Bal

Żona pojechała do Kaczor, by tam w klasie najmłodszego naszego wnuka poczytać dzieciom bajki Tuwima i przeprowadzić konkurs plastyczny. Ja pozostałem w domu sam z obowiązkiem napisania cotygodniowego felietonu oraz z … włączonym telewizorem, w którym od kilku dni „piłują” drogowe perypetie ministra Macierewicza.

Sięgnąłem więc po tom wierszy Tuwima. Obecna władza negatywnie go zdekomunizowała, choć zawdzięcza mu (zapewnie nieświadomie) nazwę swej partii. Pisał bowiem poeta:

„Lecz nade wszystko – słowom naszym

Zmienionym chytrze przez krętaczy

Jedyność przywróć i prawdziwość:

Niech prawo zawsze prawo znaczy,

A sprawiedliwość – sprawiedliwość.”

Poza „Kwiatami polskimi”, z których pochodzi cytowany wyżej fragment, szczególnie interesujący w kontekście minionego tygodnia wydał mi się „Bal w operze”. Przeczytałem go na nowo i …stąd ten felieton.

*

Gdy za oknami mróz i zamiecie, gdy opozycja liże rany po „nieudanym puczu”, gdy dobra zmiana wraz z reformą oświatową dotarła do samorządowych kas, a minister Ziobro szykuje ustawę, która ma spacyfikować krnąbrnych sędziów, Pani Premier uroczyście podsumowała pierwszy rok swojego rządu. Poszczególni ministrowie podczas konferencji prasowych ze swą szefową chwalili się: „Jest wspaniale, a będzie jeszcze lepiej”. Jednym słowem sielanka, choć rzeczywistość skrzeczy.

W tym samym czasie w scenerii warszawskiej filharmonii odbyła się uroczysta gala z udziałem całej „wierchuszki” partii i państwa. Jarosław Kaczyński odbierał nagrodę „Człowieka Wolności” od czytelników „WSieci”. Na sali strumieniem lała się wazelina.

*

Tak to przed laty opisał poeta:

„Dzisiaj wielki bal w Operze.

Sam Potężny Archikrator

Dał najwyższy protektorat,

Wszelka dziwka majtki pierze

I na kredyt kiecki bierze,

Konie pienią się i rżą,

Ryczą auta, tłumy prą, (…)

Niecierpliwe wina wrą,

U fryzjerów ludzie mdleją,

Czekający za koleją,

Dziwkom łydki słodko drżą.

 

Na afiszu – Archikrator,

Więc na schodach marmurowych

Leży chodnik purpurowy,

Ustawiono oleandry,

Ochrypł szef-organizator,

Wyfraczony krępy mandryl,(…)

Zajeżdżają futra, fraki,

Lśniące laki, szapoklaki,(…)

Co za gracja! Co za władza!

Co za pompa! Jezu Chry…!”

*

Tego wieczora w walącej się ruderze na peryferiach małego miasta gdzieś w Polsce Alina szykuje kolację dla swojej trójki chłopców. Jest makaron z białym serem posypany cynamonem z resztką cukru, którą wydłubała ze starej puszki znalezionej przypadkiem na dnie kredensu. Prawdziwa uczta. Z niepokojem patrzy na budzik. „Już w pół do ósmej a „starego” jeszcze nie ma. Pewnie zapija swoje zmartwienia w pobliskim pubie.” – denerwuje się – „Jest młody, silny, zdrowy, a roboty znaleźć nie umie. Dupa” – myśli o nim z coraz większą niechęcią. Po chwili złość do męża zmienia się w niepokój o dzieci. „- Boże! Co ja dam maluchom jutro na śniadanie?”.

*

I znów sięgnijmy do strof mistrza Juliana.

„Przy bufecie – żłopanim,

Parskanim, mlaskanim(…)

Rozdzierane kaczki wrzeszczą,

Tłuszczem ciekną, w zębach trzeszczą,

A najgorzej przy kawiorze:

Tam – na zabój, tam – na noże,

A jak złapią – szczerzą zęby

I smarują głodne gęby

Czarną mazią jesiotrową,

A bieługi białe kłęby

Żrą od razu na surowo,

Bo to dobrze, bo to zdrowo!”

