obecnych tam posłów PiS i czy zastosowana w nim jest odpowiednia perspektywa ujęcia.

    Będzie więc narodowe liczenie, ilu było głosujących. Acz spodziewam się typowego szacher-macher kaczystowskiego, to partia amoralna, jak jej prezes.

  5. Kukiz 15 to hybryda, ni pies ni wydra. Jej wódz sprawia wrażenie emocjonalnej bomby, do której ktoś wepchnął zapalnik, który to wyszedł spod rąk jakiegoś majsterklepki z ostrymi objawami schizofrenii. Co jakiś czas powoduje wybuch w sposób niekontrolowany. Jest to Ruch, który wbrew temu, co o sobie sądzi niczego dobrego dla swoich wyborców nie zrobił. Niektóre pomysły, które zgłasza są może i dobre, ale na drodze jak całej opozycji stoi PiS. A służalcze głosowania za pewnymi ustawami z partią rządzącą to szkodzenie Polsce.

    Jednym z nielicznych, moim zdaniem dobrych pomysłów Kukiz 15 jest zalegalizowanie leczniczej marihuany, o co zabiega wspomniany przez autora poseł Liroy-Marzec. Piszę, bo chciałbym go trochę usprawiedliwić. Każdemu może zdarzyć się słabsza chwila, jak Marcowi z kanapkami. Ogólnie chyba, jako jedyny od Kukiza robi na mnie dość pozytywne wrażenie.

    Tak a propos parę dni temu leczniczą marihuanę zalegalizowała Irlandia. U nas niestety polityka. Posłowie się nie spieszą. Dumają. Ustaw „naprawiająca” (rujnująca) TK, która zgodnie z legislacyjnymi zwyczajami powinna trwać pół roku, może rok, w polskim parlamencie załatwiana jest przez trzy doby. Głównie w nocy. Marihuana natomiast wymaga „K O N S U L T A C J I” z szerokorozumianym społeczeństwem. Konsultacje prowadziło już kilka ekip rządzących i wygląda na to, że sprawa została w prosty sposób przekonsultowana jak zupa, którą przesolił nietrzeźwy kucharz.

    Prezes Kaczyński natomiast wygląda na człowieka, który chciałby pomagać wszystkim tym, którzy mają problemy. Kiedy okazało się, że problemy z TK ma jego szef profesor Rzepliński, Prezes jak dobry ojciec natychmiast pospieszył z pomocą. Trzy dni i trzy noce pracował, oka nie zmrużył. Nie pozwolił usnąć Prezydentowi, opracował, a Sejm uchwali ustawę naprawczą. Potem jeszcze chyba sześć lub siedem takich ustaw procedowanych podobnie. Naród pogubił się już co tak naprawdę jest naprawiane i ile przeprowadzono legislacji. Media publiczne potrzebowały pomocy, Prezes natychmiast pomógł, zauważył, że rodacy mają problem ze zgromadzeniami na ulicy, też postanowił pomóc wskazując nawet wrogów, których trzeba usunąć. Potem okazało się, że oto opozycja ma problem. Dobroduszny Prezes powiedział z drabinki – „tak być nie będzie”, żeby opozycja nie mogła się swobodnie wypowiedzieć. „Trza” na to ustawy, wybrać przywódcę, przydzielić siedzibę, limuzynę, sekretarkę z długimi nogami, może kota i armię „borowików” uzbrojonych po zęby.

    Prezes widzi więcej niż przeciętny Polak i niestety, wg niego to, co widzi może szkodzić przeciętnemu obywatelowi. Tak więc Prezes postanowił, żeby nie zawracać głowy ludowi politycznym brudem i ograniczył mediom dostęp do polityków. Polacy będą zdrowsi, a przeciętny dziennikarz i tak ma za dużo pracy. Dostanie do ręki to, co ma napisać i sprawa załatwiona. Niech posiedzi, niech lepiej odpocznie. I tu Prezes spotkał się niestety z niewdzięcznością opozycji. Opozycja zorganizowała „pucz”.