*

Darek wściekły wyszedł z baru. Wściekły bo niedopity. Kumple szybko zorientowali się, że jest bez grosza. Przechlał swoje „pięćset plus”, więc odsunęli się od niego. Postawili jedno piwko i koniec. Z kieszeni wysupłał na drugie. Mało by zapić smutki, a suszy jak cholera. Przystanął w zaułku blokowiska i zapalił papierosa. Z klatki schodowej wyszła stara kobieta. Podpierając się laską ruszyła w kierunku pobliskiego marketu. Pewno ma szmal – pomyślał dostrzegłszy kątem oka torebkę, którą kurczowo ściskała w drugiej wolnej ręce. A może by tak? Nie zastanawiał się długo.

Po chwili siedział w barze z kolegami. Nie było tego dużo. 17,50 zł, ale na parę piw wystarczy. „Chyba za mocno jej nie walnąłem w łeb” – przez chwilę zaniepokoił się, ale błogi smak piwa szybko uspokoił jego sumienie i zaczął łypać okiem na apetyczną bufetową, która, o czym od dawna wiedział, nie była mu niechętną.

*

A poeta na to tak.

„W okolicznych pokoikach

Całą noc robota dzika,

Seksualny kontredansik:

Na momencik, na kwadransik,

Na portiera tajniak mruga:

Portier – owszem, portier – sługa,

Ta w woalu, tamta w szalu,

Na kwadransik, prosto z balu,

Na momencik, ot przelotem,

Szybko – i na bal z powrotem”

*

Dwa ważne słowa: prawo i sprawiedliwość. Kiedy nadejdzie czas, gdy przywrócona zostanie im „jedyność i prawdziwość”?

Zbigniew Noska

www.noska.pl

ZOBACZ KOMENTARZE: 16

  1. Nie rozumiem podniecenia jakie wywołują przytoczone wiersze Tuwima. Wiersze pisane wiele lat temu, co niektórzy odnoszą do obecnej władzy czy też partii. Nonsens. Wiersze są ponadczasowe. Tak samo odnoszą się do władzy pod sowieckim pręgierzem jak i późniejszej po 1989. Ja może przytoczę inne także ponadczasowe słowa.

    Na pomniku stoczniowców w Gdańsku umieszczono fragment wiersza Czesława Miłosza:
    „Który skrzywdziłeś człowieka prostego
    Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając
    Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
    Możesz go zabić – narodzi się nowy.
    Spisane będą czyny i rozmowy.”

    I właśnie ten człowiek, którego „czyny i rozmowy” zostały spisane a faktycznie przez niego napisane i pieniądze pobrane, jak dziś odnosi się do „człowieka prostego”.

    W „Chłopach” Reymonta jest też fragment:
    „- A to, że za polskich czasów tyle jeno dbali o naród, żeby go batem popędzać i ciemiężyć, a sami se tak balowali, jaże i przebalowali cały naród, że tera wszystko trza zaczynać od początku, na nowo.”

    Ja osobiście odnoszę to do rządów PO. Wnuczek znakomitego pisarza nie napisał ale powiedział swoistą swoją „Trylogię”. Zacytuję tylko trzecią część: „Kamieni kupa”. Dwie pierwsze części to raczej tylko dla dorosłych.

    • „Brunatny” nie wyjaśnia jednak, dlaczego to innym, „wrogim” mondurkowi, np autorowi nie godzi się wierszem Tuwima batożyć obecnej „wadzy” a „mundurkowi” wolno odnosić się samym Reymontem, tudzież znienawidzonym przez PiS (prawie zdrajcą, wywołującym na bujnej piersi posłanki Sobeckiej z PiS alergiczne zmiany) Miłoszem? Mondurek odnosi się do „pręgierza sowieckiego” a autor do PiSowskiego. Pierwsze jest uzasadnione a wg „mondurka”, drugie nie. Bo to drugie to zesłanie Ducha Świętego na niedawno co uszczęśliwiony intronizacyjnie Naród polski. Jakimż to prawem – kaduka?

      Dlaczego to? Masz mundurku ty jakieś prawa specjalne? Bo tak się wydaje, że jakbyście sobie je przywłaszczyli i w łbach wam się poprzewracało jak Zagłobie Onufremu po saganie miodu. Suweren zezwolił? W tej kwestii akurat wszyscy jesteśmy suwerenami a ty biedaku guzik masz do takich praw, żeby nie powiedzieć g***o. Albo, choć logiczne uzasadnij swój znak pychy i arogancji.

      Na odpowiedź nie liczę, bo wiem co w tobie siedzi. Zresztą może i ja niepotrzebnie się odzywam marnując czas dla ciebie. W TV może jakiś ciekawy film leci a ja tu jakimś „neopatriotą” się zajmuję.

  2. Jacek Kurski wychodzi ze skądinąd słusznego założenia, że za złamanie kręgosłupa trzeba mu płacić. Można mieć wątpliwości, kiedy ten kręgosłup dał sobie złamać. Na pewno długo przed „dziadkiem z Wehrmachtu”, bo ktokolwiek zdrowy nie podjąłby się tak uwłaczającego godności ludzkiej tematu. Kurski nie wyraża myśli, jego język nie jest relacją – narracją – tego, co onże chciałby wyrazić, jego język – fizycznie i charakterologicznie – sepleni. Złamany osobnik przekazuje skarlałe myśli, myśli-gnomy, które podszywają się pod narrację, logikę przekazu, ale są ich karzełkami….

  3. Co w nas siedzi? Jeden drugiemu najchętniej uciąłby łeb.

    Kaczyński najchętniej Wałęsę powiesiłby na suchej gałęzi.

    Nienawiść karmi się podłością. Niejedyny to przypadek.

    Piłsudskiego nienawidzili endecy. Byli gotowi go zabić. Zamiast niego zabili Narutowicza – pierwszego prezydenta Rzeczpospolitej po 123 latach niewoli.

    Piłsudski, choć idol i bohater, też nie miał czystych rąk i powsadzał po przewrocie majowym oponentów gdzie trzeba.

    A gdy wybuchła II wojna światowa i każdy zawodowy oficer był na wagę złota, premier gen. Sikorski zemścił się na nieżyjącym już Marszałku, osadzając piłsudczyków w Szkocji, w obozach na Wyspie Węży (w tym ok.1500 oficerów i 90 generałów); ci zamiast walczyć uwodzili Szkotki i pili na umór.

    Oto Polska właśnie!

    Dom mściwych wariatów. Czyli zabijanie Ojczyzny własnymi rękoma na oczach całego świata

  4. Świetny felieton,.wskazujący na erudycję autora. Czy zauważyliście, że nikt nie polemizuje z jego przesłaniem? To trudny i nieco przeintelektualizowany tekst. Za trudny dla ludu pisowskiego, który na tym blogu jest reprezentowany przede wszystkim przez niejakiego Jerzego i Brunatny podkoszulek potworka pilskich hejterków

    • Chociaż nie należę do ludu pisowskiego, życzę gospodarzowi blogu jak najwięcej takich porównań twórczości poetyckiej z poczynaniami PiS, tym bardziej, że aluzje mocno naciągane, wręcz fałszywe. Już były cytaty innych poetów. Lud lewacki nie odnosi się do felietonu, chociaż z pewnością odezwą się tacy, którzy stwierdzą brak mojego zrozumienia powiązań tego co piszą z twórczością Tuwima i felietonu Pana Noski. A Pan Noska prosił, aby pisać na temat. Tyle, że czyni to tylko wobec nie zgadzających się z tezami zawartymi w Jego felietonach.

  5. Dialektyka pisowska przejdzie do legendy, która zresztą jest ufundowana na tchórzliwości.

    Dlaczego Antoni Macierewicz zbiegł po wypadku pod Toruniem spowodowanym tym samym syndromem niechlujstwa, bylejakości, jaka zaszła w katastrofie smoleńskiej?

    Daje odpowiedź prof. Andrzej Zybertowicz:

    „Macierewicz nie musial pomagać rannym w karambolu, mogła być to próba zamachu”.

    Oczywiście nie jest to żadna dialektyka, tylko skręt zwojów mózgowych.

  6. „Wielu z nas zapamięta tych ludzi, przepraszam za określenie, jako bandę przygłupów. Ale musimy pamiętać, że wyjątkowo prawdziwe w tym przypadku są słowa: »w tym szaleństwie jest metoda«”. Dla takich ludzi nie może być i nie mam miejsca w polityce”. „Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem”.