    Perfidnie użyto do tego podtekstu homoseksualnego. Poseł PO Szczerba rozpoczynając swoją przemowę w Sejmie, niby poprawkę, niby coś tam mamrocze o wolności mediów i nagle bezczelnie zwraca się do marszałka Kuchcińskiego, katolika i konserwatysty, porządnego Polaka patrioty słowami „… kochany Panie marszałku, muzyka łagodzi obyczaje”. Zabrzmiało to jak niczym hasło „proletariusze wszystkich KODziarzy łączcie się!”. Bezczelnie śpiewnie akcentując „kochany” i „obyczaje”. To było za wiele jak na uczucia heteroseksualnego Pana Marszałka. Nie miał wyjścia, musiał wyrzucić posła Szczerbę z mównicy, wykluczając go z obrad. Nie wiedział jednak, że to perfidna prowokacja opozycji z prawdopodobną współpracą środowisk LGBT. Tym czasem wkrótce wokół jego laski pojawiła się barykada z plugawych ciał posłów i posłanek partii opozycyjnych – Gasiuk-Pichowicz, Lubnauer, Scheuring – Wielgus, Petru, Muchy, Schetyny, Halickiego i innych secesjonistów.

    Myślicie, że nie ma z tym nic wspólnego LGBT? To się okaże, bo zapewne służby specjalne pana ministra Kamińskiego pracują nad tym. Ogłosi się na swoich łamach tajemnicze i pewne źródło rządowe kundelek.pl, z którego korzystał jakże celnie minister obrony narodowej Antoni Macierewicz rozpracowując zakup przez Rosję okrętów typu „Mistral”.

    Ale i tym razem Prezes pomimo podłości opozycji zagryzł wargi i wyciągnął pomocną dłoń do opozycji nadstawiając drugi policzek.

    Spotkajmy się i porozmawiajmy. Na mediatora zgłosił się ochoczo Pan Prezydent Duda. Rozmowy się odbyły, lecz jak zwykle podstępna opozycja chcąc zohydzić Pana Prezydenta i jego wysiłek oraz zabiegi Prezesa stwierdziła niemal chórem, że kanapki były nieświeże a poza tym Prezydent przyjął ich bez ciasteczek i espresso. Tak więc Pan Prezydent mógł spokojnie udać się na narty. W tym czasie akurat miał wolne bo nie było nic do podpisywania.

    Potem Pan Prezes zorganizował konferencję prasową z udziałem Pani Premier Szydło, Własnej Osoby, Pana Marszałka Senatu Karczewskiego, Pana Marszałka Kuchcińskiego oraz Wicemarszałka Terleckiego, który w ramach wolontariatu świątecznego bierze udział w kolędowaniu, grając rolę diabła bez charakteryzacji.

    Z łaski Prezesa w ramach wolnego dostępu mediów do informacji poinformowano:

    Pani Premier Szydło powiedziała, że rząd to jej broszka i dla ich widzimisie nie będzie narażać się na koszty, aby kupować nowe. Kolekcja, która posiada jest wystarczająco bogata.

    Pan Marszałek Senatu stwierdził, że Polski parlament powinien brać przykład z parlamentu białoruskiego. Bo tam jest prawdziwy porządek, a przywódca Białorusi Pan Łukaszenka jest tak samo ciepłym człowiekiem jak Pan Prezes Kaczyński.

    Pan Marszałek Kuchciński, co miał powiedzieć przeczytał i tyle go widzieli.

    Pan Wicemarszałek Terlecki stwierdził, że wszystko jest pod kontrolą i niebawem zaskoczy media, gdyż wziął aparat Zorka 5 i zrobił kilka zdjęć.

    Dobry ojciec Prezes w trosce o los opozycji podsumował, kto tu rządzi, gdzie jest miejsce maluczkich jak prezes rządzi, bądź przemawia z drabinki wskazując katechizm do nadrobienia Kodeks karny.

    A jaki będzie koniec tej „ślicznej bajeczki” to pokaże się nam już w Nowym Roku Moje Drogie Dzieci…………………

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.