    Kto jest autorem powyższych słów? Nie, nie Jarosław Kaczyński, nie wypowiedziała też żadna z jego marionetek pokroju prezydenta czy premier, to nie są słowa superministrów Waszczykowskiego, Macieerwicza czy Szyszko. Niewybrednymi epitetami operował- a jakże-! ksiądz katolicki. Paweł Bortkiewicz, bo o nim mowa, to nie była jak postać: to postać nijaka, radiomaryjny księżulo będący na usługach Tadeusza Rydzyka i jego mediów. Klecha od 2015 roku należy do kabaretowej Narodowej Rady Rozwoju powołanej do życia przez Andrzeja Dudę, podobno nie lada bzdury głosi w mediach Rydzyka i wykłada w jego pseudoszkole produkującej kadry m.in do mediów publicznych (z wiadomym skutkiem). Aha! W 2007 roku Lech Kaczyński nadał mu tytuł NAUKOWY profesora! Klecha jest jedną z wielu postaci w sutannach dowodzącą, że Kościół katolicki w Polsce nie jest instytucją bezstronną, bezinteresowną i apolityczną. To jeden z tych kapłanów, dla których liczą się władza, mamona i wpływy.

    Bortkiewicz jest produktem niemrawych polityków padających na kolana przed klerem na koszt społeczeństwa. Od dawna powtarzałem, powtarzam i powtarzał będę, że miejsce klechów jest w kruchcie, a jak marzy im się politykowanie- nich zrzucają czarne sukienki i zakładają partie polityczne. Bortkiewicz i jemu podobni wyrośli pod bezradnym okiem uległych i głupich polityków nie potrafiących odpowiednio traktować jegomości w koloratkach pod szyją. Jeśli przez lata pozwalało się głosić klechom brednie, bzdury i kłamstwa, w tym o „zamachu” smoleńskim, jeśli nie było właściwej reakcji na stek pomyj wypluwanych z toruńskiej szczekaczki na głowy kobiet, polityków i wyborców lewicy czy liberalnego centrum to są dziś widoczne efekty. A są nimi takie pasożyty jak księżulo Bortkiewicz, „naukowiec” os siedmiu boleści potrafiący klepać zdrowaśki. Chociaż i w tym temacie mam spore wątpliwości co do jego umiejętności.

    Szanowna opozycjo, drodzy jej wyborcy i wy wszyscy przez lata ulegli wobec byle sutanny: dożyliśmy czasów, w których byle przygłup w sutannie z was się śmieje. Ile jeszcze będziecie skakali nad klerem, nad hierarchami pieprząc, że Kościół katolicki to dusza państwa polskiego, ilu katolickich ajatollahów w sutannach będzie musiało znosić państwo polskie? Czy w ogóle ktoś z polityków opozycji skomentuje głupkowatą wypowiedź klechy czy i tym razem podkuli ogon pod siebie z obawy przed paragrafem o obrazie „uczuć religijnych”?

    • I to można nazwać clue naszego nieszczęścia. Nie ma w Polsce w tej chwili siły, która potrafiłaby wskazać granicę, której kościół przekraczać nie może.

      Nawet lewica przez lata była ubezwłasnowolniona od wpływów kleru. W Polsce przyjęła się teza, że Nasze państwo nie może istnieć bez kościoła.

      Jeden z klasyków, wprawdzie nie lewicy, ale zatwardziały katolicki nacjonalista, powiedział

      „Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka.”

      Nikt w tym biednym kraju nie może pojąć ile nieszczęść na Polsce i Polakom zgotował kler. Mówi się jedynie o rzekomych zasługach. W większości przypadków to kłamstwa i manipulacje, a zło, zbrodnie i zdrada narodowa przewyższa ewentualne zyski dla Polski i Polaków.

      Przed kilkoma laty była szansa, aby wreszcie w Polsce zakiełkowała prawdziwa alternatywa sekularyzacji tego otępiałego od katolsko-nacjonalistycznego opióm otępiałego narodu. Powstał Ruch Palikota, później Twój Ruch. To prawda, sama partia daleka była od doskonałości, jej przywódca filozof z wykształcenia nie uniósł ciężaru ważnego zadania. Jako filozof, a więc człowiek unoszący się w oparach absurdu nie nadawał się do politycznej walki w tak ważnej sprawie jak stworzenie w Polsce prawdziwej idei stworzenia państwa, w którym neutralność państwa wobec religii, a szczególnie wobec dominacji jednej z nich jest tak ważna.

      Niestety spieprzyliśmy to my Polacy. Niemal natychmiast rozpoczął się frontalny lawinowy ostrzał ciężkich baterii rakiet na RP – polityczny, medialny przy udziale takich dzisiejszych przywódców opozycji jak Tomasz Lis. Dziennikarze lewicowi jak nieżyjąca już Janina Paradowska z znanym, dla siebie grymasem na twarzy wyrażała się o Palikocie i jego partii jak o czymś wstrętnym. Spowodowało to zupełny rozgardiasz w szeregach formacji, zagubienie samego Palikota. Wszyscy oni doprowadzili do rozniesienia w pył zalążka czegoś, co mogłoby wreszcie uzdrowić to Państwo i Naród. Uwolnić od zależności od takich szmat w sutannie jak Rydzyk i jego ludzie i inni hipokryci w sutannach i ich zausznicy w krawatach. Dziś może TR, nie wygrałby wyborów, Palikot może by nie był premierem, nie byłby prezydentem, ale pewne jest, że nie byłoby u władzy kogoś takiego jak PiS i Kaczyński, a cała ta gangsterska, arogancka swołocz lizałaby rany po kolejnej przegranej. I co najważniejsze ideę państwa wolnego i narodu samodzielnie myślącego można byłoby kontynuować dalej.

      Dziś niestety jak to w Polsce bywa zaprzepaściliśmy kolejna szansę na to aby Polska przestała być zaściankiem i kołtunem Europy.

      • Ps.

        Z cyklu – oto słowo Pańskie

        „Tytus Kondracki to jeden z krakowskich fotografów, którzy mieli oficjalną akredytację na Ingres abp. Marka Jędraszewskiego. Właśnie ujawnił, jakimi słowami „potraktował” go biskup Sławoj Leszek Głódź. Tylko dlatego, że Kondracki fotografował wypakowywanie prezentów dla arcybiskupa, usłyszał, że ma „spier****”.

        Z relacji fotografa wynika, że metropolita gdański nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. „Spier****” .Usłyszałem tuż przed zapozowaniem do zdjęcia” – opisuje Kondracki. Jak twierdzi, zapytał Głodzia, czy wypada mu używać takiego języka. Jedna z obecnych tam kobiet miała odpowiedzieć, że trzeba wybaczyć biskupowi i „być miłosiernym”.”

        Wybaczmy no ten szmaciak nie wie co czyni. Czyżby znowu zapił? Ryba psuje się od głowy.

  7. Mateusz Kijowski stał się bytem wirtualnym. Stał się naszym wyobrażeniem o liderze na czas walki z „pisowskim bandziorem”. Nie chcieliśmy przekonać się, czy jest liderem na czas próby i woleliśmy okrzyknąć go Wałęsą naszych czasów, choć według mnie porównanie to jest obrazą dla Lecha. Przy całej pokręconej biografii Wałęsy, jego obrzydliwej prezydenturze i w gruncie rzeczy wyhodowaniu Kaczyńskich mogę stwierdzić, że to Bohater. Nie mogę tego powiedzieć o Mateuszu Kijowskim

  8. Redaktor Kublik wydziwiała w GW nad Komisją Smoleńską. A to, że kupa kasy, a to że zero efektów i takie tam. Oczywistości. Wygląda na to, że redaktorka nie wytrzymała. Tak jak w towarzystwie – chodzi gość powiedzmy z wielką plamą na tyłku o podejrzanym kolorze, a zmówieni uczestnicy milczą poważnie, dając delikwentowi robić z siebie idiotę. Aż wreszcie ktoś „nie wytrzymie” i parsknie. I cała beka spalona przed czasem.

    Ja na ten przykład byłem ciekaw tych eksperymentów z brzozą na samochodzie, czy z modelem zabawką w tunelu aerodynamicznym. Kto wie zresztą jakie szwejkowe bęcwalstwa szanowni komisjanci by jeszcze wymyślili. W naszej ponurej rzeczywistości każda rozrywka dobra. A że miliony? Zwyczajnie musi kosztować.

  9. Kaczyński: „trzeba zlikwidować patologie w samorządach i podnieść jakość rządzenia.”

    Zazwyczaj patologia wchodzi przez okno, drugimi drzwiami, przez piwnicę, wykopem. Tak żeby, kto nie powinien nie zauważył, że wlazła.

    A tu mamy człowieka – Kaczyńskiego, który sam patologię tworzy i wprowadza ją od frontu oficjalnie na oczach wszystkich przedstawiając, jako dobrze urodzoną damę „dobrą zmianę”. 1/3 Polaków zezwala na to uważając to za jakieś zesłanie Ducha Świętego. Partia gangsterska o nazwie PiS w ten sposób robi swoje. Mnożyć przykładów można mnóstwo. To są tzw reformy, rujnowanie Polski i jej prawa. Dzielenie społeczeństwa na gorszy i lepszy sort. Wydarzenia ostatnich miesięcy świadczą o tym, że moralność ludzi dzisiejszej władzy jest wielką zagadką.

    Polityka to brudna robota. I nie ma chyba polityka, który byłby kryształowy. Chociaż i tu należy umieć rozróżnić plugawe kanalie od zwykłych krętaczy. Każda partia, kiedy ma w ręku władzę niestety momentami jej nadużywa. Jedni robią to kamuflując się a drudzy, tacy jak Kaczyński uważają to za dobro jakim on, wódz obdarza naród. Jak można być wobec takiego „dobra” niewdzięcznym i dla takiego wodza? Kto może być tak niewdzięcznym? Wiadomo – wrogowie Polski, „twarze specjalnej troski”, zdrajcy, komuniści i złodzieje. To jest ta druga część Polaków, która PiSowi nie pasuję, która musi odejść. Po to więc MSZ odkrył nową ziemie dla nas abyśmy jak Żydzi i ludzie niepotrzebni, w czasach towarzysza Wiesławowi urągający mogli wyemigrować do „Ziemi Świętej”. Tak my niedługo będziemy zbierać się na San Escobar. Na naszą „Ziemię Świętą”.

    Po czym poznać klasę człowieka – polityka też. Całej grupy polityków, partii, środowiska politycznego? Po tym jak się zachowuje, jaką retorykę przyjmują poszczególni jej przedstawiciele.
    Politycy poprzedniej ekipy w luksusowej restauracji Sowa&Przyjaciele rozmawiając o interesach posilali się ośmiorniczkami, wołowymi policzkami i popijali to winem – w cenie po tauzenie za butelkę. W końcu elita.

    Sławomir Misiewicz w Bielsku Białej po uroczystościach związanych z powołaniem jednostki obrony terytorialnej w tym mieście musiał wyluzować wpadając do restauracji, (dyskoteki, burdelu). Do tego rządową limuzyną z całym możliwym wyposażeniem i BORowikami włącznie – i „na kogutach”. Toż to pan „minister”. Lokal bynajmniej nie kategoria „S”- ot przydrożny burdel z muzyką dysko polo, kaszanką z grilla i dziwkami. I jak to młody jurny „ułogier” po porcji specjału popitym swojską „Żubrówką” zaczął świrować. To wystarczyło, aby poczuł jak jest ważny. Skończyło się na bieganiu pomiędzy stolikami z rozpiętym rozporkiem, nagabywaniu panienek szukających przygody oraz nominacjach personelu kuchennego oraz WC na nowych pracowników MON i dowódców OTK. Trzeba było gościa ewakuować z posesji.

    Chamstwo i góralska muzyka też ma swoje klasy i kategorie. Wybierajmy – poprzednicy burżuje, ale z klasą. W przypadku PiSu cham, pijak, erotoman, druga strona siekiery. Takiemu niedouczonemu, knurowi z przerostem chamstwa nad rozumem, gdzie na twarzy tłucze się namiastka resztki jeszcze dziecięcej naiwności z chcicą niezaspokojonego obleśniaka, gdzie by tu dobrze się nażreć i zaru***ć. Takiej miernocie oficer WP, pilot myśliwca F16 w randze majora, człowiek o szerokim wykształceniu, wiedzy, doświadczeniu w swoim fachu, może i weteran bije do czapy łapką oddając honory. Żenada! Misiewicz to tylko przykład. Jego przekrój charakterologiczny to wzorzec tej ekipy, zaczynając od Kaczyńskiego, kończąc na intelektualnym sejmowym zerze Szczypińskiej Jolancie.

    I jak tu mówić w ich przypadku o tym, kiedy słowom „prawo i sprawiedliwość” przywrócona zostanie „jedyność i prawdziwość”?”

  10. Wraca klasyka – dyktatura ciemniaków. Acz w wypadku PiS można nomenklaturę Kisiela zmodyfikować – dyktatura ciemnoty, bo partia Kaczyńskiego wysługuje się częścią kleru.

    Nikt mi nie powie, że Zbigniew Ziobro jest szczególnie lotny. Wystarczy przeanalizować jego słownictwo. Na pewno nie należy do inteligencji, nie należy do żadnej elity, ani do plebsu.

    PiS stworzył kastę cwaniaków, karierowiczów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.